Kto zabił fabułę. Antologia opowiadań kryminalnych

12940977_971459246242766_1617326411_oPewnie zauważyliście, że niektórzy blogerzy książkowi mało ostatnio piszą. Częściowo wynika to z nadmiaru pracy zawodowej, częściowo z nadmiaru pracy twórczej.

Otóż, Drodzy moi, pewne znane wydawnictwo o wieloletniej tradycji, zgłosiło się do naszej grupy z propozycją.

I oto… TADAM!
Wydajemy razem opowiadania kryminalne.
Część działań jeszcze przez chwilę będzie tajna, ale już możemy powiedzieć, że najprawdopodobniej w czerwcu będzie premiera książki „Kto zabił fabułę”.

Prawda, że fajny tytuł? Chcemy by okładka też była fajna, więc rozważamy różne propozycje.
Między innymi te trzy, które tu umieściłam.

ost2 ost

Całość łączy motyw książki.
O czym będą inne opowiadania, będziecie mogli przeczytać niebawem u pozostałych autorów.
A tworzą tę antologię poza mną jeszcze: Katarzyna, Piotr, Paulina, Agnieszka, Jan, Katarzyna.

O czym jest mój tekst? Może w ramach wprowadzenia zacytuję Wam początek.

– Kultura. Kultura! – Zygmunt Kurz nienawidził zaniedbywania obowiązków służbowych, zwłaszcza, gdy on prowadził wydanie. Rozejrzał się po wąskim gronie zebranych.
Odkąd kolegia przeniesiono z dziesiątej na dziewiątą, przychodzili na nie tylko wyznaczeni przedstawiciele działów i omawiający, reszta zjawiała się dopiero na popołudniowym. Wiadomo, bliżej deadline’u padają najważniejsze ustalenia i dopiero wtedy czuć prawdziwą energię tej roboty.
– Nie ma nikogo z kultury? Co z nimi? – prowadzący był poirytowany, ale nie zdziwiony. Rajmund Winnicki, czołowy krytyk literacki gazety, dopiero wczoraj wrócił z urlopu. Wpadł nawet na chwilę do redakcji, szukał czegoś wśród papierów na biurku i wyglądał na wymęczonego. Różnica czasu i pożegnalna impreza za oceanem zrobiły swoje.
Dziś pewnie jeszcze odsypia. I znów trzeba go będzie opierdolić. Czy oni wszyscy nie mogą się ogarnąć? Przychodzić punktualnie, dostarczać teksty na czas, sprzątać na biurkach. On, Zygmunt, zawsze sprzątał. I jadł na stołówce, zamiast rozstawiać wszędzie zasyfione miski z resztkami sałatek. Jakim cudem Winnicki był taki gruby, skoro jadł wiecznie tylko te sałatki?
– AAAAAAAAAAAAAA!!! – wrzask dobiegający z gabinetu naczelnego, zagłuszył nawet myśli Zygmunta. Wszyscy spojrzeli po sobie, a wściekły prowadzący ruszył w kierunku dźwięku. Nie będą mu przerywać kolegium bez powodu!
Powód się jednak objawił. Znalazła go Krystyna Ząbek, sekretarka naczelnych. Powód, pod postacią Rajmunda Winnickiego, spoczywał na wykładzinie w gabinecie szefa i wyglądał, jakby intensywnie wpatrywał się w sufit.
– Co on ma w ustach? – Marta Malinowska, dziennikarka pisząca o zdrowiu, z chorobliwą fascynacją pochyliła się nad denatem. – Ale jaja! Ktoś go udusił jego starą recenzją!
– Wyjść! Natychmiast wyjść! Nie zacierajcie śladów! Trzeba zawiadomić policję. I szefa. – Zygmunt odzyskał zimną krew, wypchnął z gabinetu ciekawskich, i zaczął sobie przypominać wszystkie dziwne wydarzenia z ostatnich tygodni…

 

[dopisek z 3.04: Powyższy wpis był żartem na 1 kwietnia. Przyznaję jednak, że świetnie się bawiliśmy wymyślając szczegóły, a gdy przeczytałam fragmenty rzekomych opowiadań współautorów, uznałam że to nie musiałaby być zła antologia :) ]

Share

8 Comments

    1. zakurzona Post author Reply

      Ale Winnicki jadł w pracy chude sałaty. Pewnie miał jakieś grzeszne kulinarne tajemnice ;)

    1. zakurzona Post author Reply

      To znany surówkowy wymiatacz :)
      Poza tym z tymi owocowymi to był przytyk do moich, założę się!

    1. zakurzona Post author Reply

      to dość istotne, ale jak się okazuje nie najistotniejsze :)
      (pewnie zjechał jakąś książkę blogerów)

  1. BratZacieszyciela Reply

    Stanisław Lem był specjalista od wstępów do nieistniejących dzieł, recenzji wyimaginowanych traktatów i słowników. Ja, maupując, zostałem recenzentem recenzji filmowych pewnej blogerki. Dziedzina rozwija sie sukcesywnie, jak widać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *