Lektury tygodnia. Fynf und cfancyś i Zawsze nie ma nigdy

Downloads9Nie zawsze mam czas na pisanie dłuższych tekstów o książkach, nie zawsze też chcę o danych tytułach pisać więcej niż kilka zdań, mam za to sklerozę i po roku często nie pamiętam, że coś czytałam.

Najbardziej irytujące nie jest to, że ponownie przynoszę do domu jakąś książkę, ani nawet to, że dopiero w połowie orientuję się, że już ją znam. Najbardziej wkurzające jest to, że mimo powyższego, muszę czytać dalej, bo nie pamiętam zakończenia. Zbyt wiele jest dobrych książek do przeczytania, bym siedem razy czytała to samo.

Dlatego będą się czasem tu pojawiać króciutkie podsumowania dotyczące tego, co przeczytałam w przeciągu tygodnia. Określenie „lektury tygodnia” należy rozumieć jako pozycje, które przeczytałam w danym tygodniu, a nie najlepsze książki z tego okresu. Aż tak dużo, by robić ranking książek z tygodnia, nie czytam.

fyyynf

Fynf und cfancyś
Michał Witkowski
Liczba stron: 320
Wydawnictwo Znak literanova

Dawno temu czytałam Lubiewo i coś mnie w tej książce poruszyło. Poniekąd pewnie tematyka i zupełnie świeże do niej podejście, ale też jakaś nostalgia za dawnymi czasami. Tęsknota towarzysząca starzejącym się bohaterom.

Przy lekturze Fynf und cfancyś miałam poczucie wejścia do tej samej rzeki – gdzieś od incydentu z szybą. Rozumiem, że pojawia się tu bohaterka z Lubiewa, więc muszą być powtórzone pewne motywy, ale choć brnęłam dalej, licząc na coś nowego (poza miastem), nie zostałam porwana.
Jasne, że wciąga, jak to Witkowski, zresztą niektóre teksty czyta się trochę wbrew sobie. To jak oglądanie zdjęć z dziwnymi chorobami w necie. Człowiek coś kliknie, szukając informacji o leczeniu ósemek, zobaczy (nie klikajcie, ciekawość to pierwszy stopień do piekła) hyperdontię i oczu nie może oderwać.

Generalnie: jedni bohaterowie Witkowskiego się pną, inni staczają się do poziomu dworcowych toalet. Nieco obrzydliwości, dużo penisów, ciekawe tło.

piiilch

Zawsze nie ma nigdy
Jerzy Pilch w rozmowach z Eweliną Pietrowiak
Liczba stron: 260
Wydawnictwo Literackie

Pilch chodził za mną od dwóch miesięcy, od kiedy przeczytałyśmy w pracy tekst Vargi na temat tej książki. Tak, fajną mam pracę, czytam sobie Duży Format i jeszcze mi za to płacą. Zamierzałam tę książkę nawet kupić, ale jako że walczę ze sobą i zaprzyjaźniam się na nowo z bibliotekami, wyszperałam w katalogu bibliotecznym. Poniekąd wynikało to z faktu, że pierwszy Dziennik przeczytałam z ogromnym zainteresowaniem, ale drugi jakoś mi już nie wchodził, zaczęłam i leży od dawna. Nie miałam pewności, że ta książka mi się spodoba. Ale się spodobała.

Daleko mi jednak do zachwytów Vargi. Oczywiście jest w tych rozmowach sporo interesujących tematów (na przykład okołoliterackich), jest też otwarte mówienie o chorobie, alkoholizmie, przemijaniu. Ale trudno mi się zachwycać głębokością myśli kogoś, kto skończył lat 60, zachorował i zrozumiał, że nie jest nieśmiertelny. Do mnie dotarło to w wieku 34 lat, więc sporo już mam na ten temat przemyślane. (Boże! Jestem mentalnym starcem!)

Zawsze to fajnie posłuchać jak sobie rozmawia dwoje inteligentnych, do tego lubiących się ludzi. I tak też się to czyta. Dobrze i szybciutko.

Jest w tych rozmowach nieco smaczków i ploteczek, jest smutna konstatacja, że może życie się ułożyło nie tak, jak by się chciało, a teraz za późno, by zmieniać przyzwyczajenia. Jak w dzienniku – trochę o Wiśle, trochę o piłce, ale już niewiele o polityce. Dla zafascynowanych autorem lub osób o podobnych doświadczeniach to na pewno będzie kolejna interesująca lektura. Ja przeczytałam z zainteresowaniem, ale niczego nie uznałam godnym wynotowania, nic mnie nie zastanowiło, przeczytałam i idę dalej.

 

, ,
2 comments on “Lektury tygodnia. Fynf und cfancyś i Zawsze nie ma nigdy
  1. Trafiłam tutaj szukając informacji o najnowszej książce Witkowskiego, ponieważ też byłam pod wrażeniem „Lubiewa”. Lektura „Fynf und cfancyś” jeszcze przede mną, ale po tej recenzji wiem już mniej więcej czego się spodziewać.
    Co do Pilcha, mam do niego jakiś bliżej nieokreślony sentyment, choć nie należy do moich ulubionych pisarzy.

    PS.: Dobrze wiedzieć, że nie mnie jednej zdarza się kompletnie zapomnieć jak kończy się książka, którą czytałam raptem kilka miesięcy temu!

  2. Moja skleroza jest postępująca, ale przynajmniej kojarzę okładki i tytuły (w większości), więc naprawdę rzadko zdarza mi się nieświadomie powtarzać lekturę. Ale łączę się w bólu. Wróć! Nie zawsze jest to przykre i bywa też przyczyną miłych zaskoczeń :D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *