Starcie królów. George R.R. Martin

IMG_1101aStarcie królów
George R.R. Martin
Tłumaczył Michał Jakuszewski
Wydawnictwo  Zysk i S-ka.

Mam bardzo podejrzliwy i zachowawczy stosunek do rzeczy, które podobają się wielu ludziom. Jeśli słyszę, że książka jest bardzo popularna, ciężko mi się do niej zabrać. Trochę z czystej przekory, trochę dlatego, że nie wierzę w dobry gust tłumu. Jeśli do tego stosunkowo szybko nakręcono na jej podstawie serial, moje złe nastawienie tylko się pogłębia.
Tak było i tym razem.

Gdy dobry człowiek pożyczył nam część tej sagi, położyłam ją na półce i bałam się tknąć.
W końcu wzięłam do ręki pierwszy tom i … nie byłam zachwycona. Historia była niezła, ale ktoś ewidentnie spartaczył robotę. Nie wiem czy z winy tłumacza, czy braku korekty, po jakichś stu stronach nie zdzierżyłam i oddałam pierwszy tom.
Sądziłam, że to będzie koniec mojej przygody z Pieśnią Lodu i Ognia.
Ciągle jednak słuchałam jaka to dobra lektura i oglądałam podkrążone oczy znajomych osób, będące wynikiem nocy spędzonych na łapczywym oglądaniu kolejnych odcinków serialu. Nie dawało mi to spokoju, sprawdziłam więc kto tłumaczył kolejne tomy – ktoś inny! Uznałam, że tak głośna rzecz zasługuje na drugie podejście.
Nie miałam wielkich nadziei. W ostatnich latach zachwycały mnie raczej dzienniki i dokumenty oraz inne poważne pozycje. Nigdy też nie byłam fanką opowieści rycerskich. Dawałam sobie jakieś dwie godziny, nim ponownie się zniechęcę.
Jakże się myliłam!
Nie przeszkadzało mi, że nie znam pojawiających się bohaterów, ani to, że chwilami się gubiłam i myliłam Theona z Tyrionem i imiona innych lordów. To zrozumiałe, jeśli nie czyta się od początku. Nieustannie zmieniające się wątki, choć wzmagały początkowe zagubienie, nadawały przyjemnego tempa wydarzeniom.
Nie ominęłam ani zdania z opisów strojów czy snów, co często mi się zdarza nawet przy kryminałach. Ta książka mnie pożarła. Zabrała mi kilka dni z życiorysu.
Siedząc z dzieckiem na placu zabaw, odkurzając, chodząc po mieście, zajmując się codziennymi sprawami, myślałam o tym, że niedługo będę czytać. Przyznaję, że śniły mi się nawet wariacje na temat tej opowieści.
Nie jest to może najambitniejsza lektura, ale sama konstrukcja, fakt, że ktoś zadał sobie tyle trudu, by wymyślić spójny świat w drobnych szczegółach i że tak dobrze to wyszło, budzi mój szczery podziw.
Świetna rozrywka, która kazał mi jeszcze raz zastanowić się nad tym, co tak naprawdę lubię w literaturze (dotąd trwałam w przekonaniu, że nieliczne wyjątki tylko potwierdzały regułę, mówiącą, że fantasy i fantastyka to nie jest to, co może mi się podobać) i pokazała, że czasem tłumy się nie mylą.
Drugi tom skończyłam godzinę temu. Gdy go zamknęłam stwierdziłam, że byłabym bardzo zła, gdyby na półce nie czekał kolejny pożyczony. Ale czeka!
Jestem bardzo ciekawa jak to się czyta w oryginale. Możliwe, że jeszcze lepiej.
Po serial trochę boję się sięgnąć, ale może też się nie rozczaruję?
To jednak później – teraz idę do łóżka. Z „Nawałnicą mieczy„.
Czytaliście? Oglądaliście? (tylko proszę mi nie zdradzać szczegółów!) Co Wam się najbardziej podobało?
Przyznaję, że sama z największym zainteresowaniem czytam rozdziały dotyczące  Tyriona Lannistera. (Utożsamiam się z przebiegłym karłem. Nie wiem jak to o mnie świadczy :D)

,
One comment on “Starcie królów. George R.R. Martin
  1. Mam z tą sagą toczka w toczkę to samo, co i Ty. Jest w niej coś cudownie nieodpartego. Zagadek i tajemnic mnóstwo do rozkminienia, fakty rozsypane po tomach do poskładania w kupę, rozciaganie akcji we wszystkich kierunkach – słodka tortura. Tylko kto inny jest moim ulubieńcem: to ukochany brat karła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *