Paulina Młynarska. Jeszcze czego!

mlynarOd lat nie mam telewizora. Właśnie sobie uświadomiłam, że mogłam oglądać w internecie, ale nigdy nie oglądałam  Miasta kobiet. Pewnie dlatego dopiero całkiem niedawno dotarło do mnie, że Paulina Młynarska ma naprawdę ciekawe i odważne (jak na Europę Środkową) rzeczy do powiedzenia.

Nie czytałam poprzednich książek Młynarskiej, ale gdy usłyszałam o Jeszcze czego!, pomyślałam: feministyczna, o polskich kobietach i mężczyznach, trzeba przeczytać.

Znalazłam w tej książce sporo interesujących fragmentów, choć już na początku zazgrzytało mi zdanie: Jeśli czuję, że nie dość się starałam, by zasłużyć na czyjąś miłość, to znaczy, że wszystkim kobietom odmawiam bezwarunkowej miłości. (Paulina Młynarska, Jeszcze czego!, Prószyński i S-ka 2016, s. 25)
Czy dorosły człowiek może od kogoś wymagać bezwarunkowej miłości? Polemizowałabym. Owszem, kocham i jestem kochana pomimo wad, ale przecież nie za samo łaskawe istnienie.

Najlepiej autorce wychodzi pisanie o sobie. Fragmenty o zawodowych i prywatnych kolejach losu są naprawdę interesujące. Trzeba mieć świadomość, że rzeczywistość nigdy nie wygląda jak takie dość skrótowe wspomnienia po latach, i że jeśli na okładce czasopisma czytamy „rzuciła wszystko, wykazała się wielką odwagą i zamieszkała na wsi”, to się w środku okaże, że wcześniej miała dobrą pracę i wielki apartament, który sprzedała, a na wsi przejęła pałacyk po dziadkach, więc tak naprawdę niczego nie ryzykowała. W tym przypadku także na pewno nic nie było takie proste, jak może z opowieści wynikać, ale świetnie się czyta o tym jak z dnia na dzień można dostać pracę w rozgłośni radiowej na drugim końcu kraju, z miejsca się tam odnaleźć, a po jakimś czasie zrobić to samo we Francji.
Mam do autorki sporo sympatii, bo czuję pokrewieństwo charakterów. To ten odważny typ, który potrafi wszystko rzucić i zacząć od początku, ma ugruntowane poglądy ale pozostaje otwarty, no i w książce pojawia się motyw ucieczki z Warszawy do domu w Kościelisku – wiadomo, że to mi się musiało spodobać.

Paulina Młynarska pisze mądre i przejmujące rzeczy, takie jak:

Kiedy staram się sobie wyobrazić, czym byłby postęp, gdyby połowy ludzkiego potencjału nie trzymano w ciemnościach, odmawiając kobietom prawa do edukacji, robi mi się tak smutno, że nie znajduję słów by to opisać.
I tak, zamiast odwoływać się do wieków osiągnięć i doświadczeń moich przodkiń – zdobywczyń, poetek, wynalazczyń, naukowczyń, artystek, filozofek, konstruktorek, prawniczek, lekarek i podróżniczek, muszę zadowolić się wspomnieniem zahukanych babć, znanych ze swoich zup, i matki, która wciąż powtarzała, co dziewczynie wolno, a czego nie wypada, ale za to nigdy nie powiedziała, co mi się właściwie od życia należy. Cała reszta ginie w mroku.

(Paulina Młynarska, Jeszcze czego!, Prószyński i S-ka 2016, s. 109)

Autorka porusza temat przemocy domowej, przemocy wobec kobiet, a na końcu książki znajdziemy jeszcze preambułę Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej.

Wszystko powyższe cenię, uznaję za przydatne i interesujące. Super!

Ale, zabijcie mnie, nie wiem co w tym wszystkim robi mniej więcej druga połowa książki (połowa zawartości, nie druga połowa chronologicznie), którą stanowią jakieś infantylne zestawienia typów mężczyzn, którzy się nam trafiają jako partnerzy, opowieści o seksie i bezpośrednie zwroty do adresatki przypominające kiepskie satyry, które Magdalena Samozwaniec pisała po wojnie dla ratowania budżetu. Te fragmenty proponowałabym opublikować jako felietony w jakimś piśmie dla niezbyt wymagających intelektualnie osób, bo psują cały wydźwięk tej książki.

Nie wiem czy problem w tym, że autorka chciała zawrzeć w książce za dużo wątków i stylów na raz, czy w tym, że wspólnie z wydawcą założyli, że feministyczna książka o samych poważnych sprawach (choć przecież niepozbawiona humoru, bo tego Młynarskiej, mającej do siebie dystans, nie brakuje) będzie przerażająca dla polskiego odbiorcy i trzeba mu to jakoś lekko sprzedać. Cóż, ja wolałabym publikację o połowę cieńszą, ale taką, która nie każe mi zastanawiać się czy mój wybranek to fetyszysta otyłości (w sumie, może coś w tym jest), wybawiciel czy może hipster rowerowiec.

Warto przeczytać, ale na wyrywki. Zamiast fragmentów „satyrycznych” polecam świetny wywiad, który przeprowadziła z Pauliną Młynarską Zuza Ziomecka.

Paulina Młynarska
Jeszcze czego! Nie ma miłości bez równości
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Share

5 Comments

  1. AgaWu Reply

    Wyrwał Ci ktoś kiedyś kartki z lubianej książki? Tak właśnie się poczułam, jak wczoraj weszłam na Twojego bloga :( Gdzie jest przepis na ciasto z budyniem i truskawkami???

  2. Katarzyna Reply

    A jakie książki o tematyce feministycznej poleciłabyś z pełnym przekonaniem? Odbiorczynią miałabym być ja, 30-latka ze szczerą chęcią poukładania swoich przekonań na ten temat.
    Pozdrawiam!

    1. zakurzona Post author Reply

      Mam wielką słabość do „Jak być kobietą” Caitlin Moran, choć też nie jest idealna. Takiej prawdziwej biblii feminizmu jeszcze nie znalazłam, wciąż sprawdzam i podczytuję. Wiele pozycji jeszcze przede mną.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *