Pisarz, który nie wymaga. Człowiek, który chyba powinien.

20160614_191404Na sobotnim spotkaniu zorganizowanym w ramach Big Book Festivalu jedna z osób z widowni mówiła o tym, że pisarz powinien czegoś od czytelnika wymagać. Zarówno Zośka Papużanka jak i Jacek Dehnel bronili się bardzo i twierdzili, że oni nie wymagają od czytelników absolutnie niczego, co sprawiło, że zaczęłam się zastanawiać. Czy to kwestia czasów? Gdy się spojrzy chociażby na to, jak teraz wyglądają konkursy prasowe czy internetowe, okaże się, że nie trzeba już robić prawie nic poza paroma kliknięciami, a ludziom nawet takich warunków nie chce się spełnić. Coraz trudniej jest się zaangażować w związki z ludźmi, a co dopiero w jakieś konkursy. Przestajemy też wymagać. Od innych i samych siebie. Poza opcją płacę i wymagam – w tym, mam wrażenie, jesteśmy coraz lepsi.
Zawsze mi się wydawało, że szukanie literackich nawiązań i odczytywanie tego, co pisarz chciał nam przekazać, to najlepsza zabawa. Interpretacje możliwe tylko wówczas, gdy mamy jakieś wspólne podstawy, wiedzę, na której można bazować. Czy teraz, gdy (podobno) coraz mniej ludzi czyta, skupimy się na „ważne żeby czytali, może być i bez zrozumienia”? Ciekawe.

Mam takie zboczenie, że lubię od siebie wymagać. Mam tak od czasu, gdy w latach szkolnych wymyśliłam, że powinnyśmy z siostrą mieć szeroką wiedzę ogólną i zmusiłam ją, by wybrała do opracowania połowę zagadnień, wśród których była i polityka, i medycyna, i literatura, i wszystko, co może młodemu człowiekowi przyjść do głowy.
Nie udało nam się wkuć encyklopedii, ale nie zaszkodziło przecież spróbować.
Ponieważ od zawsze czuję, że wiem za mało i generalnie wiem, że nic nie wiem, próbuję nadal.

I tak, na przykład, gdy Jacek Dehnel mówi, że jego książkę może przeczytać absolutnie każdy i ten, kto zna dogłębnie twórczość Thomasa Bernharda, i ten, kto zna ją na wyrywki, ale też ten, kto o Bernhardzie wcześniej nie słyszał, i każdy z odbiorców odczyta Krivoklat na swoim poziomie, budzi się we mnie ambicja. Bo jakże to, jakim cudem może istnieć wybitny przedstawiciel nurtu X literatury Y, którego nie czytałam. I dlaczego w ogóle tylu jest tych różnych wybitnych przedstawicieli??
No więc nadganiam. Zamawiam Bernharda w bibliotekach. Będę czytać głęboko!

Dehnel powiedział też coś w stylu: może mnie czytać ktoś, kto zna się na historii sztuki, ale i ktoś, kto będzie musiał googlać wszystkie obrazy, o których wspominam.
Wyszłyśmy z siostrą po zakończonym spotkaniu, spojrzałyśmy na siebie, pokiwałyśmy głowami i wybuchnęłyśmy śmiechem. Musiałybyśmy googlać, zdecydowanie.

To poznawanie, szperanie, nadganianie sprawia mi wiele radości. Myślę, że gdybym miała wielki majątek i nie musiała zarabiać, oddałabym się studiom nad historią literatury i sztuki. Światowej. I teatru. I… ile bym zdążyła. Poznawałbym, czytała, rozmyślała i może od czasu do czasu coś napisała nawet.
Ale ponieważ nie mam nawet niewielkiego majątku, pozostaje mi studiowanie po godzinach.
A ponieważ odkryłam ostatnio, że w przeciągu trzech miesięcy udaje mi się zrealizować połowę planów z listy „chciałabym zrobić w najbliższym czasie”, może jeszcze kiedyś tę encyklopedię i historię sztuki wkuję. Na razie będę czytać Bernharda.

2 comments on “Pisarz, który nie wymaga. Człowiek, który chyba powinien.
  1. Ha! Powinnaś zrobić z tego modne „wyzwanie”.
    Osobiście chciałam się na Jacka Dehnela obrazić po „Matce Makrynie” i postanowiłam, że nie sięgnę po jego kolejną książkę, o ile wszyscy się nią nie będą zachwycać. Jakby to było w ogóle możliwe… a on tu w międzyczasie napisał „Krivoklat”. Nie dość, że o sztuce, którą kocham, to jeszcze z tym Bernhardem w tle. I wyszło mi, że muszę przeczytać, ale ambitnie postanowiłam najpierw nadrobić zaległości z Berhnarda.

  2. Gdyby Zośka Papużanka i Jacek Dehnel niczego nie wymagali od czytelników, to by kryminały pisali. Pewnie da się z pożytkiem czytać ich książki, niekoniecznie będąc w stanie odkryć wszystkie warstwy i odniesienia. Jednak na pewno podczas lektury potrzebne są uważność i refleksja. Nie ma sensu czytać takich pisarzy po łebkach, dla zabicia czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *