Piękna Pani i Brzydki Pan. Satyra w wykonaniu Magdaleny Samozwaniec, czyli…

IMG_5860a …najgorzej jest iść na imprezę z nastawieniem, że to będzie super zabawa. Wiadomo przecież, że najlepiej się człowiek bawi, gdy idzie bez przekonania.
Niestety, nastawiłam się, że teksty satyryczne mają bawić.
Myślę, że ta książka po prostu się zestarzała. Jest jak niedzisiejszy wujek, który zaraz po opowiedzeniu dowcipu, dokładnie tłumaczy co było w nim zabawnego.

Przez całe lata wiedziałam, że Samozwaniec była satyryczką, ale tak naprawdę znałam i lubiłam tylko jej „Marię i Magdalenę” (pasjami i prawie na pamięć pod koniec podstawówki) i „Zalotnicę Niebieską” (już w liceum na etapie fascynacji Pawlikowską-Jasnorzewską) i trzeba było na tym poprzestać. Ale nie, musiałam zacząć badać życiorysy i powoli tracić sympatię do obu sióstr.
A potem jeszcze musiałam wziąć się za teksty satyryczne.

Książka jest przepięknie wydana. Dostałam ją w prezencie urodzinowym i bardzo się ucieszyłam. Po przeczytaniu nadal się cieszę, bo to jednak kawałek historii literatury i bogate źródło obserwacji na temat ówczesnych relacji społecznych, typów charakterologicznych i chyba tylko tak należy te teksty współcześnie czytać. Także jako zapis czegoś, co kiedyś bawiło tłuszczę, bo przecież autorka zjeździła Polskę wzdłuż i wszerz ze swoimi monologami satyrycznymi i były one dla niej źródłem utrzymania na całkiem przyzwoitym poziomie.

Nie wiem jednak, czy gdybym żyła w latach pięćdziesiątych, powiedzmy, uważałabym te utwory za coś tak trafnego, że warto kłaść się ze śmiechu.
Na obwolucie jest napisane: Hołduje głoszonej przez siebie zasadzie, że „tylko prawda jest śmieszna”.
Wiem, że satyra ma przerysowywać niektóre cechy i generalnie nie ma dla niej rzeczy świętych i godzę się na to, ba, niejednokrotnie śmieję w głos z tekstów „niezbyt poprawnych”, ale diabelnie prawdziwych.
Tyle że przy lekturze Samozwaniec odnoszę wrażenie, że autorka spotyka na swojej drodze same kretynki, najpierw polujące na mężczyznę, potem na nim uwieszone, marudne, nieustająco pragnące się odmładzać…
Panom jakoś mało się w tych tekstach „dostaje”.
Kiedy się pokopie w pozostawionych wspomnieniach, można uznać, że autorka śmieje się z samej siebie i bliskich sobie kobiet. Bez tego założenia można by uznać, że Samozwaniec nie tylko kobiet nie lubi, ale też pisze z pozycji wyższości, a tego typu twórczość satyryczną czyta się mało przyjemnie.

Czyli podsumowując: Przybywam w pokoju. Nie mam złych zamiarów, a wy wszyscy zginiecie.
Znaczy, przepraszam, podsumowując: żeby cieszyć się tą lekturą trzeba założyć, że to dokument swego czasu oraz że autorka ma dużo dystansu do siebie, w związku z czym właśnie siebie i kobiety sobie bliskie i podobne uczyniła głównymi celami złośliwości. Nie należy się też spodziewać nieoczywistego humoru, wszystko zostanie nam z wdziękiem wyłożone łopatą i wyjaśnione do końca.
Ja jednak nie tracę nadziei, mam jeszcze do przeczytania „Na ustach grzechu”, podobno najlepsze dzieło satyryczne autorki.

Magdalena Samozwaniec
Piękna pani i brzydki pan.
WAB

———————————————————————————————————-

14 komentarzy:

  1. Jeszcze jedna książka Samozwaniec mnie bardzo ubawiła – „Czy pani mieszka sama” O powojennych kłopotach mieszkaniowych w Warszawie.

    OdpowiedzUsuń

  2. ja nie wiem. boję się trochę. po „na ustach” sięgnę, bo pisane w asyście, ale reszta…nie wiem :)

    Usuń

  3. Powiedzmy sobie szczerze, satyry Samozwaniec to wymęczone kawałki, „Na ustach” się ostało, bo to zupełnie coś innego niż to, co pisywała potem („Był to świt przeciągle bolesny jak śpiew bociana. Siwa mgła – osmętnica mamrotała swym zjadliwym wyziewem świat w jakąś starą tucz, w której migotały tu i ówdzie kropelki wody, zwane przez cudzoziemców dżdżem.”). A całą resztę wznawia się wyłącznie na fali sentymentów (bo moda na Kossakówny trwa).

    OdpowiedzUsuń

  4. niestety czuje się, że pisane, by zarobić. szkoda. po nazwisku spodziewałby się człowiek czegoś więcej. z drugiej strony, skoro nic innego nie umiała, a żyć z czegoś trzeba było, dobrze że miała odbiorców. nie łudziłabym się jednak, że z wyższej półki.

    Usuń

  5. Nic nie umiała, a i pisać nieszczególnie, zwłaszcza jeśli tworzyła na akord. Niestety, robi się jej krzywdę wznawiając te wszystkie słabizny, niechby już pozostała w pamięci jako autorka trzech książek.

    Usuń

  6. Swego czasu miałam wszystkie jej satyryczne książki – i muszę się zgodzić z Zacofanym :-) „Na ustach grzechu” i ta o której wspomniałam – warte uwagi, reszta to produkcyjniaki.

    OdpowiedzUsuń

  7. nie czytałam nie wiem. natomiast co do stwierdzenia

    „Tyle że przy lekturze Samozwaniec odnoszę wrażenie, że autorka spotyka na swojej drodze same kretynki, najpierw polujące na mężczyznę, potem na nim uwieszone, marudne, nieustająco pragnące się odmładzać…

    to ja też mam wrażenie często takie spotykać.99% kobiet, które znam poluje na facetów (chyba że już upolowały), wieszają się w taki czy w inny sposób (albo nie pracują albo choć emocjonalnie), marudzą (najbardziej w pms-ach) i pragną odmłodzenia (to ja, to ja – te kremy, peelingi i nieustająca dieta). tylko czy ja wiem czy to są kretynki? osobiście uwazam że i ja i wiele moich koleżanek OBOK powyższych cech istotnie nie lotów najwyższych – mamy DODATKOWE atuty – inteligencję, dzieci, konta, wykształcenie, firmy, stanowiska. tylko jak tu wyśmiewać to OBOK. się nie da. nie śmieszne. więc wyśmiewamy cechy durne. za to mocne OBOK powoduje, że wyśmiewanie w ogóle nie boli. pamiętasz moje blogi w czasach tzw świetności. były głównie o szpilkach, facetach i ponczoszkach. i jakie były lubiane ;)

    OdpowiedzUsuń

  8. tyle że to zdanie naprawdę obrazuje stan umysłowy kobiet, o których się czyta w tych satyrach. w tym cały problem. że nie jest to coś poza resztą życia, ale cały sens, niestety.

    Usuń

  9. A wiesz, że mam bardzo podobne zdanie na temat Samozwaniec? Czytałam „Na ustach grzechu” i „Z pamiętnika młodej mężatki” jako młode dziewczę i mgliście pamiętam, że wydawały mi sie bardzo śmieszne. Po latach kupiłam „Z pamiętnika niemłodej już mężatki”, jakieś teksty podobno odnalezione i niepublikowane. Zasiadłam z entuzjamem, toż sie pośmieję!… Wyszła mi z tych tekstów wredna, złośliwa, upierdliwa baba, której wszyscy przeszkadzają. Najlepiej pamiętam rozdział o głupawych przyjaciółkach, które ją nachodzą i czas zabieraja, ale ostatecznie ona na tym korzysta, bo je opisuje i rozdział, w których się czepiała matek i dzieci. Normalnie Mikołejko w spódnicy.

    OdpowiedzUsuń

  10. wiecie co. aż przeczytam :)))))

    może to taki kejs jak Chmielewskiej. śmieszna do pewnego momentu, a potem już tylko upierdliwa. może pewna doza złośliwości jest znośna jak zmiekczona młodością, a jak podlana starczym zgorzknieniem to już nie do strawienia? ;)

    OdpowiedzUsuń

  11. Się podpisuję „oboma rękoma” pod powyższą wypowiedzią !! Właśnie TAK – i z Samozwaniec i z Chmielewską….

    Usuń

  12. Tak, SPT, precyzyjnie trafiłaś w sedno. Jaka szkoda, że już Ciebie nie można poczytać – uwielbiałam.

    Usuń

  13. Czterdziesci lat temu i mnie bardzo smieszylo „Na ustach grzechu”, a teraz to nawet i to ( najsmieszniejsze dzielo Samozwaniec) nieszczegolnie.
    Powiem wiecej, malo co teraz jest w stanie mnie rozmieszyc.
    Wrocilam ostatnio do ksiazki , przy czytaniu ktorej plakalam ze smiechu przed wieloma laty, tzn. do „Trzech panow w lodce, nie liczac psa ” i nic, znudzila mnie tylko.
    Podobnie z Chmielewska, w mlodosci mnie smieszyla, ale teraz nie.

    Na fali popularnosci poplynal tez szanowny wdowiec bo napisal ksiazke o zyciu z Samozwaniec „Trzydziesci lat zycia z Madzia”. Tytul moglam nieco przekrecic, ale nie pisze z domu ( a tam mam te „pozvcje”).

    Przepraszam za brak polskich znakow :)

    OdpowiedzUsuń

  14. 30 lat życia też czytałam. miał potrzebę opowiedzenia o żonie. może i dobrze, zawsze to jakiś dokument i nieco światła rzuca.
    a nad książkami śmiałam się ostatnio pod koniec podstawówki (nad Chmielewską wtedy głównie). W dorosłym życiu trafiłam tylko na jedną taką, nad którą śmiałam się w głos. (http://jutrofutro.blogspot.com/2013/03/czy-faceci-tez-to-robia-czyli-nieco-o.html)

,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *