Sy Montgomery. Dobra świnka, dobra

montgomeryStaram się ograniczać kupowanie książek, ale oczywiście nie mogę sobie odmówić systematycznego oglądania nowości i zapowiedzi na stronach wydawnictw. Pozycję Dobra świnka, dobra Sy Montgomery widziałam więc wielokrotnie i choć zawsze zwracam uwagę na książki o zwierzętach, tę odrzuciłam od razu. Przez tytuł.

Bardzo nie lubię infantylizacji kogokolwiek i uważam, że zarówno dzieci jak i naszych braci mniejszych powinniśmy traktować z szacunkiem, nawet jeśli jesteśmy mięsożercami (zabrzmiało trochę jakbyśmy jedli dzieci). Zwierzętom należy się szacunek i choć mogę uważać, że moje psy są świrnięte i śmiać się z ich dziwactw, nie zatytułowałabym swojej książki o nich Dobre pieski, dobre. Tak jak, pracując z mężem w jednej firmie, nie zwracałabym się do niego przy ludziach per kotku.

Po raz kolejny, jak przy Caitlin Moran i wielu innych, do książki przekonała mnie rozmowa w Wysokich Obcasach. Po fragmentach: „Spędzam ze swoimi czytelnikami mnóstwo czasu i uważam, że są wspaniali. Widzę ich jako ludzi, którzy jeszcze nie kupili kłamstwa, które leży u podstawy naszej kultury – że najważniejsze rzeczy to kupowanie, władza, status, uroda i inne bzdury tego typu” oraz „Siedem, osiem kobiet. Mieszkałyśmy w osobnych namiotach i zajmowałyśmy się swoimi badaniami. Spotykałyśmy się raz dziennie, na kolacji. Całe dni spędzałam z emu. A w nocy pisałam. To było wspaniałe życie (…) wreszcie mogłam przestać przejmować się tym, jak wyglądam, i to było wyzwalające! Rzadko myłam włosy i się czesałam, więc na głowie zrobił mi się kołtun jak u dzikich psów. I czułam się piękna po raz pierwszy w życiu. Polecam wakacje na pustyni każdej kobiecie, żeby poczuła, jak cudownie jest się uwolnić od tego całego wymyślonego gówna, które kładą nam do głowy” uznałam, że bardzo chcę przeczytać to, co pisze ta kobieta.

Wobec książek o zwierzętach mam nieco inne wymagania niż wobec całej reszty. One przede wszystkim muszą być interesujące, pisane przez wrażliwego człowieka, który ma coś ciekawego do opowiedzenia nie tylko o samym zwierzęciu i tym, co ono właśnie zrobiło. Najgorsze, co może zrobić autor, to próbować nam sprzedać w formie książki historię, którą dałoby się zamknąć na dwóch stronach maszynopisu, tylko dlatego, że wyczuł koniunkturę (jak w nieszczęsnej książce Deana Koontza o golden retrieverce).

Dobra świnka, dobra to opowieść o rodzinie, która w ciężkim dla siebie okresie przygarnęła niemającą wielkich szans na przeżycie najmniejszą świnkę z miotu. Świnia była jednak twardsza, niż wszyscy sądzili i skwapliwie skorzystała z danej jej szansy. Urosła do monstrualnych rozmiarów, przeżyła kilkanaście lat w towarzystwie swoich ludzi, psa i kur, swoim istnieniem i bogatą osobowością wywierając wpływ na całą lokalną społeczność.

Sy Montgomery pisze o Christopherze Hogwoodzie (świnia dostała imię i nazwisko po angielskim dyrygencie) jako o nauczycielu życia. Wiem, że wiele się o sobie dowiadujemy żyjąc ze zwierzętami i taka relacja potrafi w człowieku wiele zmienić, ale zastanawiam się czy te wnioski o tak olbrzymim wpływie Christophera nie były nadmiernie podsycane tęsknotą i bólem. Kiedy ktoś odchodzi, często nagle na fali żalu zaczynamy popadać w przesadę, wszystko nam się kojarzy i wszędzie widzimy piętno, które taka osoba odcisnęła.
Mam wrażenie, że im więcej przykładów przywołuje autorka, tym bardziej pomniejsza wagę tej relacji. Tak, jakby nie wystarczyło, że ta świnia była niesamowicie ważna dla niej samej. Trzeba przywołać jeszcze chłopca, który za pozwoleniem rodziców się kiedyś na świni położył i jeszcze chorą dziewczynkę, która tu czasem zaglądała.

Książka Montgomery jest wspaniałą, ciepłą i zabawną opowieścią o relacjach rodziny i sąsiadów z nietypowym zwierzęciem domowym. Cały czas miałam jednak wrażenie pewnej przesady. Nie w traktowaniu tej wielkiej sympatycznej świni, ale w opowiadaniu o niej po czasie. Jakaś hagiografia z tego powstała. Oczywiście nie przeszkodziło mi to w przestraszeniu męża szlochem w środku nocy:
– kochanie, co się stało??
– świnia umarła!

Książkę warto przeczytać także ze względu na bogactwo obserwacji zachowań szczęśliwej świni, której ktoś pozwolił dożyć spokojnie starości. Takie opowieści zawsze jakoś ubogacają czytelnika. Sy Montgomery zaś pisze bardzo szczerze o swoim życiu i jest szalenie interesującą osobą.

Na koniec przytoczę Wam fragment, który mnie wzruszył. Bohaterowie mieszkali wówczas w gospodarstwie z coraz starszą świnią, której karmienie i ekstatyczną radość wywołaną zlewkami i owocami przychodzili oglądać goście, z psem, który w wieku kilkunastu lat dostał udaru i kurami, którym też dane było w gospodarstwie dożywocie.

Goście, którzy odwiedzali naszą świnię tego lata, byli świadkami nieco innego przedstawienia niż do tej pory. Kiedy wychodziliśmy z domu, potykając się, człapała za nami piętnastoletnia border collie, głucha i półślepa, z głową przechyloną o czterdzieści pięć stopni. Czasami niosłam ją kawałek na podwórko, gdzie witało nas stado kur, z których część była po menopauzie i tak stara, że niektórym wyrosły na stopach ostrogi jak u kogutów. Potem, zaopatrzeni w możliwie najbardziej kuszące zlewki, zaczynaliśmy nakłaniać artretyczną świnię, by wykuśtykała z boksu.

(Sy Montgomery, Dobra świnka, dobra, Wydawnictwo Marginesy 2015, s. 242-243)

Czy to nie jest obraz prawdziwej miłości i pełnego człowieczeństwa? Dać komuś słabszemu (choć czasem 340-kilogramowemu) opiekę, szczęśliwe życie i prawo do śmierci ze starości w otoczeniu najbliższych stworzeń.

Sy Montgomery
Dobra świnka, dobra
Wydawnictwo Marginesy

,
5 comments on “Sy Montgomery. Dobra świnka, dobra
  1. Kołtun jako sposób na uwalnianie się od wymyślonego gówna? Brr. Dziękuję, postoję. A jeśli najdzie mnie ochota na „zwierzęcą” lekturę, udam się w bezpieczne objęcia pewnego brytyjskiego weterynarza :P

  2. Moja mama pochłonęła tę książkę w dwa dni i była wręcz zachwycona. Mnie nie ciągnie do tego typu powieści, bo boję się, że po przeczytaniu pozostanę wrakiem emocjonalnym.
    Bardzo dobra i wyczerpująca recenzja.

  3. u nas wszyscy pochłonęli historię Chrisophera z czerwonymi uszami – niezwykła, ciepła i pełna humoru opowieść o przyjaźni człowieka i zwierzęcia (takiego zwierzęcia!) Oprócz tytułowej świnki bardzo polubiłem autorkę – jej sposób patrzenia na świat, na ludzi, jej pogodę ducha.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *