Łowcy Milionów. Kostrzewski, Miączyński

IMG_3566aKtóregoś dnia, ze trzy lata temu, zdałam sobie sprawę że moje zainteresowania skręcają w inną stronę.
Z coraz większym zainteresowaniem słuchałam audycji ekonomicznych i gospodarczych. Ni stąd ni zowąd zaczęłam czytać, ba!, połykać książki mówiące o historii firm, budowaniu marek, strategiach marketingowych.
Dużo później trafiłam na audycję radiową z Romanem Kluską, twórcą Optimusa. Ależ mnie ta rozmowa wciągnęła!
Nie wiem, może drzemie we mnie niespełniony przedsiębiorca, który z braku możliwości jest nieco uśpiony, ale pilnie się uczy i uważnie słucha tych, którym się powiodło.

Leszek Kostrzewski i Piotr Miączyński przeprowadzili serię dziesięciu rozmów z przedstawicielami i twórcami największych polskich firm. Te rozmowy ukazały się nakładem wydawnictwa Agora.
Oczywiście, że sięgnęłam. Przeczytałam w jedną noc.

Jakość czytanych książek często określam przez pryzmat tego, jak wiele razy cytowałam z nich coś mężowi. Ile razy przerywałam lekturę, by go dręczyć czytaniem całych stron lub omawianiem wniosków, jakie mi się nasunęły.
Fragmenty tej książki cytowałam i opowiadałam wielokrotnie. Nawet wczoraj przy wstawianiu prania.
Co więcej, chyba na tyle nią zainteresowałam własnego męża, że kazał mi się pospieszyć z recenzją, żeby mógł te rozmowy czytać rano w drodze do pracy.

Nie ma co liczyć, że w tej książce znajdziecie prosty przepis na osiągnięcie sukcesu w biznesie. Każda firma jest inna, prezes inny, sytuacja odmienna i każdy przypadek jest indywidualny – czy to spośród przedstawionych w tym zbiorze, czy w ogóle.
To, co zadziałało w branży spożywczej w latach 90-tych, niekoniecznie się sprawdzi, a raczej nie sprawdzi się na pewno w branży kosmetycznej piętnaście lat później.
Warto jednak przeczytać te rozmowy, bo ci panowie (szkoda, że nie m tam ani jednej kobiety) mają coś bardzo cennego – doświadczenie.

Historie powstawania biznesów i perypetie zawodowe bohaterów są naprawdę porywające.
Poznacie kulisy powstawania największych majątków, dowiecie się sporo o funkcjonowaniu poszczególnych branż, budowaniu marki, przejęciach firm, negocjacjach, czy podejściu do pracowników.
Wiedzieliście, że „w Nowym Sączu mieszka 110 milionerów na 83 tyś mieszkańców”? Że warto by opodatkować konsumpcję? Na czym polega problem z tworzeniem szkół wyższych? Czym się różni mentalność przedsiębiorców w poszczególnych krajach Europy? Że makroekonomia niczego już nie tłumaczy i kończy się postbismarckowski model ładu społecznego? Jak sobie poradzić w sytuacjach podbramkowych i dlaczego obecni prezesi firm rodzinnych, którzy dobiegają pięćdziesiątki, mają często problem z sukcesją? Jak ważne jest delegowanie zadań oraz co kiedyś oznaczała dziennikarska odpowiedzialność za słowo? -ten wywiad, z Tadeuszem Winkowskim to jeden z moich ulubionych.

Ci prezesi to  mądrzy mężczyźni, mogący wiele odbiorcę nauczyć, o ile ktoś chce się uczyć.
Poza tym to bardzo ciekawe, silne osobowości z naprawdę zajmującą przeszłością. I wszyscy, przynajmniej tak wynika z tych rozmów, mają dobrze poukładane w głowie. Nie zachłystują się swoim sukcesem, a Ryszard Florek (współtwórca firmy Fakro, drugiego co do wielkości producenta okien dachowych na świecie) mnie po prostu rozbroił, mówiąc: przeniosłem się (w ’86) z Krakowa do Nowego Sącza, bo miałem tu możliwość dostania bliźniaka w spółdzielni. Zresztą mieszkam w nim do dzisiaj. A po pytaniu, czy nie chciał się przeprowadzić do jakiejś wspaniałej rezydencji, dodał: A po co? Mam świetnych sąsiadów.

Bardzo się cieszę, że trafiłam na tę książkę i polecam ją wszystkim zainteresowanym przedsiębiorczością. To się naprawdę rewelacyjnie czyta.

Łowcy Milionów.
Leszek Kostrzewski, Piotr Miączyński
Wydawnictwo Agora S.A.
Warszawa 2012

 

W „Łowcach milionów” Tadeusz Winkowski mówi: „Nie wydawaliśmy więcej czasopism, bo „Bimon” robił redakcję wszystkich i większej ilości po prostu nie dałby rady przeczytać. Sprawdzaliśmy nawet przepisy kulinarne. (…) Zanim je umieściliśmy w „Poradniku”, gotowaliśmy na ich podstawie. Mieliśmy duże poczucie odpowiedzialności za słowo, za informację. Dzisiejszym dziennikarzom i wydawcom też by się ono przydało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *