Pisanie

Po kliknięciu w link na fb, przeniosło mnie o tu.
Przeczytałam, uznałam że mało odkrywcze, ale skojarzyło mi się coś, więc napisałam:”powiem tak. Zgadzam się z Grynbergiem, który sądzi, że pisarz powinien mieć „normalny zawód”. Wówczas, taki zjebany po pracy, pisałby tylko to, co koniecznie musi napisać, co w nim eksploduje, co jest ważne. W efekcie byłoby więcej ważnych dobrych książek i zniknąłby cały ten chłam, pisany tylko dla kasy. W świecie idealnym oczywiście.

Potem zaczęłam się zastanawiać, czy aby na pewno u Grynberga to wyczytałam. Przecież siedzę głównie w dziennikach i pamiętnikach, równie dobrze mógł to być na przykład Gombrowicz. Przejrzałam więc po raz kolejny Pamiętnik Grynberga – widzicie jak się poświęcam, by Wam właściwe źródło podać? (Brawa dla mnie. No.)
No dobra, przyznaję że przekartkowałam pobieżnie, bo naćpałam się proszkami na alergię, którą to mam po farbowaniu głupiego łba, (nie wiem jak ludzie mogą to brać) to 850 stron w końcu, ale nie o tym ta notka przecież!
Znalazłam więc taki fragment: „Pisarze się ostatnio skarżą, że trudy codziennego życia zabierają im czas i energię. Normalnym ludziom praca przeszkadza żyć, a im życie przeszkadza pracować. Zamykają się w Domach Pracy Twórczej, gdzie siedzą, jedzą i narzekają. Żeby być prawdziwym pisarzem, trzeba żyć na własny rachunek” (str.86)

Bo założenie jest takie: Jeśli będziesz mieć naprawdę coś ważnego do przekazania ludziom, albo bardzo ważne dla ciebie będzie, żeby cokolwiek przekazać, będziesz pisać nawet nocami, mimo zmęczenia, a zwykłe życie i „normalna” praca, będą ci źródłem doświadczeń.
Czyli, albo masz poczucie misji i ważną treść, która musi zostać przekazana, albo organicznie musisz pisać, bo pękniesz i wtedy misją jest to, żeby wylać z siebie to, co się w głowie tworzy, żeby nie zwariować.
Zawiłe?
Pytanie tylko, czy współczesny pisarz może mieć jeszcze poczucie misji, czy Literatura, przez duże „L” w ogóle jeszcze powstaje.
Nie wiem.
Sama czytuję też pierdółki. Dla rozrywki.
Wyrosłam z udawania intelektualistki. Chyba z udawania w ogóle, stąd trudności z nawiązywaniem głębszych znajomości w realu – nie chce mi się udawać, że Słowacki wielkim poetą był, a przeciętny Kowalski mnie nie nudzi.

Dawniej myślałam o tym, że wielcy twórcy coś po sobie zostawili, bo ich żony w tym czasie dbały o „zaplecze” i zajmowały się uciszaniem dzieci. I, och, gdyby ktoś mi zabrał dzieci na wakacje, wtedy bym coś napisała! Teraz z utęsknieniem czekam chwili, gdy będę mogła wyprawić latem w dal oboje, ale głównie z powodu topniejących pokładów cech, które stanowią o ogólnie pojętym zdrowiu psychicznym – jestem przeraźliwie dziećmi i ich kłótniami zmęczona, a cierpliwość to już tylko mgliste wspomnienie.
Za to dotarło do mnie, że skoro mi tak zależy żeby pisać, powinnam pisać. Po prostu. Nie zważając na zmęczenie i nic innego. Zwłaszcza, że ja to ten drugi przypadek, co pisać musi, by nie pęknąć. Pisać jako ja, pod własnym nickiem lub nazwiskiem; o tym, o czym sama chcę napisać. Pracować mogę gdziekolwiek – najchętniej u siebie. No chyba żeby ktoś chciał mi płacić za to, że piszę, co chcę.

Świetnie jest, jeśli człowiek pisze tak rewelacyjnie, że ilość sprzedanych egzemplarzy pozwala mu żyć na odpowiednim poziomie. Świetnie, jeśli dostaje wielkie zaliczki, byle tylko siedział i pisał (ale to wszystko raczej nie w tym kraju, co?), ale chyba nie ma nic fajnego w podejściu: „kasa się kończy, muszę znów coś im napisać, rzucić sępom na żer”. I to, według mnie powód, dla którego pisanie nie powinno być jedynym zawodem pisarza. Istnieje duża pokusa zejścia na psy w pogoni za gotówką.

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *