Tuwim. Wylękniony bluźnierca. Mariusz Urbanek

IMG_6821aNim osiągnęłam metrykalną dojrzałość, zaczęłam się interesować dwudziestoleciem literackim. To, zdaje się, termin użyty w tytule książki Andrzeja Zawady, ale idealnie oddaje sens.
Wówczas nie interesowało mnie nawet specjalnie historyczne osadzenie tej epoki literackiej, ani przeszłe i dalsze losy w niej piszących – poza Staffem, ale tu też interesowała mnie głównie twórczość i fazy jakie przechodził jako autor; jak ewoluowało jego pisanie. Pisałam nawet o nim pracę w trakcie olimpiady języka polskiego, a że znałam na pamięć mnóstwo cytatów, które z upodobaniem stosowałam, udało mi się dostać papier upoważniający do wstępu na polonistykę bez egzaminów. (Nie skorzystałam i czasem żałuję.)

Tuwima uwielbiałam. Zaczytywałam się w antologii jego wierszy wydanej przez Zakład Narodowy im. Ossolińskich w serii ‚Biblioteka Narodowa’. Zresztą, zabrałam ten tom ze sobą na studia. Zdjęłam go dzisiaj z półki. Zakładka (specyficzna, przyznaję) tkwiła na ukochanym wówczas wierszu. I choć dziś mi bliżej do innych jego utworów, Tuwim to Tuwim, proszę Państwa. Mistrzostwo języka.
Cieszę się, że piętnaście lat temu nie wgłębiałam się w powojenne losy poety. Kiedy się ma dwadzieścia lat, sądy są kategoryczne, a życiorysy czarno-białe. Jasne, że trafiłam na wiersz „Do córki w Zakopanem” a w nim na Lenina, co był przyjacielem prostych ludzi, ale bardzo szybko tę stronę zamknęłam. Nie chciałam, by mi runęła legenda.

Dziś, gdy już pozdejmowałam wszystkich z piedestałów, „Tuwim. Wylękniony bluźnierca.” okazał się być lekturą idealną.

IMG_6824Sprawdziłam dorobek autora i troszeczkę osłupiałam. Mnóstwo biograficznych poważnych pozycji, z których sporą część chciałabym przeczytać, wydawanych w stosunkowo krótkich odstępach czasowych. Jak Mariusz Urbanek to robi?
Niebawem sprawdzę jak się udali „Brzechwa” i „Waldorff„, ale na podstawie Tuwima mogę Wam powiedzieć, że to nie jest powierzchowna robota. Na moją zgubę, autor bibliografię zatytułował Książki i czasopisma, które cytowałem, z których korzystałem, które warto przeczytać. I jest tych pozycji ponad cztery strony.
Patrząc na ogrom materiału (udając, że nie dostrzega się liczby wszystkich napisanych książek – autor chyba po prostu nie sypia), można by się spodziewać ciężkiego dzieła naukowego, pełnego dat i odniesień do historii literatury. Tymczasem czyta się tę książkę bardzo dobrze. Jest wnikliwa i szczegółowa, ale Mariusz Urbanek umie wyłuskać i pokazać to, co najistotniejsze. Nie tonie w dygresjach, nie błądzi gdzieś poboczami, ale opowiada spójną historię. Co jeszcze lepsze, nie jest to żaden sąd nad poetą, ale nie jest też panegiryk.
Tuwim jest w tej książce człowiekiem, którego postępowania nie da się jednoznacznie ocenić i chyba nikt nie powinien tego robić, jest też nieprzeciętnym poetą obdarzonym naprawdę niespotykanym wyczuciem słowa.

Jest opowieść o domu pochodzenia i miłości do żony. Jest opowieść o tym, jak wiele zależy od tego komu pierwszemu wyśle się swoje utwory do oceny i czy ten ktoś w ogóle je przeczyta, nim wyda opinię, która zaważy na cudzym życiu. Jest o młodym poecie, który od szkoły woli kabarety, o grupie poetów, którzy gotowi są na ulicy szukać publiczności dla swoich wierszy. Jest dużo o tworzeniu zarówno wierszy, które dają satysfakcję, jak i utworów, które zapewniają bardzo dostatnie życie. Jest wspaniały okres Skamandra i Małej Ziemiańskiej. Jest opowieść o przyjaźni między największymi poetami i najciekawszymi ludźmi tamtych czasów.
Ponieważ część moich zainteresowań literackich krąży wokół okresu międzywojnia, w każdej kolejnej książce odnajduję okruchy wspomnień dotyczące interesujących mnie postaci. Tu jest tych smaczków sporo.
Jest o trudnej emigracji i jeszcze trudniejszym chyba, życiu po powrocie do kraju, gdy tylu dotychczasowych przyjaciół wypowiedziało Tuwimowi swą przyjaźń, jak jakąś umowę. I choć trudno się tym rozstaniom dziwić, kiedy poznaje się kolejne fakty z życia Tuwima, wszystko przestaje być takie oczywiste.
Poznajemy Tuwima, który pomaga nawet ludziom, którzy na niego przed wojną pluli (np. Gałczyńskiemu), który ma mnóstwo pomysłów i gdy nie pisze wierszy, zajmuje się tłumaczeniami i zbieraniem wszelkich niesamowitości. Jest Tuwim naiwny i przerażony, jest skuteczny i bluźnierczy – jest ludzki i wielowymiarowy.

Tego typu biografie zawsze mnie zasmucają, wiadomo bowiem, że główny bohater na końcu umiera.

Na pocieszenie dostajemy kilka fragmentów wierszy, świetne zdjęcia i wywiad z przybraną córką poety, na koniec.
Nie wiem jak Wy, ale ja mam kilka tomików z utworami Juliana Tuwima i przemożną ochotę, by je raz jeszcze przeczytać.

Mariusz Urbanek.
Tuwim. Wylękniony bluźnierca.
Wydawnictwo Iskry,
Warszawa 2013

Share

2 Comments

  1. Karol Narocz Reply

    Zgadzam się w każdym szczególe Pani recenzji i odczuć.
    Michał Urbanek ostatnimi czasy daje nam wiele do myślenia! Najpierw była rewelacyjna biografia Wł. Broniewskiego, później sylwetka Jana Brzechwy, a teraz Julian Tuwim. Mam taką samą słabość do epoki, a do Skamandrytów w szczególności (ostatnio wiele miejsca poświęcałem Iwaszkiewiczowi czy Słonimskiemu). Pani zauroczenie twórczością Tuwima i „opracowaniem” Urbanka uzasadnione! Nic tylko krzyknąć – vivat! To zbyt wielka i znacząca postać naszej literatury, aby przekreślało Go kilka post-stalinowskich strof. Jestem niezmiennego zdania, że prawdziwa wielkość sama się obroni. Z racji zawodu (nauczyciel historii) często wracam na swoich lekcjach do wstrząsającego wiersza „Śmierć prezydenta” o zabójstwie G. Narutowicza.
    Można sobie sobie wyobrazić jesień bez Tuwima? Kiedy… mimozami jesień się zaczyna?
    Serdecznie pozdrawiam z Bydgoszczy i życzę dalszych spotkań z literaturą.
    Karol Narocz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *