Taniec ze smokami. G.R.R. Martin

IMG_1738aSkończyłam właśnie czytać drugączęść „Tańca ze smokami” i zupełnie nie wiem teraz #corobicjakzyc.
Ktoś ma kontakt z G.R.R. Martinem? Kiedy następny tom?
Wczoraj Młody miał za zadanie napisać list do jakiegoś dziecka z UE. Wybrał Włocha. Prawie umarłam ze śmiechu czytając te kilka zdań, wśród których było m.in. „A co tam u Ojca Świętego?”. No co? Skoro mieszka we Włoszech to na pewno są dobrymi znajomymi, to przecież oczywiste.
Ponawiam więc pytanie, zwłaszcza do tych, co w USA: Co tam u George’a Martina? Jak postępy w pracy nad książką?

Pod koniec „Uczty dla wron” (sieć spisków) Martin pisze tak: „Najprostszym rozwiązaniem byłoby wziąć to, co już napisałem, podzielić mechanicznie na pół, opublikować pierwszą połowę, dodając zwrot: „ciąg dalszy nastąpi”. Im dłużej się jednak nad tym zastanawiałem, tym bardziej byłem przekonany, że lepsza dla czytelników będzie książka opowiadająca całą historię połowy postaci od takiej, która opowiada połowę historii wszystkich postaci. Na takie też rozwiązanie się zdecydowałem.”
Ja, jako czytelnik, uważam że to nie była dobra decyzja. Te „przepołowione” tomy bardzo straciły na dynamizmie, poza tym, nie oszukujmy się, „cała historia połowy postaci” oznaczałaby, że wszyscy przedstawieni w tych tomach umrą z ostatnią stroną, bądź znikną na zawsze. Tymczasem przecież pojawiają się tom dalej i czasem czytelnik (ja) już nie pamięta, co się z nimi ostatnio działo.
Czytelnik -istota kapryśna – może się jednak zdenerwować, gdy autor przestanie ufać w jego znajomość całej historii.
Zaangażowana w Pieśń Lodu i Ognia, czytałam to po kolei, bardzo mnie więc oburzyło powtórzenie całej sceny rozmowy Jona z Samwellem odnośnie przyszłości Goździk i celu wyprawy morskiej. (Celowo piszę bardzo oględnie, żeby niczego istotnego nie zdradzić) Zdaję sobie sprawę, że miało to pokazać sytuację z perspektywy Jona, ale naprawdę można było z tego przepisania sceny zrezygnować i rozwiązać to jakoś inaczej – tak by czytelnik nie czuł się brany za sklerotyka, który zabiegu nie dostrzeże.
Pierwsza część okazała się więc w ostatecznym rozrachunku taka sobie. Ale bez obaw, hehe, i tak musicie przeczytać, żeby opowieść miała ciągłość.
Za to część druga, to zupełnie inna sprawa!
Można by podejrzewać autora o złośliwość, która przed przerwą w czasie której będziemy przestępować z nogi na nogę w oczekiwaniu na rozwój historii, każe mu serwować nam tom pełen zwrotów akcji, potyczek i spojrzeń z perspektywy postaci, które dotąd nie miały głosu. Lektura sprawiła, ze kilkakrotnie byłam zadziwiona i co najmniej raz naprawdę wściekła, gdy „moja” postać, której losy wydawały się wreszcie prostować, poważnie ucierpiała.
Nadal niektóre wątki odbieram jako „zło konieczne”, a raczej nudę niezbędną do rozwijania opowieści. Znoszę je, wiedząc że mają potencjał i w końcu jakaś „bomba wybuchnie”.
Drugi tom „Tańca ze smokami” jest naprawdę dobry, również dlatego, że wracają niektóre ze starych postaci, ich osobiste historie zaczynają się zazębiać, zapętlać, a w powietrzu czuć już zmianę i zanosi się na zwrot akcji – tyle że często będzie to zwrot zupełnie nie w tę stronę, w którą podejrzewaliśmy.
To, co w całej tej Pieśni cenne, to niejednoznaczność postaci. Nikt tam nie jest papierowy, nikt tylko zły czy dobry (może poza Joffreyem, którego od początku miałam ochotę zamordować, a teraz w „Tańcu…” jeszcze gorzej potraktowałabym Ramsaya Boltona), a wraz z rozwijaniem się wątków jedni na rzecz drugich tracą sympatię czytelnika.
Od jakiegoś czasu bardzo interesuje mnie na przykład wątek Jaime’go Lannistera i coraz bardziej wciągają losy mlodszej Starkówny.
O ile część pierwszą męczyłam dobry tydzień, drugą skończyłam w trzy dni. Pewnie gdybym miała dzień bez obowiązków, przeczytałabym te 683 strony w ciągu doby, więc może lepiej że dane mi było delektować się lekturą nieco dłużej.
Było dobre. Chcę jeszcze.
,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *