Pilch. Dziennik

IMG_2132a

 

Jerzy Pilch. Dziennik.
Wielka Litera Sp. z o.o.
Warszawa 2012

 

Dobrze, uczynię to wyznanie, choć wstyd mi to pisać. Nic Pilcha nie czytałam poza felietonami od czasu do czasu. Jest to tym dziwniejsze, że przez kawałek czasu pracowałam w księgarni, gdzie jego książki leżały, a nawet nie tylko leżały, bo sprzedawały się nieźle. Co więcej, sam Pilch bywał i coś tam z lektur kupował.

 

Jakoś nie miałam serca brać się za te lektury, sądząc, że autor jest przereklamowany. Bo kupowany i dobrze zarabiający, a jak wiadomo prawdziwa sztuka to głód i jeden sweter plus cerowane gacie. Sporo w tym nieczytaniu jego książek było zwykłej przekory. Skoro wszyscy tak, to ja właśnie nie. To samo mam ze Stasiukiem, ale niestety wydał ostatnio „Grochów” i chyba się złamię.

Poza tym, tu będzie kolejne wyznanie, organicznie nie trawię ludzi zbyt chętnie konsumujących alkohol oraz inne zmieniające mózg w sito substancje. Tak mam i już. I dobrze, że o alkoholizmie Osieckiej dowiedziałam się stosunkowo późno, bo jeszcze ją bym przegapiła, choć jej nie sposób było przegapić.
Do Pilchowego „Dziennika” mam jedno podstawowe zastrzeżenie: za krótki.
Teksty, które się na tę książkę złożyły ukazywały się wcześniej w „Przekroju”. Autor część usunął, część rozwinął i w tę pięknie wydaną książkę przemienił.

 

Jest tam sporo o jego Wiśle i przeszłości, jest dużo o Kościele Protestanckim w Polsce, o miłości do piłki nożnej. Wiele tekstów to komentarze do wydarzeń bieżących (pierwszy tekst jest datowany na koniec 2009 roku, ostatni na listopad 2011), polemiki do tekstów, które ukazały się w prasie, ale też sporo tam zwyczajnej codzienności i kilka dość intymnych wyznań.

 

Bardzo lubię czytać dzienniki i pamiętniki pisarzy. Szukam w nich inspiracji, śledzę lektury, o których wspominają, uwielbiam opowieści z życia literatów w czasach, których nie pamiętam i pamiętać zwyczajnie nie mogę. Wertuję strony w poszukiwaniu nauki, prawdy osobistej i innej niż moja (ale niegłupiej) perspektywy odbioru świata. Wszystko to w „Dzienniku” Jerzego Pilcha znalazłam.
Nie wiem czy będzie, ale czekam na ciąg dalszy. Jeśli lubicie tego rodzaju lekturę, polecam. Sporo tam rzeczy, które chciałoby się zacytować, ale nie będę tego robić. Lektura na tyle krótka (niestety) i zajmująca (na szczęście), że warto byście sami przeczytali.

 

Autor wcale nie jest jakiś specjalnie sympatyczny, nie mizdrzy się też do czytelnika, jeśli kogoś irytował, to się pewnie nie zmieni, ale przez te dość osobiste zapiski widać w Pilchu, poza pisarzem, człowieka i to jest w „Dzienniku”, równie co tematy około literackie, zajmujące.

 

,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *