„Wielkie piękno” Sorrentino, czyli wielka kinowa męka

 

Nie wiem co mnie podkusiło, choć nie, w sumie wiem. W ostatnim czasie kilkakrotnie umawiałyśmy się z Kamą do kina i nic z tego nie wychodziło. Tym razem się zawzięłyśmy. Uznałyśmy, że skoro nie mamy czasu na czytanie i nagrywanie, niech choć w kinie wsączy się w nas odrobina kultury. Obejrzałyśmy zwiastun i, zachęcone, udałyśmy się na seans.

Dobrze, że nie miałam siły wziąć się za ten tekst wczoraj, może dzięki temu będę mniej złośliwa. Kto wie.

Oczywiście zgadzam się, że piękne widoki i nawiązania do klasyki filmowej. Można też ten film czytać wielowarstwowo, ale umówmy się, jak ktoś się uprze to i w monitoringu z centrum handlowego znajdzie mnóstwo symboliki.
W filmie jest scena obśmiewania sztuki polegającej na obwiązaniu się tkaniną, uderzeniu z główki w ścianę i okrzykach. Szczerze? Nie wiem w czym ten film był lepszy od tego, co obśmiewał jego główny bohater. Tak, wiem to pewnie trzeba czytać ironicznie och, jakże to głębokie i wybitne. Tylko że jakoś nie.
Wiem, że „Słowacki wielkim poetą był*” i „jak to nie zachwyca Gałkiewicza, jeśli tysiąc razy tłumaczyłem Gałkiewiczowi, że go zachwyca*”, ale jednak nie. Przykro mi. Król jest nagi.

Pustkę życia rzymskich elit pokazały już pierwsze sceny. Czy naprawdę trzeba było to samo przez dwie i pół godziny powtarzać? Żeby co? Żeby było dobitniej?
Piękne zdjęcia, fakt. I przyznaję, że, kiedy po pół godzinie para obok mnie zaczęła nerwowo szukać w internecie ile trwa ten film, uznałam że po chamsku świecą mi komórką i odwracają uwagę od ekranu. Pół godziny później miałam ochotę pytać co w tym internecie wyczytali i błagać, by powiedzieli że już, zaraz, koniec.
Sporo ludzi wyszło. Nie wiem, ze dwadzieścia procent? My nie mogłyśmy. Byłyśmy uwięzione w środku rzędu, w miejscu które przy zajmowaniu wydawało się takie idealne.

Minęło półtorej godziny seansu, a ja straciłam nadzieję że kiedyś stamtąd wyjdę.  Spojrzałam na Kamę i dostałam strasznej głupawki, która tylko nasiliła się po tym, jak głos z offu powiedział że wszystko nieuchronnie zmierza ku śmierci. Coelho dla snobów. Banał, który ma pokazać banał. Dziękuję, postoję.
Zdjęcia piękne, kilka zabawnych tekstów głównego bohatera, kilka ciepłych momentów. I tyle. Starczyłoby na pół godziny, jak i całego przekazu, bo fabuły nie było.

Nie rozumiem wielkiej sztuki i od dziś będę chodzić tylko na filmy dla kucharek.

Znalazłam dwie recenzje, z którymi się zgadzam w 90%. Tam gdzie jest opis filmu. Różnimy się jednak bardzo jeśli chodzi o jego ocenę.

* Witold Gombrowicz „Ferdydurke”

p.s. Całość trwała 2 godziny i 22 minuty.

 

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *