Książki jako inspiracja do zmiany

Pod jedną z poprzednich notatek odpowiedziałam na komentarz PaniX, w efekcie czego zostałam poproszona o podanie listy książek, które pomagają kształtować charakter i mogą być pomocne przy zmianie stosunku do świata.
Okazuje się, że to nie takie proste.
Często w chwilach zwątpienia miałam wrażenie, że wszyscy radzą sobie z życiem lepiej niż ja. Nie że mają w życiu lepiej, tylko że lepiej sobie z tym, czego doświadczają, radzą.
Widząc, że ktoś żyje tak, jak ja bym chciała, zastanawiałam się jak on to robi. Czasem nawet pytałam, pisałam maile, potrzebowałam recepty.
Dopiero po czasie dotarło do mnie, że było dokładnie tak, jak pisze Covey:
Kiedy w życiu jednostek, rodzin i organizacji opartych na trwałych zasadach dzieje się dobrze, zaciekawia to innych. Podziwiają oni siłę i dojrzałość takich ludzi, jedność i współpracę w rodzinach, współdziałanie dostosowane do zmiennych warunków w organizacjach. Natychmiastowa reakcja ludzi odkrywa ich podstawowy paradygmat. Pytają: „Jak ty to robisz? Naucz mnie tych sposobów”. Naprawdę mówią wtedy: „daj mi jakiś doraźny środek, który uśmierzy mój ból”.

Chciałam czegoś w stylu: „rano pięć razy ściskam lewe ucho, potem łykam trzy płatki tulipana; no i śpię przy otwartym oknie. jeśli zrobisz to, co ja – poczujesz się dobrze”.
Tymczasem nie tak łatwo wyjaśnić, jak się dotarło do momentu, w którym się jest. Na to składa się mnóstwo spraw, wyborów, pracy i czasu. Można nawet próbować wyjaśnić komuś czym się kierujemy, ale to będą tylko słowa. Póki drugi człowiek nie przejdzie własnej drogi, sam siebie nie ulepi, możemy mu najwyżej orientacyjnie wskazać kierunek. A i tak nie wiadomo, czy jemu tak samo spodoba się to, co po przejściu tą ścieżką zobaczy.
Na to, kim jesteśmy dzisiaj, składają się wszystkie nasze doświadczenia, ludzie których spotkaliśmy i tak naprawdę drobiazgi. Książki też, ale póki w środku nie zdarzy nam się takie KLIK, które sprawi, że wszystko, co przeczytaliśmy, zobaczyliśmy, przemyśleliśmy i przeżyliśmy nabierze nowego sensu, nasze lektury będą budowaniem fundamentu. Nie zaczarują nam rzeczywistości, ale każda z książek będzie ważna. Po tym KLIK, do niektórych z nich wrócimy, by na nowo odczytać wskazówki.
Bodajże w „Opętanych” Gombrowicza był taki fragment… Nie mam pewności, bo czytałam to raz kilkanaście lat temu, mogę więc trochę przekłamywać. Był tam dziadek, z którym nie było kontaktu, a któremu wszyscy chcieli pomóc coś sobie przypomnieć. Z rozważań wyszło im, że poprzednio do pożądanego zachowania sprowokował go jakiś gest domownika; wszyscy zainteresowani zaczęli więc wykonywać dziwne ruchy, sekwencje kroków i gestów, i obserwować czy to zadziała. Ktoś zastygał z łokciem pod dziwnym kątem, ktoś inny przedziwnym gestem rozkładał talerze na stole.
Mam wrażenie, że z tym naszym dochodzeniem do tego, o co nam w życiu chodzi i co chcielibyśmy ze sobą zrobić, oraz szukaniem osobistego sensu życia (który sobie wypracujemy i nadamy/stworzymy) jest jak z sytuacją z „Opętanych”. Nie do końca wiadomo, dzięki czemu nam wszystko wskoczy na swoje miejsce. Może wystarczyć jakiś dialog w powieści, albo scena w filmie, inspirujące zdanie wyczytane na blogu (np. w komentarzach u Baronowej często się zdarza) i nagle słychać KLIK. I wszystko, co nas w to miejsce zaprowadziło, nabiera innego sensu.
Nie odrzucałabym niczego.
Niedawno osoba, która prowadzi na facebooku jedną ze stron mającą propagować czytanie, napisała coś, co mnie odrzuciło. Na komentarz, w którym ktoś prosił o podpowiedź, co czytać, odpowiedziała: (tu miał być cytat, ale nie mogę go odnaleźć, dlatego napiszę jak pamiętam) „ma pan rację, istotne jest przecież to co się czyta. Przecież oczywiste jest, że czytanie Kalicińskiej nie ma żadnej wartości”.
Nie mogę się z tym zgodzić. W żadnym wypadku. Przyznaję, że zastanawiając się, co ludzie w tej lekturze widzą i na ile serial, którego jeden odcinek widziałam i uznałam za beznadziejny, oddaje charakter książki, próbowałam przeczytać „Dom nad rozlewiskiem”. Dobrnęłam bodajże do dwudziestej strony i uznałam dalsze zmuszanie się do tej lektury za stratę mojego czasu. Ale to była strata czasu dla mnie. Komuś innemu ta książka może coś dać, z czymś się skojarzyć, coś przypomnieć.
Za stratę mojego czasu uznałam też, po kilku podejściach, parę książek nominowanych, czy nawet nagrodzonych Nike. Były więc stratą czasu dla mnie, dla innych zaś okazały się wartościowe.
Sądzę, że trzeba uważać z takimi stwierdzeniami, zwłaszcza jeśli ma się ambicje, by kształtować postawy innych.
Kiedy pracowałam w księgarni, przychodziły do mnie starsze panie z notesikami wypełnionymi dziesiątkami tytułów ulubionych autorek – głównie romansów. Zapisywały, by nie zdublować. Nie pokusiłabym się o stwierdzenie, że te lektury nic im nie dają.
Im więcej zobaczymy, przeżyjemy, przemyślimy, wyczytamy, tym szybciej (przynajmniej w teorii) powinno nas to zaprowadzić do celu.
Z tym że jak dotrzemy do celu, dopiero będziemy musieli zacząć zasuwać :)
(…) musimy wybrać cele i zasady, zgodnie z którymi będziemy
żyć; w przeciwnym razie próżnia się wypełni, a my utracimy naszą samoświadomość i
będziemy żyć niczym pełzające zwierzęta, które żyją głównie po to, by przetrwać i
rozmnażać się. Ludzie, którzy egzystują na tym poziomie, nie żyją; „są przeżywani”.
Reagują nieświadomi swojego wyjątkowego wyposażenia, które tkwi w nich nie rozwinięte
i nie wykorzystane.
Nie można go rozwinąć w trybie przyspieszonym. Tu rządzi prawo plonów; zawsze
będziemy zbierać to, co posiejemy – nic więcej, nic mniej.
(…)Szkolone na coraz wyższym poziomie sumienie będzie nas wieść po ścieżkach
osobistej wolności, bezpieczeństwa, mądrości i siły.
Przesuwanie się po wznoszącej się spirali wymaga od nas, byśmy się u c z y l i ,
z o b o w i ą z y w a l i   i   d z i a ł a l i  na coraz wyższym poziomie. Jeśli uznajemy, że
osiągnęliśmy wystarczający poziom, sami siebie wprowadzamy w błąd. Żeby utrzymać się
w postępującym ruchu, musimy uczyć się, zobowiązywać, działać – uczyć się,
zobowiązywać i działać – i znowu uczyć się, zobowiązywać i działać.
(„7 nawyków skutecznego działania” Covey)
Jednak lektury są ważne. Bardzo proszę o pomoc.
Chciałabym, by napisali Państwo, jakie książki coś w Was poruszyły, pomogły coś zobaczyć pod innym kątem, pomogły w rozwijaniu się. Nie musi to być psychologia czy filozofia. Może być cokolwiek – także coś, w czym poruszyło Was jedno zdanie. Mogą być również filmy.
Coś inspirującego.

Ja zacznę. Może poza PaniąX, ktoś jeszcze znajdzie w tym spisie coś interesującego.
Liczę, że dzięki Wam i temu, co napiszecie, ja też dowiem się czegoś nowego.
– „W poszukiwaniu sensu życia” Maria Szyszkowska,
– „W poszukiwaniu własnej drogi” Maria Szyszkowska w rozmowie z Gabrielem Michalikiem,
– ” Męka twórcza. Z życia psychosomatycznego intelektualistów” Barbara N. Łopieńska,
– „Przepływ” Mihaly Csikszentmihalyi
– „7 nawyków skutecznego działania” Stephen Covey,
– „Kiedy ryby latają” John Yokoyama i Joseph Michelli,
– „Ostatni wykład” Randy Pausch, Jeff Zaslow
– Książki Kazimierza Obuchowskiego – załapałam się jeszcze na jego wykłady na uczelni.
Ale też mnóstwo dzienników i biografii. Na przykład Dzienniki Gombrowicza. 
Karen Horney czytałam całkiem sporo – zwłaszcza „Neurotyczną osobowość naszych czasów” -ale takie miałam zainteresowania. Fromma trochę.
Martin Eden Londona i wiele wiele innych, których tak na szybko nie przywołam.
Pewnie mi się skojarzy, gdy Wy zaczniecie wymieniać swoje tytuły.
Pomożecie?
——————————————————————————————————-

34 komentarze:

  1. Całkowicie się podpisuję pod tym co napisałaś. I pod cytatem Covey’a. Życie traktuję jako ciągłą naukę, i nie ma tak, że teraz już osiągnęłam wystarczający poziom i stop. Nie umiałabym tak żyć.
    Myślę też, że pomaga mi w tym pewna „zdolność”, do wyciągania wniosków, ze wszystkiego co się przydarza, co oglądam chociażby. Ale też mam wyraźnie zaznaczone granice i już wiem, że poniżej pewnego „poziomu” nie zejdę, bo nie znajdę tam tego czego szukam. Stąd np. pewne filmy omijam szerokim łukiem, bo wiem że ich treść do mnie nie trafi. Można powiedzieć że w jakimś sensie znam kierunek i on pomaga mi trafiać tam gdzie powinnam być.

    Odpowiedz

  2. I jeszcze coś, moim zdaniem ważnego. Inspiracja znajduje się wszędzie, dookoła nas. Sęk w tym, że wielu ludzi przegapia swoje własne impulsy, przebłyski. Wg mnie wszystko się zaczyna od otwartego umysłu, chęci zmiany. Bez tego, możemy czytać książki najmądrzejszych i najbardziej oświeconych osób świata a nic z nich nie wyniesiemy. Jak mówi mądre porzekadło „kiedy uczeń jest gotowy, pojawia się nauczyciel”, a nauczycielem może być wszystko, wcale nie musi być to konkretna osoba.

    Odpowiedz

  3. bardzo bardzo pojemny temat. aż chce się o nim długo i namiętnie pomysleć.

    trzy cytaty które definiują moje podejście do życia:) (no i które wciąż mają silne znaczenie dla mojego rozwoju :)

    „W węźle składającym się z ośmiu przełożeń, który jest węzłem średniej wielkości, istnieje możliwość dwustu pięćdziesięciu sześciu różnych kombinacji. Jeśli uczynisz choć jedną zmianę w ułożeniu liny, otrzymasz zupełnie inny węzeł albo nie zawiążesz żadnego węzła.
    Księga węzłów Ashleya”

    * Annie Proulx „Kroniki portowe”

    „Każdy przecież początek
    to tylko ciąg dalszy,
    a księga zdarzeń
    zawsze otwarta w połowie”

    W. Szymborska

    Jest jeszcze cytat z młodości – McMurphy z Lotu nad kukułczym gniazdem i jego „Przynajmniej spróbowałem”. czyli – Ken Kesey

    Odpowiedz

  4. „Jeśli masz marzenie, musisz je chronić. Ludzie nie potrafią sami czegoś zrobić, więc mówią, że ty też nie możesz. Jeśli czegoś chcesz, to zdobądź to. Kropka.” – W pogoni za szczesciem.

    swietny film. czesto do niego wracam.

    „Maly Ksiaze” „Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.”

    I Rysiek Riedel: „Przestałem marzyć, jak człowiek nie marzy, umiera.”

    moglabym jeszcze wiele, ale te jakos szczegolnie do mnie „przystaly”.

    Odpowiedz

  5. Ogólnie książki mam tylko dla rozrywki, tam walczę i zabijam bezkarnie ;)
    Ale jeśli już mam wybierać to Pratchett. Głownie Babcia W. i jej głowologia.
    A także Millenium, Lisbeth i „analiza konsekwencji”

    Odpowiedz

  6. Mnie bardzo pomogła w trudnych chwilach (uważałam wtedy, że bez wyjścia, bałam się zmian w życiu jak diabeł święconej wody) książka Ewy Foley
    „Zakochaj się w życiu”. Podręcznik małych i dużych kroków dla poszukującej duszy. Kiedy potrzebuję wracam do niej zawsze. Jest to jedna z niewielu gdzie druk dtje się wytarty od przekładania kartek.

    Pani X życzę powodzenia. Mnie się udało.
    Pozdrawiam
    Ola

    Odpowiedz

  7. Tak na zawołaniu z przeczytanych w nieodległym czasie przychodzi mi do głowy Marta Fox „Kobieta zaklęta w kamień”(o trzymaniu siebie na smyczy, o wyzwalaniu się z konwenansów, ograniczeń, które sobie sami narzucamy), Erlend Loe „Doppler” (krytyka społeczeństwa konsumpcyjnego, a jednocześnie przezabawna i fantastyczna książka). Książek poradnikowych nie czytam, póki co ;-) I ostatnio trafiam na fantastyczne wiersze, albo one na mnie, jak ten:

    Charles Bukowski

    Serce roześmiane (The Laughing Heart)

    twoje życie należy do ciebie
    nie daj go sobie wtłoczyć w ramy nędznego poddania.
    czuwaj.
    … zawsze jest wyjście.
    gdzieś musi być światło.
    niekoniecznie dużo ale
    wystarczy by rozproszyć mrok.
    czuwaj.
    bogowie dadzą ci możliwości.
    poznaj je.
    skorzystaj z nich.
    nie, nie pokonasz od razu śmierci
    ale możesz dać jej łupnia w życiu, czasami.
    a im częściej dasz sobie z tym radę,
    tym bardziej rozproszysz mroki.
    twoje życie należy do ciebie.
    pamiętaj o tym, póki jeszcze je masz.
    jesteś cudem.
    bogowie tylko czekają by zacząć się zachwycać
    tobą.

    pozdr. ola

    Odpowiedz

  8. Czasem KLIK przychodzi szybko, jednak częściej czekam na niego długo.Przychodzi z zupełnie niespodziewanej strony/osoby, książki,wydarzenia/Napewno poszukam Covey’a. Polecam książki Ewy Woydyłło,a jako pewne kompedium Grażyny Dobroń „Instrukcję samoobsługi człowieka”.A ostatnia pasja to Vetulani „Mózg:fascynacje, problemy, tajemnice”.Pozdrawiam.Justyna Sosnowiec.

    Odpowiedz

  9. I super, że wywołałaś taki temat. Chętnie też się poinspiruję ;-) Ostatnio mam przesyt fikcji i czytam biografie. Teraz o Skłodowskiej-Curie.
    jeszcze raz
    ola

    Odpowiedz

  10. „PoŻądanego” :). No chyba, że „porządnego” . Przepraszam za tę uwagę, ale aż mnie zakłuło.

    Odpowiedz

  11. Dzięki Ci, Zakurzona, za tego posta! Za tytuły, które polecasz. Ja wciąż pracuję, szukam i drążę. Praca nad sobą jest niesamowicie trudna. Często łapię się na myśleniu, że jestem wyjątkowo słaba w radzenie sobie z życiem. I chciałabym, żeby ktoś mnie tego ‚radzenia’ nauczył.

    Pozdrowienia serdeczne :)

    Odpowiedz

  12. Ernst Wiechert „Dzieci Jerominów”

    S.A. Kierkegaard „Albo-albo” oraz ten cytat (z „Diapsalmata”?):
    „Mowię o swoim smutku jak Anglik o swoim domu: mój smutek is my castle.
    Mój smutek to mój zamek, który jak orle gniazdo leży wysoko na szczytach gór pomiędzy chmurami; nikt go zdobyć nie może.
    Mam tylko jednego przyjaciela – to echo. A dlaczego echo jest moim przyjacielem? Bo kocham mój smutek, a echo mi go nie zabiera.
    Mam tylko jednego powiernika – to cisza nocy. A dlaczego cisza nocy jest moim powiernikiem?
    Bo milczy.”

    J.D. Salinger „Franny i Zooey”, „Wyzej podniescie strop, ciesle”, „Seymour – introdukcja”, „Idealny dzien na ryby”

    John Fowles „Mag”

    John Irving „Modlitwa za Owena”

    Charles Bukowski „Kobiety”

    Odpowiedz

  13. strasznie mi się podoba to, co piszecie :)

    anonimie, dzięki za zwrócenie uwagi – spiesząc się przeoczyłam.

    Odpowiedz

  14. Dla mnie taką ważną lekturą było – najpierw usłyszane we fragmentach w jakiejś audycji radiowej, a później znalezione i przeczytane w całości – „Przebudzenie” Anthony’ego de Mello. Później przeczytałem kolejne pozycje. I mam wrażenie, że pod ich wypływem jakoś inaczej spojrzałem na świat.

    A w ramach charakterystycznego cytatu:
    „Modlitwa żaby” – „Kim jesteś”
    Kobieta pogrążona w śpiączce umierała. Nagle odniosła wrażenie, że została wzięta do nieba i stoi przed Sądem.
    „Kim jesteś?” rzekł do niej Głos.
    „Jestem żoną burmistrza”, odparła.
    „Nie pytałem, czyją jesteś żoną, ale kim jesteś?”.
    „Jestem matką czworga dzieci”.
    „Nie pytałem, czyją jesteś matką, ale kim jesteś”.
    „Jestem nauczycielką”.
    „Nie zapytałem, jaki masz zawód, ale kim jesteś”.
    I tak dalej. Niezależnie od tego, co odpowiadała, nie wydawało się to być zadowalającą odpowiedzią, na postawione pytanie: „Kim jesteś?”.
    „Jestem chrześcijanką”.
    „Nie pytałem, jaką religię wyznajesz, lecz kim jesteś”.
    „Jestem tą, która co dzień chodziła do kościoła i zawsze pomagała biednym i potrzebującym”.
    „Nie pytałem, co czyniłaś, ale kim jesteś”.
    W końcu, najwidoczniej przesłuchanie okazało się niezadowalające, bo została z powrotem przysłana na ziemię. Gdy wydobrzała po chorobie, postanowiła odkryć, kim jest. I na tym polegała cała różnica.

    Twoim obowiązkiem jest być. Nie być kimś, ani też nikim – bo w tym leży chciwość i ambicja – nie być tym lub tamtym – a więc uwarunkowanym – ale po prostu, być.

    Odpowiedz

  15. Nie wiem, kiedy zaczęłam zdawać sobie sprawę, że mam tak dużą świadomość tego, że pewne rzeczy, które wydarzyły się w moim życiu, wydarzyły się w danym momencie – dlatego, że właśnie wtedy byłam na nie gotowa. I nie mogły wydarzyć się wcześniej. I nie będzie ich później. Po prostu. Suma doświadczeń i przeżyć sprawia (i sprawiła), że musi nadejść odpowiedni moment, byśmy mogli zrozumieć i przyjąć to, co dostajemy. Nie znaczy to wcale, że teraz jestem zen i zdaję się na Los, czy jak to tam nazwać. Psioczę, marudzę, chcę teraz – zaraz albo nie chcę wcale. Ciągle przecież moje JA nabiera kształtów.
    Dokładnie tak, jak napisałaś „Na to, kim jesteśmy dzisiaj, składają się wszystkie nasze doświadczenia, ludzie których spotkaliśmy i tak naprawdę drobiazgi.”

    Co do książek, to są dwie o których mogę powiedzieć, że były ważne. Pierwszą z nich Christine F. „My, dzieci z dworca ZOO” – przeczytałam będąc bodajże w wieku bohaterki i wstrząsnęła mną. Myślę że w ogromnej mierze ta lektura miała wpływ na to, że nigdy nie miałam ochoty sięgnąć po narkotyki i tak ogólnie, bałam się jakiegokolwiek uzależnienia.
    Druga dość ważna pozycja, zaznaczyła się w moim życiu, kiedy byłam już nastolatką taką bliżej 18 – stki i był to”Pamiętnik narkomanki” Barbary Rosiak. Znałam tę książkę prawie na pamięć. Uwielbiałam ją cytować. Tak najprościej – ta książka pomogła mi być twardzielką. Kto czytał, ten wie, że w sumie to dość dołująca lektura i teraz, po latach – zastanawiam się, jak mogła mi tak długo towarzyszyć z tak pozytywnym skutkiem. :) Bo jestem i byłam przecież, bardzo pogodną i spokojną osobą. Ale niezależnie od tego, niezaprzeczalnie miała duży wpływ na mój hart ducha.

    Zaczęłam rozmyślać nad filmem i zdałam sobie sprawę, że ten, który bardzo lubię, oglądam, ponieważ uświadamia mi, że mam marzenie.
    A czasami wręcz przypomina o nim. :) Podświadomie sięgam po niego w chwilach smutku, poprawia mi wtedy nastrój i mobilizuje. Jest w nim coś, co za każdym razem mnie uskrzydla i tak naprawdę, kilka tygodni temu, po obejrzeniu go chyba po raz 30 uznałam, że czas już zacząć działać. I działam. :) (film to „Masz wiadomość” a co dokładnie mnie inspiruje z niego, to zachowam dla siebie jeśli pozwolisz, żeby nie zapeszyć aktualnym poczynaniom.)

    I nie wiem, czy to nie za dużo jak na pierwszy od lat komentarz u Ciebie. :) /bo ja Cię czytałam, jak jeszcze byłaś karrotką :)

    Odpowiedz

  16. Biblia.
    starożytni stoicy.
    Jan Chryzostom Pasek.
    Petrarka.
    Szekspir.
    John Donne.
    w sumie to literatura staropolska cała.
    Sienkiewicz, Mickiewicz, Gałczyński.
    Musierowicz, Nienacki, Niziurski.
    baśń o trzech prządkach, o krzesiwie, baśnie narodów Związku Radzieckiego, i tak dalej, i tak dalej.

    Odpowiedz

  17. Olu, ten wiersz Bukowskiego mnie zachwycił.

    Cały czas szukam tej jednej książki, która mnie poruszy do głębi. Myślę jednak, że odkrycie, jak ważna była dana lektura, może zająć lata. Inspirujące były dla mnie „Życie Pi”, „Białe na czarnym”, książki Hanny Krall; w tym sensie, że wzbudzały we mnie chęć, żeby zrobić coś ze swoim życiem (podobnie jak wystąpienia Nicka Vujicica i Seana Stephensona, można znaleźć na YT) i porzucić wieczne biadolenie na rzecz wprowadzania pozytywnych zmian. Chęć szybko zakopuje się pod stertą kłopotów, ale pracuję nad tym, żeby ją trzymać na powierzchni ;)

    (Znów napisanie komentarza zajęło mi kilkadziesiąt minut i mam ochotę go skasować, ale postanowiłam, że tym razem wyślę. Żebyś wiedziała, Elżbieto, że jest tu taka jedna, która często chce się odezwać, ale jej głupio i że choć się nie odzywa, to czyta i dużo jej to czytanie daje).

    Pozdrawiam

    Odpowiedz

  18. Czytam zawodowo bardzo dużo książek niekoniecznie takich, które lubię. I niekoniecznie dla swojej płci i wieku ;) Dlatego jeśli już czytam coś dla siebie to jest to lekkie, łatwe i przyjemne. Do pośmiania się (nieśmiertelna Chmielewska) Trylogia Millenium, Czy Kalicińska właśnie. Broń Boże nie biorę się za nic przy czym trzeba myśleć. Myślę zawodowo ;). I tak np mnie się ta „rozlewiskowa saga” bardzo podobała, wręcz uporządkowała mi wiele rzeczy, które akurat w moim życiu lezą i kwiczą. Może właśnie musi leżeć i kwiczeć, żeby się podobało? Bo tam w tej książce tez leży ;)A! I krrrwawe krrryminały, które dobrze mi robią na psychikę (znaczy nie jest dobrze?)

    Pozdrawiam z przymróżeniem oka ;)

    P.S.1. Oczywiście kiedyś czytałam rzeczy mądre i miałam czas, żeby się nad nimi pochylić. Teraz jestem baaaardzo powierzchowna. Takie czasy ;) Wolę podziergać ;)

    P.S.2. Ale za to czytam mnóstwo recenzji i notek takich jak ta ;)

    Odpowiedz

  19. Jakieś 20 lat temu w bibliotece mojej mamy trafiłam na książkę Louise Hay „Możesz uzdrowić swoje życie”. Właśnie trwały przygotowania do mojego ślubu, który po lekturze tej książki ( i dogłębnych przemyśleniach) odwołałam!
    Bogu dziękuję, że ta książka wpadła wtedy w moje ręce, bo uniknęłam z pewnością wielu dramatów z rozwodem na czele.
    Cytatu żadnego nie pamiętam, ale główna myśl była mniej więcej: żyj w zgodzie ze sobą, najgorsze, co można zrobić, to oszukiwać samego siebie.
    A do Coveya jakoś nie mam przekonania, może dlatego, że jak pracowałam w ubezpieczeniach był lekturą obowiązkową?
    Marta z Lublina

    Odpowiedz

  20. Chciałam napisać o de Mello, ale już mnie ubiegł D- :) W każdym razie „Modlitwa żaby” i „Śpiew ptaka” to są książki, które mnie podnoszą z dołków. Niby nic, takie tam opowiastki, a zawsze znajdę w nich coś pocieszającego, taki KLIK, dzięki któremu nagle patrzę na problem inaczej i nagle on się staje bardziej znośny.
    Nie należę do ludzi, którzy „pracują nad sobą i nad swoim życiem”. Kiedyś, być może też pod wpływem lektur, ale nie pomnę, jakich, doszłam do wniosku, że chcę być zwyczajnie szczęśliwa, na ile się da, i umieć cieszyć z tego, co mam [no dobra, o tym było sporo u de Mello ;)]

    Zaś w dzieciństwie duży wpływ na mnie wywarła „Mała księżniczka” F. H. Burnett – o tym, że damy nie robią awantur i powściągają gniew. Chociaż teraz nie wiem, czy to było dla mnie aż takie dobre ;]

    Odpowiedz

  21. przypomniało mi się gdy padło hasło ubezpieczenia. książka rozdawana w ramach szkoleń średniemu managementowi. osoboście uratowała mi życie w bardzo prywatnym momencie i traktuję ją jak biblię :)

    http://kto-zabral-moj-ser.pl/

    Odpowiedz

  22. „Pollyanna” Eleanor H. Porter
    emda

    Odpowiedz

  23. A gdyby ktoś zastanawiał się nad tym, dlaczego tak się stało, że potrzebuje zmiany, polecam na przykład „Toksycznych rodziców”.

    Odpowiedz

  24. Ja też dostałam „Kto zabrał mój ser” na takim samym szkoleniu.
    Spt, może pracowałyśmy w tej samej firmie?
    Marta z Lublina

    Odpowiedz

  25. pochodzę z Lublina, ale ani tam ani nigdzie indziej nie pracowałam w ubezpieczeniach. książka trafiła do mnie innymi kanałami :)

    Odpowiedz

  26. mogę sobie wydrukować te komentarze? mogę, mogę??:)
    Serio, dostałam nerwowej trzęsiączki – kiedy to wszystko przeczytam! :)
    Swoje typy też wpiszę ale jeszcze nie w tej chwili – warunków do skupienia zero bo dzieciarstwo snuje się za plecami i ględzi:o

    Odpowiedz

  27. jak Wy mi się ludzie podobacie :)))

    Odpowiedz

  28. W dzieciństwie „Ania z Zielonego Wzgórza” i „Tajemniczy ogród”.Pózniej Sapkowski,Lem,Stachura,Jerofiejew,Bułhakow,Sylwia Plath,Bukowski,Tokarczuk…Chyba największe inspiracje i odciski na duszy :)

    Odpowiedz

  29. dobra, teraz, ja :)
    kiedyś po pierwsze – Herman Hesse „Wilk stepowy”

    „A jeśli nawet jestem zbłąkanym zwierzęciem, nie rozumiejącym otaczającego świata, to przecież moje głupie życie ma jakiś sens, skoro coś we mnie udziela odpowiedzi, odbiera wołania z dalekich wyższych światów, gromadzi w moim mózgu tysiące obrazów”
    „Jesteś dla tego prostego, wygodnego dzisiejszego świata, zadowalającego się byle czym, za bardzo wymagający i za głodny, on cie wypluwa, masz dla niego o jeden wymiar za dużo.”

    Ten i jeszcze parę innych cytatów na długie lata zasiedliło moją głowę – pasując do większości życiowych zakrętów..
    I jeszcze:
    „Zabić drozda” Harper Lee,
    „Miasto na górze” Bułyczowa
    oraz – jak by inaczej „Mistrz i Małgorzata” – czytane niezliczoną ilość razy.

    I nie skończę tej listy bo co chwila przypominają mi się jeszcze inne bardzo dla mnie ważne- „Ziele na kraterze” Wańkowicza, „Notatnik” Kamieńskiej, „Wszystko co najważniejsze” Oli Watowej itd. itd…

    Odpowiedz

  30. Sama sobie chętnie wydrukuję te komentarze :)

    Odpowiedz

  31. tak na szybko dwie książki:

    ‚Jak będąc kobietą w dowolnym wieku zepsuć życie sobie i innym. Poradnik dla początkujących’ Hanki Lemańskiej

    i ‚Biegnąca z wilkami’ Clarissy Pinkoli Estes

    Odpowiedz

  32. Koniecznie ksiazka Marlen Haushofer – Sciana

    Odpowiedz

  33. Guy Grieve „Zew natury. Moja ucieczka na Alaskę”
    Uwielbiam tą książkę, nie tylko dlatego, że jest o mojej „ziemi obiecanej” czyli Alasce ;)
    Zakurzona, trafiłam dziś na Twojego bloga i bardzo się wciągnęłam, pozdrawiam!

    Odpowiedz

  34. Aktualnie czytam „Wychowanie przez czytanie” (bardzo polecam „prowincjonalnej nauczycielce”) i znów natknęłam się na tytuł, o którym zapomniałam. Nigdy nie miałam takiej mojej listy i stąd ta amnezja.

    Oprócz „Martina Edena” Jacka Londona, którego przypomniałaś mi Ty, chcę tu dopisać „Nędzników” Victora Hugo. Przeczytałam ich chyba jeszcze w podstawówce, natchnięta filmem obejrzanym w telewizji. Przeczytałam wersję pełną bez skrótów. Ta powieść zmienia spojrzenie na życie i na ludzi totalnie. Szczególnie to dążenie do wymierzenia sprawiedliwości za wszelką cenę przez komisarza Javerta, jego zapalczywość i wytrwałość w zbliżaniu się do wyznaczonego celu.
    A przed oczami mam ciągle widok rewolucyjnych barykad z opisów.
    Pozdrawiam Cię ciepło.

One comment on “Książki jako inspiracja do zmiany
  1. Dla mnie kiedyś taką inspirującą był „Buszujący w zbożu”. Teraz chyba szukam czegoś nieco odmiennego. W tym momencie do zmiany popycha mnie częste czytanie blogów i książek motywacyjnych. Ostatnio zaczęłam Ego-rcyzmy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *