Rozmowa

Wczoraj wyczytałam to: „Po przeciwnej stronie znajdują się ludzie, którzy do sytuacji konwersacyjnej podchodzą bez uprzedniego przygotowania, bez wcześniejszego uzbrojenia własnego aparatu psychicznego. Zamiast tego reagują spontanicznie i twórczo na wszystko, co może ich spotkać. Zapominają o sobie, o własnej wiedzy, o posiadanym statusie. Wówczas ich ja usuwa się w cień i to właśnie umożliwia rozwinięcie pełni komunikacji z drugą osobą oraz prezentowanymi przez nią ideami. W ten sposób rodzą się nowe idee, gdyż nikt nie trzyma się kurczowo pojęć już istniejących. Osobowość posiadająca polega na tym, co ma, osobowość bytująca siłę swą czerpie z faktu, że jest, że żyje i że zrodzić może coś zupełnie nowego, gdy tylko zdobędzie się na odwagę oddania się i spontanicznej reakcji. Osoby takie pełnię istnienia uzyskują w akcie rozmowy, gdyż nie usztywnia ich nerwowa troska o to, co posiadają. (ten drugi typ może na przykład posiadać wiedzę -zamiast ją zgłębiać – dopisek zakurzonej) Ich spontaniczna żywotność jest zaraźliwa, często pomaga innym przezwyciężyć własny egocentryzm. Dzięki takiej postawie rozmowa przestaje być rodzajem wymiany towarów (informacji, wiedzy, korzyści wynikających z zajmowanej pozycji), a staje się dialogiem, w którym nie liczy się już, po czyjej stronie jest racja. Niedawni przeciwnicy w werbalnym pojedynku zaprzestają walki, jej miejsce zajmuje rodzaj tańca, po którym rozstanie nie przynosi poczucia triumfu lub smutku – oba stany są jałowe – lecz radość.
(Erich Fromm „Mieć czy być?” Rebis. Poznań 2012  s.55)

Dobra, inspirująca rozmowa daje niesamowitą energię.
Nie wiem dlaczego tak rzadko się zdarza. Czy to kwestia braku skupienia? Podobno wielu ludzi ma problem z przeczytaniem czegoś dłuższego niż strona tekstu, muszą równocześnie sprawdzać telefon, portale społecznościowe, cokolwiek. Czy to kwestia braku prawdziwego otwarcia na drugiego człowieka? Zadufani w sobie startujemy z pozycji, w których się okopaliśmy i już na początku wiemy, że nic nie zmieni naszych poglądów? Zastali, zapiekli, ograniczeni, pozamykani, zagonieni.
„Co on mi może powiedzieć, czego sam nie wiem? Takie dyskusje nie mają sensu, sztuka dla sztuki.”
Jesteśmy zadaniowi. Preferujemy dialogi w stylu: „trzeba kupić ziemniaki””ile?””dwa kilo”. Po co strzępić język po próżnicy.

A ja myślę, że to wielka szkoda, że upada sztuka konwersacji. Nie żebym była w niej mistrzem. Zwykle, gdy mi zależy na tym, by mówić mądrze, brakuje mi podstawowych słów i sama się kopię w łydkę pod stołem. Są jednak takie chwile, gdy rozmowa toczy się wartko, a tobie nasuwają się dotąd nie rozważane skojarzenia, jakieś stare cytaty, filmy, idee, o których pozornie zapomniałeś. I wszystko układa się w logiczny ciąg. Przez sekundę wydajesz się sobie genialny. I twój rozmówca też. Wielokrotnie zdarza ci się coś zrozumieć w trakcie dyskusji właśnie. W momencie werbalizacji tego, co dotąd było tylko luźną „podczaszkową” ideą.
Dyskutujecie namiętnie, co chwila wybuchacie śmiechem z samej przyjemności dyskusji, radości spotkania otwartego umysłu, z którym można coś zdziałać.
Jak ja lubię rozmawiać z mądrymi ludźmi… w ostatnich latach 80% takich rozmów, które dawały mi endorfinowego „kopa” przeprowadziłam z moim mężem.
On mówi, że z nikim tyle nie rozmawiał. Ja chyba też.
Uwielbiam te wieczory, kiedy sprowokowani lekturą lub filmem zapalamy się do dyskusji.
Ostatnio kilka tak przyjemnych nocnych rozmów odbyłam z Kamą.
I tak mam niedosyt :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *