Łabędź w ekstazie przedśmiertelnego śpiewu, czyli Isaura Guimaraesa

(dla maniaków o dziwnych zainteresowaniach. długi.)

IMG_4259aBernardo Guimaraes (1825-1884) był przedstawicielem brazylijskiego romantyzmu i głosicielem szlachetnej idei abolicjonizmu.
Nie potrafiąc znaleźć sensownych powodów wydania tej powieści (poza czysto merkantylnymi), postanowiłam sprawdzić czy Guimaraes nie przemawia w imieniu uciśnionych. Okazało się, że owszem, ta książka została wydana i cieszyła się popularnością w czasach niewolnictwa. Pierwsze wydanie – 1875 rok.
Autor zmarł w 1884, a Izabela, córka cesarza Brazylii, Piotra II, podpisała edykt znoszący niewolnictwo dopiero cztery lata później, w 1888.
Starałam się o tym fakcie pamiętać podczas lektury, ale nie śmiałam się przez to ciszej, niestety.
Kończyłam tę książkę nocą i co chwila parskałam, budząc i strasząc bogu ducha winne zwierzęta, którym teraz będę musiała zapewnić jakąś psychoterapię, jakby dotąd nie były wystarczająco świrnięte, doprawdy!

Normalnie nie opowiadam książek. To nie strona ze streszczeniami dla leniwych maturzystów.
Choć może powinnam jednak pisać streszczenia w punktach, zwłaszcza nowości – gdzieś mi się bowiem o uszy obiło, że powstają takie książki, pełne opracowań „tego, o czym się teraz rozmawia w towarzystwie”, dla ludzi, którzy co prawda nie czytają, ale czasem chcieliby „błysnąć”.
Tym razem jednak streszczę, rozbiorę na kawałki i jeszcze będę cytować.

Niestety, kiepsko pamiętam serial telewizyjny, którego sukces, jak sądzę, przekonał PIW do wydania „Niewolnicy Isaury” w serii KIK*.
Pamiętam jedynie głównych bohaterów – Isaurę (Lucélię Santos) i Leoncia (Rubensa de Falco) – których wspólne zdjęcie znajdowało się  chyba w większości polskich domów.
Pamiętam, że znajome kobiety „Isaurę” oglądały, a później długo omawiały każdy odcinek.
O Isaurze mówią kobiety w wałbrzyskich sklepach, windach, autobusach, w pracy nad biurkami, nad miotłami wzdychają, że ma coś w sobie Leoncio mimo niegodziwości okazywanej regularnie co odcinek.„(Joanna Bator Piaskowa góra, WAB, Warszawa 2012 s.285)
Jeśli macie kwadrans, możecie wprowadzić się w nastrój:

Książka, którą stworzył Bernardo Guimaraes byłaby rewelacyjną parodią, ale nie takie było zamierzenie autora.
Przez pierwsze kilkanaście stron nie mogłam sprecyzować z czym mi się ten styl pisania kojarzy, aż sobie uświadomiłam że podobnie wyglądały „powieści”, które pisałam jako jedenastolatka. Byłaby więc dla autora nadzieja. Oczywiście gdyby był małą dziewczynką. Małą dziewczynką, marzącą o wielkiej miłości, nie mającą pojęcia o relacjach jakie mogą zachodzić między kobietą i mężczyzną, ale wierzącą, że amor omnia vincit,  a drogą do szczęścia jest platoniczne uczucie, pokora i skrajna naiwność.
Bohaterowie są tu tylko czarni albo biali, od razu wiadomo kto jest łajdakiem, a kto człowiekiem szlachetnym w każdym calu. Wszystko to jest nam wyjaśniane przy wprowadzaniu danej postaci, żeby się czytelnik nie przemęczył zbytnim analizowaniem.

Powieść jest cieniutka (150 stron), należy więc docenić inwencję scenarzystów, którzy potrafili na niej oprzeć wieloodcinkowy serial (oryginalna wersja miała sto odcinków), który porwał miliony.
Z drugiej strony, pisana jest w sposób, który wręcz domaga się przeniesienia na ekrany – bohaterowie mówią sami do siebie, narrator (głos z offu!) objaśnia nam na kilku stronach historię trzech pokoleń wstecz, po czym pisze coś w stylu: „a teraz powróćmy do naszych bohaterów, którzy nadal stoją w salonie”(bezpośredni zwrot do czytelnika to się nazywa).
No i dialogi. Prawie tak wspaniale kwadratowe i pokryte pazłotkiem (właśnie, że jest takie słowo! Masłowska pisała „dziennik z krainy pazłotka” przecież!), jak w większości polskich seriali.

Jeśli ktoś zamierza przeczytać tę książkę, licząc na zaskakujące zwroty akcji, niech przestanie ten tekst czytać. Teraz.

isaura isaura1

W pierwszym rozdziale poznajemy Isaurę. Poznajemy głównie jej wygląd, bo on aż do końca wydaje się najistotniejszy, a zaraz po nim skromność, uległość, czyste serce, piękny głos. Czy wspominałam już o wyglądzie?
„(…) piękną i szlachetną postać dziewczyny. Kontur jej profilu rysuje się wyraźnie (…) Tak czyste i delikatne są te linie, że olśniewają oczy, zniewalają umysł i paraliżują wszelką myśl. Jej płeć jest jak kość słoniowa klawiatury (Isaura siedzi przy fortepianie – dopisek zakurzonej), jak jutrzenka, której blask, zabarwiony lekkim odcieniem bladej róży, nie oślepia wzroku. Wysmukła szyja z niewymownym wdziękiem wspiera się na cudownych ramionach**” To nie koniec opisu, ale już Wam daruję.

W kolejnym rozdziale akcja po czterech zdaniach zmienia się w to, czego na początku nie umiałam sprecyzować. W opowieść jedenastolatki nie mającej pomysłu na budowę fabuły, która nie byłaby wycięta z kartonu. Nastolatki niecierpliwie zmierzającej do sedna opowieści, którą oczywiście są zawirowania sercowe, dziewczynki nie mającej ochoty tracić czasu na kreowanie postaci pobocznych. Nie żeby osobowość głównych była jakoś szczególnie bogato przedstawiona…
Wiadomo, że jacyś przodkowie bohaterów istnieć musieli, wypada więc zadbać o to, by opowieść była w wystarczającym stopniu tragiczna i już. Można na następnych ośmiu stronach streścić pokrótce historię rodziców Isaury, jej pochodzenia (jej matką była piękna niewolnica, a ojcem – Miguel, Portugalczyk, zarządca majątku. W matce Isaury kochał się podły właściciel – ojciec Leoncia – i z zemsty za to, że to nie jemu uległa, zamęczył ją przydzielając jej najcięższe prace, zaraz po tym jak urodziła córkę. Isaura była tak piękna, łagodna i biała(!), że matka Leoncia ją sobie upodobała i zapewniła jej staranne wychowanie.), historię Leoncia (z gruntu zły, a nawet jeśli nie, to zepsuty z czasem do głębi, wyrzucany ze szkół, bywały w świecie – wyjazd do europy na studia, których nie zrobił) i kilka innych szczegółów, w które nie chce mi się wchodzić.

Mamy więc:
Isaurę,
Miguela – jej ojca
Komandora – chwilowo nieobecnego właściciela majątku
Leoncia – zepsutego syna Komandora
Malwinę – żonę Leoncia
Henryka – brata Malwiny, którzy przyjechał z wizytą
Belchiora – paskudnego ogrodnika.

Jak porywająca jest uroda Isaury, będziemy się mogli przekonać już na kilku następnych stronach, kiedy to kolejno oświadczą jej się (tego samego dnia) Henryk, Leoncio i Belchior.
Jak widać pozostali mężczyźni nie marzą o związku lub choćby miłości fizycznej z Isaurą tylko dlatego, że są jej ojcem (Miguel) lub są nieobecni (Komandor).
Doprawdy wielka jest siła boskiego wyglądu tej niewolnicy.
Następnie Malwina dostrzega stosunek swego męża do Isaury i najpierw będzie próbowała wymóc na nim wyzwolenie niewolnicy, tak by ta mogła zniknąć z ich życia. Gdy to nie dochodzi do skutku, obrażona żona wyjeżdża wraz z bratem.

W czasie rozmowy o ewentualnym wyzwoleniu Isaury, Leoncio wspomina o tym, że Komandor (prawowity właściciel majątku i niewolników), nękany przez ojca Isaury ciągłymi prośbami, podał mu w końcu cenę tego wyzwolenia. Wymyślił kwotę będącą poza zasięgiem Miguela, żeby go zniechęcić. Gdy tylko Leoncio wymienia imię Portugalczyka, ten zjawia się u drzwi. Co więcej, dysponuje tą niebotyczną kwotą. Kwadrans później, gdy transakcja ma dojść do skutku (tu następują teatralne próby uniknięcia tego rozwiązania czynione przez Leoncia), służący przynosi telegram zawiadamiający o śmierci Komandora, która przekreśla wszelkie wcześniejsze ustalenia i pozwala autorowi dalej rozwodzić się nad strasznym losem Isaury.

Autor nie marnuje czasu i papieru na zawiłe opisy. Wszyscy potrzebni mu w danej chwili bohaterowie, natychmiast się zjawiają. Myślę, że nawet gdyby godzinę wcześniej znajdowali się na drugiej półkuli, wymienieni w rozmowie, pukaliby natychmiast w okno, twierdząc że właśnie tędy przechodzili.
Bohaterowie chwilowo niepotrzebni, dematerializują się. Tak się dzieje na przykład z ojcem Isaury w chwilę po tym, gdy przychodzi telegram. Nie wiadomo co on na to. Najwyraźniej znika zaraz po tym, gdy każe córce nie tracić ducha.

Urażona Malwina wyjeżdża, a Leoncio odsyła Isaurę do pracy fizycznej wraz z innymi niewolnicami, by „skruszała”. Tam zadręczają ją propozycjami kolejni adoratorzy. Słowem: życie Isaury to ciągła i niestrudzona walka o zachowanie cnoty.
Tu nagle materializuje się ojciec i w minutę namawia córkę do ucieczki. Dlaczego dopiero teraz?
Uciekają, wszystko się oczywiście świetnie układa, ale autor znów nie zanudza nas szczegółami. Przecież nie chodzi o wiarygodne opisanie ucieczki, a jedynie o możliwość teleportacji Isaury w miejsce, gdzie będzie mogła przeżywać kolejne moralno-sercowe rozterki, bo przecież na tym upływa jej czas. Nie ważne więc jak, Isaura z ojcem osiedlają się w małym domku gdzieś pod miastem.

Żyją sobie spokojnie, ale oczywiście i tu niesamowita uroda Isaury nie pozostanie bez odzewu. Zakocha się w niej bajecznie bogaty Alvaro, mężczyzna dobry i szlachetny,  popierający wyzwolenie niewolników. Ten jeden z wzajemnością.
Isaura oczywiście nie przyznaje się swojemu wielbicielowi do tego, że jest zbiegłą niewolnicą i ma z tego powodu wielkie wyrzuty sumienia.
Bardzo mnie ubawiła sytuacja z balem. W okolicy organizowany jest bal, na którym mają być obecni wszyscy ludzie z „towarzystwa”. Alvaro chce się pochwalić urodą Isaury, więc nalega, by na ten bal z nim poszła. Przekonuje Miguela, że takie stronienie od ludzi może się komuś wydać podejrzane (Alvaro się podejrzane nie wydało, bo ani przez chwilę nie pomyślał o tym kim naprawdę może być ta, podająca się za ojca i córkę, para.) i ostatecznie wszyscy udają się na bal.
Przy czym wcześniej Miguel przekonywał córkę, że powinni uczestniczyć w imprezie, bo gdyby nie przyjęli zaproszenia, a następnego dnia zniknęli, ludziom wydałoby się to podejrzane. Równocześnie uspokajał ją, że zaraz po balu mogą wyjechać i zniknąć. I co, wtedy nie będzie to podejrzane? Uwielbiam logikę bohaterów tej książki.
Sama Isaura ma złe przeczucia co do balu, uważa że nie powinna narażać reputacji ukochanego w razie gdyby kiedyś się wszystko wydało, miota się naprawdę pięć razy bardziej niż to wszystko warte, by chwilę później „porwana perspektywą tego niewymownego szczęścia” jakim jest spędzenie wieczoru z Alvarem, stwierdzić nagle, że jest godna tego uczucia i krzyczeć w euforii: „tak, pójdę na bal!”.
Mam nieodparte wrażenie, że ktoś tu jest niezrównoważony.

Na balu oczywiście wszystko się wydaje, ale nim to nastąpi, Isaura jest oglądana jak koń na targu.
Wszyscy mężczyźni są zauroczeni, a większość kobiet zazdrosna. Dodatkowo Alvaro doprowadza do tego, ze Isaura musi siąść do pianina i zaprezentować wszystkim gościom zwój talent muzyczny. Bo oczywiście na tym polu także była uzdolniona. Wynotowałam dla Was fragment o tym, co urzekło słuchających. Aha, ukrywająca się (na największym balu, na środku sali za pianinem) Isaura występowała jako Elwira.
Twarz Elwiry, na której zwykle malowała się skromność, prostota i słodycz, promieniała niezwykłym światłem; postać jej wyprostowała się dumnie; oczy błyszczały w upojeniu; łono, spokojne dotychczas jak toń jeziora w bezwietrzną księżycową noc, falowało gwałtownie niczym wzburzony ocean. Ze swą białą wysmukłą szyją przypominała łabędzia w ekstazie przedśmiertelnego śpiewu.**

Dalej następuje demaskacja zbiegłej niewolnicy i scena wprost idealna do opery mydlanej. Isaura widzi zbliżającego się mężczyznę, który, jak ta słusznie przypuszcza, dokona demaskacji.
Nagle Elwira przewała. Szarpnęła Alvara za ramię tak, że spojrzał na nią z niepokojem i zdumieniem.
– To on!… – z ust jej wyrwał się jęk ochrypły i zdławiony
A potem, jakby nigdy nic, wmawia partnerowi, że coś ją boli, a on w to wierzy i jeszcze się martwi.
Śliczne.
Nikt początkowo nie chce wierzyć w pochodzenie Isaury, przeważają głosy niedowierzania: „nie, ta kobieta nie może być niewolnicą (…) należałoby zmusić go, by dał jej wolność. Trzymać w baraku kobietę stworzoną do tego, by zasiadała na tronie (…) tylko taki łajdak (…) zdolny był ujrzeć niewolnicę pod postacią tego anioła.**”
To nie pierwsza scena w książce, w której mówi się o tym, że tak piękna kobieta nie powinna być niewolnicą. Zastanawiam się jaki efekt chciał wywołać Bernardo Guimaraes, bo z lektury można wywnioskować, że niewolnictwo dotykające brzydkich ludzi bez wykształcenia dałoby się łatwiej usprawiedliwić. Pięknej Isaury niewolić nie można, o te mniej piękne zaś nikt się specjalnie nie upomina.

Odtąd nic już mnie nie dziwiło. Ani fakt, że doktor Geraldo – przyjaciel Alvara – który został czytelnikowi przedstawiony jako konserwatysta, wyjaśnia swemu przyjacielowi abolicjoniście, że póki istnieje niewolnictwo, będą występować nadużycia, bo „wadliwa instytucja powoduje nadużycia i tylko wówczas można je zlikwidować, gdy usunie się ich korzenie„. (Zamienili się rolami widocznie.)
Ani karkołomne pomysły mające ocalić Isaurę przed powrotem do majątku Leoncia, kłamstwa naprawdę niedorzeczne, na które nabierają się urzędnicy, a wszystko to przedstawiane jako genialne plany wielkich umysłów.
Nie zdziwiło mnie nawet, gdy ni stąd ni zowąd w domku Elwiry-Isaury i jej ojca, zjawił się sam Leoncio, choć przecież list od niego dotarł dopiero chwilę wcześniej.

Alvaro się dematerializuje. Isaura wraca do majątku właściciela, który wdraża w życie „genialne” plany mające otworzyć mu drogę do …serca Isaury, na przykład planuje wydać ją za mąż za paskudnego ogrodnika Belchiora. Niezbadane są ścieżki umysłu Leoncia – podstępnego geniusza strategii.
Oczywiście w dniu ślubu, gdy wszyscy są już na miejscu Alvaro ma entrée, ogłasza że wykupił wszystkie długi Leoncia, więc może teraz dysponować jego majątkiem (i niewolnicami).
Alvaro się oświadcza, Leoncio rwie włosy z głowy i popełnia samobójstwo, Malwina mdleje. Kurtyna.

Dlaczego napisałam tak długi tekst, streszczając dość mierną książkę?
Dlatego, że nie znalazłam za dużo po polsku w sieci na jej temat, lubię się grzebać w dziwnych starych powieściach, wreszcie dlatego, że zapewniła mi wieczór pełen śmiechu.
A tak poza tym, z powodu nostalgii. I dlatego, że miałam ochotę. Chciałam poświęcić tej książce trochę czasu.
Serial, nakręcony na podstawie powieści, stał się bez mała zjawiskiem socjologicznym. Sama kojarzę przynajmniej jedną Malwinę i jedną Elwirę, których matki uwielbiały „Niewolnicę Isaurę„.

Był pierwszą telenowelą nadawaną przez telewizję polską. Przeciętni ludzie naprawdę tym serialem żyli.
Gdy leci ‚Isaura’ w telewizji, na ulicach Piaskowej Góry nie ma kobiet, pustoszeje promenada wzdłuż Babela i nawet lodów z budki nikt nie kupuje, choć to niedziela. (…)We wszystkich domach Babela Izaura już ma się wyzwolić z niewoli, już ma szczęście ją spotkać i dostatek, a tu nagle odwraca się fortuny koło i do następnej niedzieli czekanie. Ale jest na co czekać i wiadomo, że się doczeka na oczekiwane, i to o wiadomej porze, a to rzadko zdarza się w życiu. Gdy wszystko się kończy, pozostaje dziura w niedzielnych popołudniach kobiet z Babela. Mimo kolejnych telenowel długo się nie zabliźnia, ciągnie jak blizna po cesarce” (Joanna Bator Piaskowa góra, WAB, Warszawa 2012 s.287)

W tekście książki, w rozmowie między niewolnicami, które opowiadają sobie o zamęczeniu matki Isaury, pada takie zdanie: „Niech mi Bóg wybaczy, ale ten starszy pan to był żydowin jakiś albo jeszcze gorzej.” Czy ktoś jest mi w stanie powiedzieć, czy tak stało w oryginale czy to inwencja tłumaczki?

Jestem w stanie darować autorowi wszystkie grzechy. (Poza tym „żydowinem”.) Czasy były inne, czytelnicy byli inni, idea zaś była szczytna.

Współcześnie też bywa interesująco:
Przyciągnął mnie do siebie tak, że leżałam na boku. Wykasłałam jeszcze trochę wody. Ren zdjął mokrą koszulkę i zwinął ją. Potem lekko mnie uniósł i ułożył koszulkę pod moją obolałą głową. Niestety, ból nie pozwalał mi w pełni docenić jego opalonej, wyrzeźbionej, muskularnej, nagiej klatki piersiowej. Cóż najwyraźniej nic mi nie jest, skoro jestem w stanie podziwiać widoki, pomyślałam. Chociaż, o rety, musiałabym być chyba martwa, żeby nie robiły na mnie wrażenia.” [Colleen Houck Klątwa tygrysa. Cytat za: Wysokie Obcasy nr10(665)]

Albo:
Jego język wdziera się do środka, władczy i nieustępliwy, a ja upajam się jego siłą. Ten piękny mężczyzna pragnie mnie. Moja wewnętrzna bogini tak promienieje, że zdołałaby oświetlić całe Portland.” [E.L. James Pięćdziesiąt twarzy Greya. Cytat za: Wysokie Obcasy nr31(686)]

* Klub Interesującej Książki
**Bernardo Guimaraes Niewolnica Isaura, (tłumaczyła Dorota Walasek – Elbanowska) PIW, Warszawa 1986

———————————————————————————————————————————–

87 komentarzy:

  1. Oszalałaś! Tekst boski!

    Odpowiedz

  2. w trakcie pisania pięć razy chciałam zrezygnować, bo kto normalny poświęca tyle czasu takiej lekturze… ;)

     

  3. Jak potwierdza zbiorowa radość tekstu i kulanie się na poboczach, bardzo zdrowe było poświęcenie się tej lekturze ;-))) Uprzejmie uprasza się o niepozostawianie tej półki odłogiem, albowiem kwiczą oni. Tutaj. Pamiętam jak samotnie sadziłam kapustę w ogrodzie pośrodku wsi poatomowo wyludnionej w czasie emisji Isaury – nieobecność Isaury zabijała jak topór :-).

     

  4. a pamiętasz „W kamiennym kręgu”? mi się z tym serialem kojarzy pewna sytuacja rodzinna, ale sam serial nie bardzo pamiętam.

     

  5. Z „W kamiennym kręgu” pamiętam tylko frazę „ubezwłasnowolnienie Laury” :D

     

  6. a ja nic, kurczę. muszę poszukać co to było, bo pewnie też śmieszny :)

     

  7. W kamiennym kręgu pamiętam przez mgłę, też kazali sadzić albo zbierać kapustę :-) Ale oglądałam czasem, muszę poszukać tego, bo może być dramatycznie.

    Ale wiesz, co jest najbardziej niesamowite? Jutro powiem, bo dziś nie dam rady takiego kawału dziczyzny uciągnąć.

    Boska ta notka, czy już to mówiłam?

     

  8. Z „Niewolnicy Isaury” ogladalalismy tylko pierwszy i ostatni odcinek, ksiazke kupilam z ciekawosci i tez sie uplakalam nad nia ze smiechu.
    „W kamiennym kregu” ogladala namietnie moja matka, twierdzac ze z uwagi na stroje (mwahahaha) a jako ze mieszkalismy w jednym pokoju, sila rzeczy serial ogladala cala rodzia. Co mi sie kojarzy jakas pani domu z amnezja po wypadku, spowodowanym przez wrazego malzonka. Zapamietalam nawet oryginalny tytul, Ciranda de Pedra

     

  9. Wyrodna córko, nie wierzysz że o stroje chodziło? :))

     

  10. no, dlugasne. ale warto. prosze nam tu strescic w tak samo szalony sposob kanon z pierwszego roku.
    buhahahaha, umierających bohaterów średniowiecznych.

    Odpowiedz

  11. nigdy nie wiem kiedy żartujesz, a kiedy mnie podpuszczasz ;))

     

  12. Podebrałaś mi lekturę:( Szło toto w szczycie popularności serialu w odcinkach w Sztandarze Młodych, ale wymiękłem wtedy po dwóch odcinkach chyba, bo akcja rozwijała się zbyt wolno:P

    Odpowiedz

  13. bo ja teraz poszukuję na zapomnianych półkach i w ogóle, mów mi „zacofana w lekturze” :)
    mam nadzieję, że przeczytasz, bo ta książka jest wspaniale okropna.

     

  14. Najmarniej przez pół roku książka musi teraz odczekać, blogosfera mogłaby nie znieść zbyt wiele Isaury na raz:P A zapomniane półki są dużo fajniejsze niż półki z top 10 empiku:)

     

  15. lubiłam wertować starocia ze strychu mojej babci. jakieś koszmarne stare polskie kryminały stamtąd brałam. ubaw przedni!

     

  16. Kocham Cie za to streszczenie :D

    Odpowiedz

  17. Doczytałam do ostrzeżenia. Dalej przeczytam za sto lat, kiedy już sama będę po lekturze, bowiem książka idealnie pasuje mi do lektur południowoamerykańskich, załatwiając problem autora z Brazylii:)
    Sądząc jednak po tym, co napisałaś do tej pory, zapowiada się fascynująca lektura. Klimatem i sposobem zaangażowania czytelnika zdaje się być nieco zbliżona do wrażeń towarzyszących lekturze Rodziewiczówny.
    A Lucelia cudna! I – jak teraz patrzę – z punktu widzenia moich -„dziestu”, nie zaś „-nastu” lat, nawet ten Leoncio nie taki zupełnie paskudny jak mi się ongi wydawało:P

    Odpowiedz

  18. Mnie Leoncio nieco fascynował. No ale wiesz, sama pisałam podobne opowieści w zeszytach, więc nic dziwnego ;)
    Czemu za sto lat? Nie masz? Mogę Ci pożyczyć. To się czyta minutę osiem – 150 stron przecież.

     

  19. Książki nie mam, ale już wcześniej sprawdzałam że jest w mojej bibliotece, gdzie nie cieszy się zresztą zbytnim powodzeniem (ale po Twoim wpisie to się z pewnością zmieni!:P), wobec czego za pożyczkę dziękuję (Ty gardzisz moim Conradem, to i ja odpłacę Ci się tak samo, o!)
    Z tym czytaniem minutę osiem to się tak tylko mówi: jedna książka chwilkę, druga tak samo, a o trzeciej to żal mówić taka cieniutka – co z tego, skoro chwilki nie z gumy? Ale dobrze, ujmę „Niewolnicę…” w tegorocznym planie lekturowym.

     

  20. Conradem nie gardzę :) Jak dobrnę do końca moich stert (a nie planuję powiększać, bo muszę kupić jakieś trampki wszystkim – zwłaszcza Bronka będzie dobrze w nich wyglądać – i po ośmiu latach wymienić w końcu oprawki od okularów, więc tnę wydatki w najbliższym czasie), być może się zgłoszę :) No chyba że wcześniej mi jakieś „jądro ciemności i reszta” w ręce wpadnie.

     

  21. pamiętam ten fenomen z czasów dzieciństwa. i było dokładnie tak, jak opisała to Bator, miasteczko pustoszało owładnięte łzawą epidemią sączącą się z ekranów:)
    świetny tekst!
    a ostatnie cytaty ze współczesnych „perełek” powalające…

    Odpowiedz

  22. ja pamiętam kobiety w wiejskim sklepie omawiające w kolejce losy Isaury :)
    wszyscy tym żyli.

     

  23. o, ja to czytałam jako nastolatka :) ale z przyjemnością i wielkim rozbawieniem przeczytałam Twoje streszczenie, bo po dwudziestu latach z okładem od lektury pamiętałam tylko to, że bohaterka niemal przy każdym pojawieniu się wyglądała jeszcze piękniej niż zwykle :)
    Gwoli uczciwości muszę przyznać, że próbowałam również czytać Greya parę miesięcy temu, ale skapitulowałam gdzieś po 150 stronach :)

    Odpowiedz

  24. Ja mam czasem ochotę zobaczyć co też ludzie czytają, kupić coś, o czym wiem, że się nie da czytać na poważnie i się tak „upodlić” ;))) Coś jak człowiek co normalnie żyje ale raz na rok musi się upić i zasnąć na schodach.
    I wtedy myślę o takich Greyach. No ale przecież nie będę kupować i nabijać statystyk sprzedaży.

     

  25. ja pożyczyłam od kogoś kto kupił :) ale, kurczę, nie dało się czytać

     

  26. jezu, czytałam to w tym wydaniu! wieki temu! dzięki! :)

    Odpowiedz

  27. to jedna z książek, które zostały po mojej teściowej.
    gdyby moja mama miała, przeczytałabym na pewno będąc nastolatką :)

     

  28. cudny tekst! po prostu upłakałam się ze śmiechu:)))))))

    Odpowiedz

  29. cieszę się, że się podoba :)

     

  30. Obejrzyj, choć fragment, filmu po śląsku :-)

    Odpowiedz

  31. widziałam, że jest, ale się boję :D

     

  32. Nie bój się – jest przeuroczo zabawnie;-)))

     

  33. Czytałam dawno temu :-) Bardzo dawno temu, ale pamiętam, że co rusz przewracałam oczami i jęczałam ” o jezu!” Moja szanowna rodzicielka oglądała Izaurę i raz wpadła do mojego pokoju z awanturą stulecia. Bez powodu. Okazało się, że nakręciła ją scena, w której ginie Malwina :-))))

    O losie !

    Ale to i tak nic, w porównaniu z lawiną brazylijskich seriali, jakie zalały naszą TVP później. Powrót Izaury w Kamiennym Kręgu W rytmie Disco.

    :-)))))

    Odpowiedz

  34. Hahaha, powód awantury rewelacyjny :)))
    Nie pamiętałam, że Malwina zmarła! Oni chyba w ogóle bardzo odeszli od książki. Czy w serialu Isaura była w końcu z Leonciem? Pit mi coś mówił, że się okazało, że byli rodzeństwem…

     

  35. Malwina ginie, płonąc żywcem we młynie z jakimś gachem, a podpalił ich Leoncjo, ta żmija z wąsikiem. Ja nie pamiętam szczegółów, bo nie oglądałam jakoś namiętnie. Nie wiem, czy była z Leoncjem czy nie, ale w rezultacie chyba wyszła za kogos innego.

     

  36. coś mi świta z tą Malwiną płonącą. rzeczywiście.

     

  37. Noooo, dzisiejsze seriale brazylijskie to jest coś. Isaura do pięt im nie dorasta. Choreńka leżę w łóżku i do pracy nie chodzę więc rano przeniosłam się na kanapę i włączyłam TV. Latając po kanałach telewizora, wskoczyłam na jakiś serial i… zostałam na nim chyba z pięć minut. Wessało mnie dosłownie. Kłóciła się jakaś para, jak się okazało później- mąż i żona. Ale, mój Boże, jak oni się kłócili, jak przeżywali. Szczególnie ona. Żaden mięsień twarzy nie był na swoim miejscu, a myślę, że i żaden organ wewnętrzny. Bałam się ,że puści jej blizna po liftingu, a kiedy ją szarpał, że wypadną sztuczne kosmyki włosów. Potem go zastrzeliła i… dalej nie wiem, bo więcej bym nie zniosła. Ja najpierw myślałam, że ona jakiś paraliż twarzy ma. Musiałam widzieć jakieś odcinki „W kamiennym kręgu” bo do dziś pamiętam, że jedna z sióstr miała na imię Bruna i taki dialog: Ojciec do drugiej córki- Powiedz Brunie, że muszę z nią porozmawiać, Bruno, ojciec mówił, że chce z tobą porozmawiać, tato podobno chciałeś ze mną porozmawiać, tak Bruno, chciałem z tobą porozmawiać. Natomiast zupełnie nie pamiętam serialu Oshin.
    Joanna

     

  38. ja najbardziej lubię jak grają oczami. wiesz, albo przewracają, albo zastygają z groźnym spojrzeniem. i ta muzyka! ach, aż człowiek czasem żałuje, że nie ma tv :D

     

  39. Tu chciałam dodać, że jestem wdzięczna telenowelom meksykańskim i peruwiańskim niezmiernie. W dużej mierze dzięki nim (prócz telenowel wdzięczna jestem również hiszpańskojęzycznej wersji „Ulicy Sezamkowej” i takiemu jednemu teleturniejowi) rozumiem to, co mówią po hiszpańsku. No i ja jednak lubię potarzać się w emocjach przemawiających do kucht – forma musiałaby być wtedy naprawdę katastrofalna, żeby przeszkadzała w tym tarzaniu się ;-)

     

  40. A, i to nie tak, że tylko przecięni ludzie oglądali ten serial. Oferta programowa była wtedy tak uboga, że oglądało się jak leci. Trafiały się perełki takie jak „Ja, Klaudiusz” czy „Królowa Elżbieta” z Glendą Jackson, nie mówiąc już o Palliserach i Forsythach, ale to było gruuubo wcześniej, w połowie lat 70-tych. Natomiast telewizja połowy lat osiemdziesiątych to był czas brazylijskich gniotów, opowieści o australijskiej dziedziczce napoczętej krokodylim zębem, czy biednej japońskiej dziewczynce jedzącej speśniały ryż.

    Natomiast nie rozumiałam zachwytów i hołdów składanych URODZIE Isaury. Toż ona miała ukruszony ząb i zeza!

    Odpowiedz

  41. tak, ten zez był porażający;))))

     

  42. Nie, nie mówicie mi, że WSZYSCY oglądali. Chcę wierzyć, że był jakiś promil tych, co nie wsiąkli ;)
    Choć w moim otoczeniu chyba wszyscy.

    A o tej urodzie to z zazdrości piszecie. Wiem to. Jesteście jak te kobiety na balu, co nie umiały docenić „łona, co falowało gwałtownie niczym wzburzony ocean” :P

     

  43. Ja oglądałam z Najlepszą i jej starszymi siostrami jak nas naszło – niezłą miałyśmy z tego radochę, bo Leoncjo nas przyprawiał o paroksyzmy.

    A z mojego otoczenia to nawet moja kuzyneczka, pani MAGISTER INŻYNIER ( czego nie omieszkała podkreślać każdorazowo – nie cierpiałam jej jak zarazy bo moja Macierz stawiała mi ją za wzór, w dodatku miała na imię ELWIRA!) lała ślozy nad losem Izaury. Jakaś ogólne opętanie narodowe to było….

     

  44. Ja nie ogladalam, najwyrazniej od zawsze bylam na poprzek ;)
    Za to mialam na studiach kolezanke, co nagrywala kazdy odcinek „W kamiennym kregu”, a co poniedzialek opowiadala sobie z druga kolezanka kolejne odcinki „Dynastii” – to dopiero byl hardkor!

     

  45. Dynastię oglądałam dla wrednej Alexis :-))) Cudna była !

     

  46. ja dynastię oglądałam przez jakiś czas :) mam wytłumaczenie: miałam wtedy z 11 lat i wszystko oglądałam, co leciało w tv.

     

  47. Powrot do Edenu zaczal w pewnym momencie ogladac nawet moj tatko, to bylo tak durne, ze az zabawne. „Stephanie! Zlaz natychmiast z tego krokodyla!” do tej pory u nas krazy po domu jako powiedzonko.
    Oshin ogladalismy dosyc solidarnie cala rodzina, choc byl to straszliwie duszoszczypatielnyj kawalek (nie pamietalam ryzu, pamietalam rzodkiew i ze za ryz ja sprzedali).

     

  48. „Stephanie! Zlaz natychmiast z tego krokodyla!” HAHAHA :)))

     

  49. Ubawiłam się nieziemsko :))
    „Przeciętni ludzie naprawdę tym serialem żyli.”
    Nie tylko tym żyli, ale i walczyli na swój sposób za wyzwolenie Isaury :)
    Nie wiem, jak to było w Polsce, ale na Węgrzech starsi – i nie tylko – zaczęli zbierać pieniądze na wyzwolenie tejże pięknej niewiasty o głosie starego pijaka :) Uzbierawszy znaczącą kwotę wysłali ją do któregoś ministerstwa, a notable spożytkowali te pieniądze na zaproszenie Lucelii Santos na Węgry. Wielki festyn był, prawie święto narodowe :)

    Odpowiedz

  50. No nie mów! Ale zobacz, jednak ją wyzwolili i mogła przyjechać na Węgry.
    W Polsce też była, podobno tłumy były. I wizyty w zakładach pracy itd :)

     

  51. Ja byłam, potwierdzam!! Chyba w jakiejś hali sportowej to było. Starsi mnie zaprowadzili, jestem niewinna!

     

  52. zdjęcia masz? :)
    u nas w domu w którejś książce było takie. kolorowe chyba, ale takie o odcieniu różowawym. Leoncio z Isaurą prywatnie.

     

  53. W Łodzi byli, w hali sportowej. Do przeprowadzki czyli do 2000r miałam ich zdjęcie z autografem ;)
    A książkę, dokładnie to wydanie, czytałam z dużą uciechą :)))

     

  54. co zrobiłaś z tak cenną pamiątką?? :)

     

  55. Jakieś seryjnie powielane zdjęcie uroczej pary z autografami miałam po tym spotkaniu, pamiętam. To była jakaś 5-6 klasa podstawówki. Gdybym znalazła (w rodzinnym domu), to Ci przyślę;)Książki nie czytałam, natomiast serial oglądali prawie wszyscy – to miało swój urok, bo przy dwóch programach telewizji (trzeci lokalny – w okrojonym wymiarze) miało się wspólne tematy – w szkole, pracy, kolejce.
    Matko, jakaż ja weteranka jestem…

     

  56. Jakieś seryjnie powielane zdjęcie uroczej pary z autografami miałam po tym spotkaniu, pamiętam. To była jakaś 5-6 klasa podstawówki. Gdybym znalazła (w rodzinnym domu), to Ci przyślę;)Książki nie czytałam, natomiast serial oglądali prawie wszyscy – to miało swój urok, bo przy dwóch programach telewizji (trzeci lokalny – w okrojonym wymiarze) miało się wspólne tematy – w szkole, pracy, kolejce.
    Matko, jakaż ja weteranka jestem…

     

  57. naprawdę – przednia zabawa przy czytaniu :)
    Wspaniałe :):):)

    Odpowiedz

  58. Przeczytałam (post) od deski do łezki ;)
    Też uważam, że niewolnikami powinni być tylko ludzie nieurodziwi – to przecież logiczne w sumie – sortacja społeczna na podstawie estetyki ;)
    Pamiętam to serialowe oddziaływanie na masy jak przez mgłę, ale nie zdawałam sobie sprawy, że Leoncio strzelił w końcu samobója, zamiast się zmienić i żyć z Isaurą szczęśliwie po wieki wieków – touché ;)

    Odpowiedz

  59. ale w serialu właśnie chyba było inaczej.
    może ktoś nam opowie :))

     

  60. Bomba!
    Widziałam dwie sceny tego filmidła, i nawet jako nastolatka doceniłam kunszt. Do tej pory pamiętam, jak Alvaro z Dinosaurą (u mnie w domu takie nosiła imię;-) wyznawali sobie miłość. I to, jak uciekała z ojcem, żegnając się z Januarią niejaką. Pal sześć wyznania miłości, oparte na dialogu „kocham cię – nie, to ja cię kocham – ale muszę Ci to wyznać, Isauro, że to ja cię kocham”, trwające chyba 5 minut. Pożegnanie w chwili pospiesznej ucieczki trwało tyle samo. „Uciekajcie – uciekamy – jedźcie już, bo Leoncio zaraz wróci – jedziemy już, bo Leoncio zaraz wróci – uciekajcie więc – uciekamy więc…itd.)
    Dziwiłam się maestrii reżysera, a tu się okazuje, że był li tylko nędznym epigonem:D
    A że rosiłam szczeremi łzami nieskrępowanej radości stroniczki „Trędowatej”, a potem kilku pozycji Courts-Mahlerowej, być może sięgnę i po tę perełkę:)
    Nota bene wolę Courths-Mahler od produkcji niejakiego Wiśniewskiego. Przy „Miłości w sieci” odpadłam po wstępie, mniej więcej w pól drugiej strony opowieści właściwej. Przy opisie głównego bohatera siedzącego w barze. Wypisz wymaluj – opisy urody Dinosaury:D

    Odpowiedz

  61. „Uciekajcie – uciekamy – jedźcie już, bo Leoncio zaraz wróci – jedziemy już, bo Leoncio zaraz wróci – uciekajcie więc – uciekamy więc…itd.” UMARŁAM ZE ŚMIECHU :)))
    Ja jeszcze muszę „trędowatą” i „na ustach grzechu”, koniecznie :)

     

  62. Już nie pamiętam, który cytat z czego, w sensie „Trędowatej” i „Na ustach”, ale były tam takie jak: „przegięła się wewpół jak wąż i zawisła mu na szyi półciałem”, tudzież „zmysły wypełzły mu na usta”, ale to drugie raczej na pewno z parodii.
    Kurde, chyba też sięgnę ponownie po oryginał, może gdzie upoluję:)

     

  63. Justm, hrabina tym półciałem to bodaj zawisła w powietrzu :) A zmysły wypełzały Waldemarowi na usta całkiem naprawdę – wiem, bo wyjąc czytałam :)
    zakurzona, zdecydowanie polecam, mam obie, moge pożyczyć :)

     

  64. Serial pamiętam, a jakże :-) Dwa programy w ówczesnej telewizji sprawiały, że oglądali to niemal wszyscy. Ale co do książki – brakuje mi w Twojej analizie takiego historycznoliterackiego kontekstu. To trochę tak, jakby się śmiać z „Marii” Malczewskiego czy powieści Waltera Scotta. Nikt już do nich nie zagląda, to prawda, bywają zabawne, ale wbrew pozorom mówią bardzo wiele o epoce i mentalności ludzi. A jeśli dodać do tego jeszcze – w Isaurze – temperament i charakter Ameryki Południowej?

    Odpowiedz

  65. heleno, bo to nie jest tekst (ani blog) krytycznoliteracki.
    prawdziwe poważne analizy zostawiam fachowcom.
    nie wiem czy czytałaś Isaurę, ale tam autor naprawdę kurcgalopkiem zasuwa po wydarzeniach.
    skupia się tylko na zawirowaniach sercowych w zasadzie.
    jasne że da się w to wczytać i dokonać analizy, ale nie bardzo mi się chciało szczerze mówiąc. i tak myślałam, że tego nie skończę.

     

  66. Zauważyłam, że coraz poważniej podchodzisz do swoich recenzji, więc pomyślałam, że może będziesz zainteresowana szerszym kontekstem :-)

     

  67. w przyszłości chyba będę o tym myśleć, ale narazie czeka rodzina Kossaków, Schulz i jeszcze jeden temat.
    Nie wiem też czy umiem. Nie zapominaj, że nie mam żadnego kierunkowego wykształcenia. Wszystko biorę z głowy, czyli z niczego ;)

     

  68. O, „Na ustach grzechu” to co innego! Moje spaczone poczucie humoru jest w dużej mierze ukształtowane przez Magdalenę Samozwaniec. Do szesnastego roku życia przeczytałam wszystko, co napisała. Do dziś się półki uginają :-)

    Odpowiedz

  69. ja czytam teraz jej teksty przeróżne i mam wrażenie, że za późno sięgnęłam, albo tekst się zestarzał. nie bawi mnie.
    zaś „na ustach” chciałabym przeczytać. istnieją opinie mówiące, że to jej najlepszy kawałek, bo wymyślany z Lilką i Pawlikowskim(lub ojcem – tu są rozbieżne opinie) i potem nie było w jej twórczości nic, co by temu dorównało. nie czytałam, więc muszę znaleźć gdzieś :)

     

  70. Moje spaczone poczucie humoru też wzrastało na Samozwaniec. Na pewno „Na ustach” jest całkiem inne niż te późniejsze, obyczajowe kawałki. To po prostu parodia właśnie takich cudowności dla kucharek jak „Trędowata”. Dla porządku dodam, że napisała też opowiadanie „Kręgowata”, którego bohaterami są aktywista Michorowszczak i traktorzystka o mocnym kręgosłupie moralnym, która nie chce mu ulec. Tamże ukochane moje zdanie: „Zmysły do Wisły – wymamrotał i runął na opak w rwący nurt.” Polecam. ;-/

     

  71. Zakurzona, dawaj mailem adres pocztowy, albowiem właśnie wyjęłam z półki „Na ustach grzechu” i zamierzam Ci wysłać z urzędu pocztowego, który mam pod domem, więc doprawdy nie zrobię sobie krzywdy :-)

    Nie może być tak, że nie poznasz szybko bohaterki, która giętkie młode piersi z łatwością wysuwa ku tyłowi. Nie godzi się.

     

  72. Zawyłam, obudziłam śpiące psy, chorych rodziców, wiecznie głodne koty, mam za swoje :) Książkę muszę przeczytać, nie wiem tylko gdzie ją znajdę, ale poszukam koniecznie :) Dziękuję, po raz kolejny dzięki Tobie mój dzień stał się lepszy :)

    Odpowiedz

  73. Serial ten odcisnął takie piętno na mej rodzinie, że gdy Ojciec kupił Babci w prezencie śliczną, malutką chińską kurkę, to nazwał ją Izaura. Po jakimś czasie dobił do niej odpowiedni wzrostem Alvaro – naprawdę imponującej urody pomimo miniaturyzacji. Natomiast nasz stary kogut podwórkowy zyskał miano Leoncia. No, i oczywiście każda kobieta przy kości w języku podwórkowym to była Żanuaria. Jeszcze jak byłam w liceum to wystawialiśmy na przerwach sztukę p.t. „Swawolnica Dinosaura”, w której w zasadzie wszystkie role grał jeden uzdolniony kolega tudzież wykonywał tytułową pieśń niewolniczą ze słowami „unga sunga runge”. Piękne to były czasy.

    Odpowiedz

  74. A myśmy w pierwszej klasie śpiewały piosenkę na melodię z Akademii pana Kleksa: Wy nie wiecie, a ja wiem, że Isaura kocha się w takim chłopcu z szóstej (!) a, co na imię Tobiasz ma ;-)

     

  75. nagle zatęskniłam za szkołą średnią :D

     

  76. Jak miło się dowiedzieć, że Dinosaura nie świadczyła o świrze odosobnionym:)A Żanuarię mam w słowniku do dzisiaj, chociaż rzadko stosuję, bo potem muszę tłumaczyć niedouczonej młodzieży:)

     

  77. tak! u nas też się mówiło, ze wygląda jak Żanuaria! :)

     

  78. Ale zauwazyłyście, że Januarię wszyscy lubili? W sensie oglądających, oczywiście :)

     

  79. no oczywiście! ale zobacz na tym fragmencie, który jest dostępny na Youtube, ona wiecznie uśmiechnięta była. w prl-owskiej rzeczywistości była czymś bardzo odstającym. (pomijając oczywiście sztuczność gry i to, że ten uśmiech jest nieco przyklejony)

     

  80. Nie czytałam, wstyd! Ale oglądałam, co prawda 100 lat temu i średnio kojarzę o co chodziło, ale wypadało oglądać. Ubawiłam się nie tylko czytając Twój tekst, ale też niektóre komentarze wyżej. Szczególnie też o inicjatywie oddolnej obywateli Węgier:)

    Odpowiedz

  81. też mnie ubawiły komentarze :)

     

  82. Cudowny tekst! aż się łezka w oku kręci..eh :)) Serial pamiętam bardzo dobrze, mnie zawsze powalał tekst : „Jaunaria zmyliła straże” – zawsze gdy ta wielka kobita przedzierała się przez jakieś krzaczory coby przekazać info na linii Isaura-Tobiasz :) BTW ten Tobiasz to był sierota obrzygana, strasznie mnie denerwował :))
    pzdr Ruda z biblioteki

    Odpowiedz

  83. Świetne. Dziekuję Ci za ten wpis. I te cytaty…
    Parskałam śmiechem. Pozdrawiam

    Odpowiedz

  84. hahahah.tak się składa,że mam tę książkę w oryginale po portugalsku (lektura w ramach zajęć z literatury brazylijskiej [*] ), więc jeśli mogłabym prosić o rozdział i +/- stronę, bo zaintrygował mnie ten żydowin i jestem ciekawa jak to jest w oryginale i co naprawdę oznacza :D
    oczywiście przeczytałam 1/3 książki, bo nie dość, że w oryginale to faktycznie – szalenie mnie porwała ;)
    (dlatego dzięki za streszczenie,bo jutro prezentuję książkę na zajęciach :D)

    Odpowiedz

  85. Moi rodzice kupowali wszystko, co wydawał KIK, jestem więc prawie pewna, że gdzieś w trzecim rzędzie za Syrokomlą czy Chandlerem przykucnęło to wybitne dzieło. Trzeba je wydobyć koniecznie. Już nawet wiem, kto je ode mnie dostanie w prezencie (ma się rozumieć, po tym, jak sama je przeczytam).

    Moja Babcia namiętnie oglądała Modę na sukces i też uparcie twierdziła, że to ze względu na stroje. A znajoma ogląda Startreka i zeznaje, że chodzi jej wyłącznie o fryzury. Znacie jakiś serial do oglądania dla urody obuwia?

,
One comment on “Łabędź w ekstazie przedśmiertelnego śpiewu, czyli Isaura Guimaraesa
  1. Cudowny tekst :-) Przy zdaniu „Niezbadane są ścieżki umysłu Leoncia – podstępnego geniusza strategii.” leżałam, wijąc się po podłodze :-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *