Roma Ligocka. Dobre dziecko

IMG_3735aNiedługo minie dekada odkąd piszę w internecie. Czasem w trakcie pisania tekstu popadam w konsternację, nagle tracę pewność, czy przypadkiem nie poruszałam już danego tematu.
Nie sprawdzam tego z kilku powodów i lenistwo nie jest najważniejszym, ale nie będę wchodzić w tę dygresję.
Jeśli ktoś czytuje bloga w miarę regularnie, ale nie uczy się go na pamięć, trafiając na powtórzenia też nie będzie miał pewności skąd już te historie zna i czy aby na pewno. To jest to miejsce, w którym nowi czytelnicy mają przewagę nad autorem i ludźmi czytającymi publikacje na bieżąco.

Podobnie jest z serialami (całe rzesze ludzi czuwają nad tym, by Marek, który zniknął w trzecim odcinku, nie pojawił się w osiemdziesiątym drugim jako Józef, a przecież i tak zdarzają się takie ‚kwiatki’) i książkami.
Pamiętam, że gdy czytałam kolejno wszystkie wydane dotąd części „Pieśni Lodu i Ognia” z zaskoczeniem i irytacją odkryłam, że w pierwszej części „Tańca ze smokami” znajduje się dokładne powtórzenie sceny opisanej w poprzednim tomie.

„Dobre dziecko” zostało wydane jedenaście lat po „Dziewczynce w czerwonym płaszczyku„. Gdybym była na bieżąco z twórczością Romy Ligockiej, mogłabym nie zwrócić na to uwagi, ale że czytałam te książki jedną po drugiej, uderzyła mnie ilość powtórzeń.
Szczerze mówiąc, opuściłam wszystkie powtórzone sceny. Wiem, że bez nich, dla kogoś kto nie znał „Dziewczynki…”, w życiorysie głównej bohaterki byłoby sporo białych plam, ale często miałam wrażenie, że te fragmenty umieszczono w tekście metodą kopiuj-wklej.

Roma Ligocka przyznaje, że może powinna była napisać o tych aspektach swojego życia już dawno (być może myśli o możliwości włączenia tej historii do pierwszej książki), potrzebowała jednak czasu.
Rzeczywiście, fakty które odkrywa przed czytelnikami w „Dobrym dziecku” są bolesne, a doświadczenia trudne, często wstydliwe. Chwilami ciężko uwierzyć, że tyle przykrych momentów mogło pomieścić jedno nastoletnie życie.
Ligocka mówi, że to książka o trudnym procesie dorastania, ja jednak widzę w tym coś więcej.

W trakcie lektury przypomniała mi się Erica Fischer i jej „Droga do nieba”. Tak, według mnie „Dobre dziecko”, dziecko, które nie potrafi się bronić, jakby uważało, że wszystko złe, co je spotyka jest w pełni zasłużone, jest opowieścią o tym jak na kolejnych pokoleniach Ocalonych odcisnęła się Zagłada.
Holokaust wpłynął na rodzinę Ligockiej bezpośrednio i namacalnie. Złożyła się na to utrata większości krewnych, zubożenie rodziny i stosunek innych ludzi. To widać od razu. Ich życie bez Zagłady mogłoby wyglądać zupełnie inaczej. Doskonałym dowodem na to są fragmenty pamiętnika babci autorki, zamieszczone w tej książce. Wielka szkoda, że z tych wieloletnich zapisków udało się ocalić tylko jeden zeszyt.

Największych ran poczynionych przez wojenne przejścia, z pozoru, po dobrym dziecku nie widać. Młodziutka Roma jest prześliczna i pięknie się ze zdjęć uśmiecha. Na zdjęciach nie widać przemożnego wpływu przeszłości. Nie widać problemów z tożsamością.
W tej rodzinie jest wielki problem z emocjami. Matka i córka mają tylko siebie i nijak do siebie nawzajem dotrzeć nie mogą. W rodzinnym duecie jest depresja, anoreksja, próby samobójcze. Wielkie pragnienie miłości i równie duża do niej niezdolność. To widać także w związkach z innymi ludźmi.

Okres dorastania był dla Romy Ligockiej bardzo trudny, ale mimo wszystko umie o tym opowiedzieć bez rzucania oskarżeń. Z pewną elegancją i delikatnością.
Dość bolesna to spowiedź, ale wierzę, że niektóre rzeczy trzeba wyjawić, nazwać głośno, czasem wielokrotnie, żeby się od nich uwolnić.
Poza tym to jest bardzo interesująca książka.
Doradzałabym jednak pomiędzy „Dziewczynką…” a „Dobrym dzieckiem” przynajmniej kilka miesięcy przerwy. Inaczej zamiast zaangażować się w tę historię, będziecie utyskiwać na powtórzenia.

Roma Ligocka
Dobre dziecko
Wydawnictwo Literackie, 2012

, ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *