Trzy książki na lato. Strout, Picoult, Morrison.

trzyksDziś koleżanka w pracy zapytała mnie o nowe powieści polskich autorów, które mogłabym polecić kobiecie mieszkającej w USA. Nie mogłam jej pomóc. Niewiele nowych książek mnie ostatnio pociąga, a z polskich powieści to niedawno skończyłam Ziemię obiecaną. Chyba nie o takie nowości chodziło.

Przeglądam zapowiedzi wydawnicze i praktycznie nic mnie nie interesuje, co z jednej strony jest irytujące, a z drugiej całkiem wygodne, bo mogę skupić się na czytaniu klasyki i poszukiwaniu wartościowych książek poza półką z nowościami.

Ostatnio przyniosłam z biblioteki trzy książki, które widzicie na zdjęciu. Znajdowały się na wielu listach polecanych lektur, które przekopałam wcześniej i choć każda była inna, wszystkie czytało się świetnie.

Na pierwszy ogień wzięłam Okruchy codzienności, znane obecnie jako Olive Kitteridge, przedstawiane w wielu miejscach jako najlepsza powieść Elizabeth Strout.
Nie czytałam (jeszcze) innych książek tej autorki, więc nie mam porównania, ale Okruchy codzienności są rewelacyjne. Książka klimatem przypomina nieco niektóre opowiadania Alice Munro, ale jest dużo, dużo lepsza.
Strout pokazuje wycinki z życia małego miasteczka, delikatnie wkraczając w życie jego mieszkańców. Książka pełna jest subtelności, bardzo prawdziwa i nieco gorzka. Naprawdę warto.

Później przeczytałam Bez mojej zgody Jodi Picoult. Nie czytałam wcześniej niczego tej autorki, ale mówiono mi, że żadna późniejsza książka nie dorównuje opowieści o trzynastoletniej Annie, która została powołana na świat po to, by uratować chorą na białaczkę siostrę. Zdeterminowani rodzice stworzyli idealnego dawcę krwi i organów dla chorej starszej córki.
Bardzo przyzwoita obyczajówka, którą czyta się błyskawicznie… do czasu.
Pod koniec książki zaczynają pojawiać się takie nieco łzawe, bardzo amerykańskie fragmenty. Można na to przymknąć oko, bo powiedzmy, że fabuła te słowa usprawiedliwia. Nie wiem natomiast co się nagle wydarzyło na sam koniec. Wygląda to tak, jakby autorka napisała całość, zaniosła do wydawnictwa i nagle usłyszała, że tamto zakończenie nie przejdzie i ma napisać coś, czego oczekują odbiorcy. Teraz, na kolanie, na kilka stron.
Nie mogłam uwierzyć, że zaserwowano mi na koniec coś tak niewiarygodnego. Rzeczywistość może być zadziwiająca i trudna do pojęcia rozumem, ale kłamstwo, a więc także literatura, powinno być wiarygodne. Końcówka Bez mojej zgody pokazuje nam przedziwny zbieg okoliczności (w naprawdę złym guście) i do tego jest kompletnie niewiarygodna psychologicznie. Rozmowa rodziców w szpitalu sprawiła, że naprawdę się wkurzyłam. Nie wiem jak Wy, ale ja nie lubię, gdy się mnie traktuje jak idiotkę. Usunęłabym całą końcówkę. Ta historia doskonale by się bez niej obyła.

Wczoraj zaś skończyłam Umiłowaną Toni Morrison.
Jak to możliwe, że wcześniej nic Morrison nie czytałam? Dlaczego nikt mi nie kazał, nie zmusił? Ta autorka w 1993 dostała Nobla i jeśli inne jej książki choć trochę przypominają Umiłowaną, była to nagroda zasłużona.
Kiedy czytam opinie o książkach i widzę określenia takie jak: oniryczna, poetycka, niejednoznaczna, mam ochotę uciec jak najdalej. Przed oczyma duszy mojej widzę bowiem jakieś pijackie rojenia i wszystko, co autorowi ślina na język przyniosła, odczytywane później jako wspaniałe alegorie i wieloznaczności.
Nic jednak nie poradzę, że te przymiotniki bardzo mi pasują do książki Toni Morrison, opowieści o wiekach niewolnictwa na przykładzie historii pewnej dzielnej czarnoskórej kobiety. Ktoś mógłby uznać, że to książka z gatunku realizmu magicznego, ale myślę, że z tą lekturą trzeba się obchodzić ostrożniej. Nie tak łatwo ją gdzieś zaklasyfikować. Ja klasyfikuję ją jako pozycję, którą bezwzględnie trzeba przeczytać. Jest mądra, przejmująca, mroczna i bardzo dobra.

, ,
9 comments on “Trzy książki na lato. Strout, Picoult, Morrison.
  1. Przeczytałam już prawie wszystko Toni Morrison, co się po polsku ukazało, i powiem jedno – lepiej nie zaczynać, jeśli się nie ma czasu na dobrnięcie do końca bez większych przerw. Po pierwsze hipnotyzuje, że nie można się oderwać, a po drugie tak wbija w ziemię, że trzeba mieć czas na przeżycie i przemyślenie, zanim się wróci do rzeczywistości.

    W tych książkach jest jedyny rodzaj rasizmu, jaki mogę zrozumieć.

  2. Morrison – tak… jest świetna. Redagowałam książkę o niej z serii Mistrzowie literatury amerykańskiej.
    Picould przeczytałam, bo wszędzie krzyczeli, ze dobra. O końcówce mam to samo zdanie. Potem przeczytałam jeszcze jej „Kruchą jak szkło” i wiesz – kończy się tak samo, to znaczy rozwiązaniem problemu przez niespodziewaną śmierć jak deus ex machina. Nigdy więcej! Poczułam się oszukana…

  3. „Delikatnie wkraczając w życie jego mieszkańców” – brzmi jak antypody psychologicznie łopatologicznego „Bastionu” Kinga, który właśnie kończę. Więc „Okruchy codzienności” już na czytniku. „Umiłowana” zresztą też :-)

    A „Miłość” mnie nie poruszyła. Ale niekiedy tak jest: nie ten klimat, nie ten czas.

  4. O Picoult podobne opinie słyszę już od dawna, więc uznałam że to autorka nie dla mnie i nawet się nie zabieram. Toni Morisson na razie czytałam tylko „Dom” i planuję sięgnąć po kolejne jej książki, bo tą zostawiła po sobie bardzo dobre wrażenie. A na „Okruchy codzienności” dałam Ci się namówić i dzisiaj wypożyczyłam z biblioteki. Lubię klimat opowiadań Munro, a skoro to ma być lepsze, to chętnie się przekonam.

  5. Picoult – zdecydowanie z niższej półki niż dwie pozostałe. Nie warto – pisze schematycznie, na tematy z góry obliczone na szokowanie czytelnika. Strout to bardzo ciekawa pisarka. Zaczęłam od „Olive Kitteridge” i była to jedna z najlepszych książek, jakie czytałam w zeszłym roku (polecam też film HBO z Frances McDormand), więc w tym roku przeczytałam jej najnowsze dzieło – „My Name is Lucy Barton” – też świetne. Następne będą jej opowiadania albo „The Burgess Boys”.
    Toni Morrison to klasa, ale dawkuję sobie jej książki, bo to zawsze dawka silnych emocji. Chyba najbardziej przejęłam się „The Bluest Eye”. Mieszkam w USA :-) Pozdrawiam.

  6. Widzę, że masz podobną do mnie tendencję określania pewnych fragmentów w książce czy też filmie ,,amerykańskimi” :) Nie czytałam ,,Bez mojej zgody”, jednak fabuła wydaje się być mimo wszystko interesująca, ponadto po Twoim wpisie jestem bardzo ciekawa zakończenia :) pozdrawiam.

  7. A ja za to polecam na lato książkę „Zatrzymać dzień”.
    Czytałam niedawno i nie jestem w stanie jej opisać słowami. Książka jednocześnie otwiera oczy na wiele kwestii, trochę straszy, motywuje a na końcu udowodnia, że w naszym życiu mamy naprawdę wpływ na wiele rzeczy, tylko nie zawsze jesteśmy tego świadomi. Szczerze polecam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *