Z karafki

Czytam teraz „Karafkę La Fontaine’a” Wańkowicza i jestem zachwycona.

Pozwolę sobie zacytować dwa fragmenty, ale chciałabym całą książkę.

Pod bramami językowego kasztelu stoi stara poczciwa „kurwa”, wierny towarzysz doli i niedoli polskiej, która służy naszej elokwencji od wieków w chwilach tragicznych i w chwilach radosnych. Kurwa – wyraz, z którego emanuje treść seksualna. Przecież któryś ze staropolskich autorów pisał, że: „skurwysynem skoro kogo nazwą, nie znaczy to, aby macierzy jego niepoćciwość zadawano.” Znałem dwu braci grafików, którzy sobie wymyślali od skurwysynów. Dla iluż ludzi ten wyraz był zawołaniem bojowym, z nim szli do ataku, umierali z tym słowem na ustach.
Serce się wzdryga, kiedy Zofia Kossak przegania ją bezlitośnie sprzed oblicza pańskiego we wspomnieniach z kacetu, zastępując ją wszędzie słowem „ty kulfonie”. Biedna kurwa! Za tyle lat wiernej służby językowi! Bo już wraz z katolicką pisarką i materialiści dziejowi usiłują, jak np. Putrament, zastąpić ją przez słowo „kura”. Skąd znowu kura? Czy dlatego, że ma z jajami do czynienia?

I ten, który chyba zacznę stosować w praktyce:

Bronimy się, jak możemy. Staram się odpisywać na wszystkie listy. Cóż jednak miałem odpisać wyjątkowo przyczepliwej paniusi? Dopełniłem obowiązku grzeczności przyznając, że głupota jest to wielki dar Boży, ale nie należy go nadużywać.”

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *