Schulz pod kluczem. Wiesław Budzyński

IMG_3715aSchulz pod kluczem miał pierwsze wydanie w 2001 roku i wówczas w plebiscycie czytelników, księgarzy i bibliotekarzy obwołany został książką roku.
Ja przeczytałam jeszcze ciepłe wydanie nowe uzupełnione z 2013.

Wiesław Budzyński zajmuje się Schulzem od dłuższego czasu. Wydał jeszcze dwie książki na ten temat: Miasto Schulza (2005) i Uczniowie Schulza (2011).

W Schulzu pod kluczem autor szedł tropem Jerzego Ficowskiego, który będąc pod wielkim wpływem prac Schulza od 1942 roku, próbuje ocalić i przywrócić do życia wszystko, co po artyście zostało.
Wiesław Budzyński konfrontuje to, czego dowiedział się Ficowski z relacjami nielicznych żyjących świadków tamtych czasów, ze wspomnieniami spisanymi dawniej, z tym wszystkim, do czego jemu samemu udało się w jakiś sposób dotrzeć.

Nie sposób pisać na poważnie o Schulzu nie będąc w Drohobyczu, w związku z czym możemy obejrzeć nieco współczesnych obrazów miejsca, w którym żył Bruno Schulz, a które uwiecznił Budzyński. A było to miasto bardzo dla Schulza ważne. Przeżył w nim większość danego mu czasu i ciężko mu było wyjeżdżać nawet na kilka tygodni.
Tym smutniej czyta się o tym, że owa miłość nie była i być może nie jest wzajemna. Schulz tam nie jest „swój”. Przynajmniej nie był w latach 90-tych.
W 1988 roku Bruno Schulz nie miał w swoim mieście nawet pamiątkowej tablicy.
W 1992 roku Andrzej Józef Madera, tydzień przed głównymi obchodami setnej rocznicy urodzin Schulza (i 50-tej rocznicy śmierci) próbował kupić w drohobyckich księgarniach cokolwiek dotyczącego artysty. Bezskutecznie. „Później okaże się, że biblioteka miejscowego Instytutu Pedagogicznego nie posiada w swoich zbiorach ani jednego wydania (choćby polskiego) książek Brunona Schulza.”(cytat z Schulz pod kluczem, str 270)
Artur Klügler stwierdza: „Jego wtedy nie rozumieli i nie rozumieją go tutaj do dziś. On był nie z tej ziemi. Do dziś nie mają pojęcia, kto to był Schulz.”(j.w.)

Ze wstydem przyznaję, że przed przeczytaniem tej książki, na temat Schulza mogłabym powiedzieć może trzy zdania. Lektura Schulza pod kluczem nieco otworzyła mi oczy. Na tyle, bym uznała, ze ta jedna książka mi nie wystarczy.
Wiesław Budzyński robi, co może, by dostępne informacje dały czytelnikowi jak najszerszy obraz. A jednak jest to nadal wiedza fragmentaryczna. Jaka szkoda, że tak mało wiadomo, tak mało ocalało.
Chciałabym wiedzieć więcej. Myślę, że to się Schulzowi należy.
To, byśmy na pytanie o niego, umieli sklecić więcej niż kilka bardzo ogólnych zdań.

Zdobyłam opracowanie Jerzego Ficowskiego, dotrę do innych źródeł i postaram się zbudować z tego obraz, który zapadnie mi w pamięć. Wiem, że nadal będzie to tylko próba posklejania ocalałych fragmentów i nie zrobię tego lepiej niż profesjonaliści.
Schulz pod kluczem przypomniał mi o moich przeszłych fascynacjach pisarzami i poetami. O tym, że jako nastolatka, pełna ślepego uwielbienia, próbowałam poskładać pisarskie życiorysy z tego, co było mi dostępne. Z przyjemnością wrócę do tych poszukiwań teraz, gdy możliwości dotarcia do źródeł mam znacznie lepsze.
Od dawna uczę się dla siebie. Może przy okazji Wam też się do czegoś te moje poszukiwania przydadzą.
Książka Budzyńskiego zaostrza badawczy apetyt.


Wiesław Budzyński
Schulz pod kluczem
Świat Książki
Warszawa 2013

 

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *