Marta Abramowicz. Zakonnice odchodzą po cichu

20160607_203658Marta Abramowicz interesuje się ludźmi wykluczonymi, niepasującymi, zepchniętymi na margines. Kiedy postanowiła porozmawiać z zakonnicami, które odeszły ze zgromadzeń, nie przypuszczała, że tak trudno będzie jej do nich dotrzeć. Nawet gdy prawdą okazało się, że co piąty ze znajomych zna taką zakonnicę, żadna nie chciała rozmawiać. Powiedzieć dlaczego się odeszło, skrytykować przełożoną lub porządki panujące w zakonie to stanąć samotnie przeciwko całemu zgromadzeniu, a one wystarczająco już od zgromadzeń wycierpiały. Na szczęście znalazło się kilka kobiet, które zechciały mówić. Powstało z tego naprawdę przejmujące świadectwo.

Często widuje się ojców, zakonników, księży wypowiadających się ze swadą, oczytanych i zabawnych – równie często widuje się tych z przeciwnego bieguna, ale generalnie widuje się, słychać ich – ale nie mogę sobie przypomnieć żadnej uczestniczącej w życiu publicznym zakonnicy. Dopiero po przeczytaniu tej książki, dotarło do mnie dlaczego tak jest.

Z opowieści zakonnic, które odeszły (po cichu) wyłania się przerażający obraz zakonów, w których posłuszeństwo jest ważniejsze od pomagania potrzebującym, a nawet od zdrowego rozsądku. Klasztorów, gdzie pielęgnuje się sztywne hierarchie, nie pozwala siostrom na kształcenie, a talenty zwykle muszą zostać poświęcone jako przeszkadzające w stawaniu się świętą. Idealna siostra to taka, która bardzo mało sypia, wiele się modli, jest ślepo posłuszna przełożonej oraz nie zadaje pytań. Bez pozwolenia nie może odwiedzić rodziny, zrobić zakupów ciężko chorej osobie, kupić sobie podpasek. Horror.

W jednym z rozdziałów autorka opisuje rozmowę z zakonnikami na temat zgromadzeń żeńskich w Polsce. Bracia są inteligentni i interesująco przedstawiają swoje racje, ale jakoś ciężko mi przyjąć ich założenie, że polskie zakonnice zamiast po II soborze watykańskim iść drogą sióstr z Zachodu (czy Indii), zrobiły sobie krzywdę na własne życzenie. Śmiem twierdzić, że polski Kościół się do tego dobitnie przyczynił. Niemałe znaczenie ma też w ogóle pozycja kobiety w Polsce i rola, w jakiej najchętniej się ją widzi. Uderzający jest fragment, w którym siostry jedzą jakieś kasze, a dla księdza gotują osobno mięso. Jakoś nie słychać krzyku uprzywilejowanych i chęci zrównywania się w prawach i obowiązkach.

Bardzo ciekawą teorię opartą na pokoleniach zakonnych przedstawiła profesor Jabłońska-Deptuła. Rzuca ona nieco światła na pochodzenie tych szalonych restrykcji i zakrawających na niedorzeczne, gdy patrzy się z zewnątrz, skostniałych zasad. Marta Abramowicz przywołuje ją, próbując zrozumieć to, co się w polskich zakonach dzieje.

Bo nie jest to książka oskarżająca kogokolwiek. Autorka bada problem z wielu stron i w zasadzie nie udziela pełnej i pewnej odpowiedzi, co świadczy tylko o tym, że to właściwy człowiek do zajmowania się tak delikatnymi sprawami.

A zakonnice, które odeszły? Niektóre wiodą życie, jakie sama chciałabym wieść. Jedne straciły wiarę, inne tylko wiarę w Kościół. Odeszły po kilku lub po dwudziestu latach i każda ma do opowiedzenia ciekawą historię.

Warto te historie prześledzić. Ja już zawsze, patrząc na zakonnice, będę mieć w głowie tę książkę.
Lektura obowiązkowa.

Marta Abramowicz
Zakonnice odchodzą po cichu
Wydawnictwo: Krytyka Polityczna

, ,
2 comments on “Marta Abramowicz. Zakonnice odchodzą po cichu
  1. Byłam na spotkaniu z autorką, ale książki jeszcze nie zdążyłam przeczytać. Muszę przyznać, że zanim dowiedziałam się czegokolwiek o treści tej książki (ze spotkania i recenzji), nigdy nie zdarzyło mi się pomyśleć, że w zakonach mogą panować tak dziwne, krzywdzące zakonnice zwyczaje. Do tej pory kołata mi się w głowie pytanie o to, czy to, co opisuje M. Abramowicz, jest absolutnie zgodne z prawdą, czy na pewno nie ma w tym przesady. Po chwili namysłu jednak zazwyczaj odpowiadam sobie, że nie, nie ma w tym przesady, tak było i tak się zdarza nadal.

  2. Dla mnie to książka ważna, napisana z empatią, nie trzeba się zgadzać z tezami w niej zawartymi, ale warto poświęcić czas na aktywne jej przeczytanie. Pozdrawiam,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *