Szopka. Zośka Papużanka

IMG_2851aIm jestem starsza, tym rzadziej sięgam po powieści. Jeśli już, to nadrabiam braki w klasyce, lub przypominam sobie to, co kilka(naście, dziesiąt) lat temu czytałam, w myśl zasady, że najbardziej podobają mi się książki, które już znam. W większości przypadków wybieram książki historyczne, naukowe i biografie. Mam coraz większą świadomość upływającego czasu, dlatego czytam głównie to, co powoli poszerzyć wiedzę w danym temacie i w jakiś sposób mnie wzbogaci. Szkoda mi czasu na przeciętne „zabijacze czasu”. Czas to dobro bardzo ograniczone i zbyt cenne, by je marnować na kiepskie opowieści.
Po Szopkę, którą debiutuje rok ode mnie starsza Zośka Papużanka, sięgnęłam zachęcona entuzjastycznymi recenzjami czytelników.
Jestem czytelnikiem starej daty, który lubi tradycyjne powieści, w których akcja nie musi być liniowa, ale powinna być zamkniętą całością. Nawet jeśli zakończenie jest otwarte. Dialogi, w których wypowiedzi bohaterów są od siebie oddzielone, a książkę bez większych problemów da się rozpisać na scenariusz. Gdy ciocia Zosia, po wypowiedzeniu kwestii, zakłada nogę na nogę, a jej sąsiadka opowiadając dowcip, odstawia szklankę z herbatą.

U Papużanki tego wszystkiego nie ma. Są błyski. Jak przy zabawie latarką – widać drobny wycinek, tylko tyle, ile zdążymy zauważyć, nim żaróweczka zgaśnie. Snop światła po chwili rozjaśni inny kąt, pokazując tych samych bohaterów w zmienionym otoczeniu. Odległych od siebie samych o tydzień, dekadę, połowę życia. Dialogi mieszają się z przemyśleniami, wszystko płynie jednym strumieniem, jak w natchnionej improwizacji.To już któraś z kolei przeczytana przeze mnie polska powieść współczesna o podobnej, nieco porwanej i fragmentarycznej konstrukcji, chyba więc tak teraz to opowiadanie historii u młodych rodzimych autorów wygląda.
Szopka ma wszystko, co mogłoby człowieka z moim podejściem do literatury zdenerwować, a jednak nie mogę jej nie pochwalić. To jest dobry debiut.
Autorka jest uważną obserwatorką i świetnie oddaje realia, także poprzez potoczność języka. Tę książkę się doskonale „słyszy”.
Po jakimś czasie człowiek przestaje zauważać, że brak tu „rozpisania tekstu na role”. Dobrze się płynie poprzez tę opowieść. Szybko pochłania kolejne kartki.
Papużanka przedstawia obraz współczesnej polskiej rodziny. Chciałabym wierzyć, że nie statystycznej. Rodziny, której członkowie są ze sobą chyba za karę. Nie lubią się, niszczą się nawzajem, a jednak tkwią w jakimś współuzależnieniu wynikłym z nierówności w bilansie zadanych i otrzymanych ran. Z lęku i zakłamania. Czytałam to jak jakąś zupełnie kosmiczną opowieść, co kilka stron walcząc z potrzebą potrząśnięcia którymś z bohaterów. „Po co w tym tkwisz? Dlaczego na to pozwalasz?” – miałam ochotę krzyczeć.
Naprawdę nieźle to domowe piekiełko, choć przecież nie jakaś skrajna patologia, zostało pokazane. Powiedziałabym, że dobrze wymyślone, ale obawiam się, że jeśli pisarz ma „dobre ucho”, niewiele trzeba wymyślać. Sporo rodzin wokół w takich układach funkcjonuje latami – przerażające marnotrawstwo życia. Warto jedną z takich rodzin okiem autorki zobaczyć.

Szopka. Zośka Papużanka. Świat Książki.
,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *