Jonas Jonasson. Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął

 

20140720_170800a„Brawurowa powieść, która zachwyciła 1,5 miliona czytelników”, ale nie Zdanowską.

Bardzo się ucieszyłam, że  udało mi się znaleźć wydanie „niefilmowe”. Uważam że wydawanie książek ze zdjęciami z filmów, które powstały na ich podstawie, krzywdzi książki. Nawet jeśli film jest dobry. W tym przypadku podobno jest. Nie wiem, nie widziałam.

Zależało mi, żeby przeczytać książkę, nim pójdę do kina. Zwyczajnie wolę taką kolejność. Kiedy książkę czyta się po obejrzeniu ekranizacji, ciężko jest wyrzucić z głowy aktorów i w pełni rozsmakować w lekturze. Mnie jest ciężko.

Przeczytałam i chyba zaoszczędzę na bilecie.
Nie mam nic przeciwko retrospekcjom, nawet jeśli stanowią 75 procent fabuły, ale niech to dokądś prowadzi. Na początku stulatek wyskoczył przez okno. Przez pół książki czekałam, aż coś z tej historii wyniknie. Poza niezbyt śmieszną komedią omyłek, nic nie wynikło. Sądziłam, że retrospekcje dokądś czytelnika, czyli mnie, zaprowadzą. I tu pudło. Retrospekcje pokazują nieprawdopodobne koleje losu człowieka, na zasadzie „co by było gdyby”, wplecione w wielką historię i epizody dotyczące światowych przywódców. Trzy takie sytuacje może mogłyby rozbawić, ale tu są mnożone na zasadzie popisów klownów. Facet spada z krzesła, podnosząc się klinuje stopę w wiadrze, uderza w półkę, zrzuca na siebie kowadło, a na końcu jeszcze dostaje tortem w twarz. Człowiek czyta i jest coraz bardziej znużony.
Drugie pół książki (gdy straciłam już nadzieję na pointę) czytałam przez tydzień. Cóż, „Paragraf 22” to nie jest.

Może gdyby to byłaby jakaś tam nieznana pozycja, uznałabym że jest taka sobie, nieco przesadzona i po prostu różnimy się z autorem poczuciem humoru. Ale jako światowy bestseller naprawdę rozczarowuje.
Może gdy się siedzi w kinie z grupą znajomych, a fabuła jest upakowana ciasno w dwugodzinne dzieło, jest to do strawienia. Mam jednak obawy, że nawet wówczas nie zaśmiałabym się ani razu.

Jako opowieść za bardzo wydumana i nieprawdopodobna, jako komedia – zupełnie nie mój klimat. Szkoda.

Jonas Jonasson
Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął
Świat Książki, Warszawa 2013

————————————————————-

15 komentarzy:

  1. Rozważałam pójście do kina na to ale chyba zrezygnuję. Nie dostatecznie interesująca mnie tematyka.

    lodyjagodowe.pl

    Odpowiedz

  2. Mnie się podobawszy i na film też, gdybym znalazł czas i kasę, chętnie bym się wybrał :)

    Odpowiedz

  3. Książki ciągle jeszcze nie przeczytałam… ale film był zabawny :) Słyszałam opinię, że książka jest trochę przegadana i nużąca, dlatego zwlekam z czytaniem…

    Odpowiedz

  4. Dzięki, to chyba pierwsza negatywna recenzja, jaką widzę :) A znając życie, też by mi się nie podobało – jak komuś się bestseller nie podoba, to na pewno mnie ;)
    Ja jeszcze dzielę ekranizacje na te, które chcę obejrzeć po przeczytaniu książki i na te, które chcę zobaczyć tylko w wersji filmowej. Ale Stulatka już mi się chyba nawet odechciało oglądać. Za wiele dobrych filmów czeka i czeka i czeka…

    Odpowiedz

  5. Nie lubię okładek filmowych i lubię, podobnie jak Ty, najpierw przeczytać książkę, a później obejrzeć jej ekranizację czy adaptację. „Stulatka…” nie znam i w najbliższych planach czytelniczych nie mam, ale lubię jak piszesz:)
    Chcę kupić „W drodze” Kerouaca, ale w tej chwili dostępne jest tylko jedno wydanie, z filmową okładką właśnie, więc cierpliwie czekam na kolejne.

    Odpowiedz

  6. Połowa mojej rodziny była na filmie ale ich opowieści skutecznie mnie zniechęciły (też uznałam, że różnię się poczuciem humoru). Książki też do ręki nie wezmę. Polecam za to „Gwiazd naszych wina” – lekturę skubnęłam nastoletniej córce i nie żałuję. Córka też przeczytała i teraz ciągnie na film. Obie będziemy ryczeć, nie ze śmiechu. Bardzo ciekawa jestem Twojej recenzji książki Johna Greena.

    Odpowiedz

  7. Do stulatka podeszłam ze sporym entuzjazmem, który niestety dość szybko opadł.

    „Gwiazd naszych winę” przeczytałam w niedzielę. W sobotę „Sieroce pociągi”. Dziś już chciałam zacząć o tych ksiązkach pisać, ale dopadł mnie jakiś migrenowy ból głowy. Może jutro się uda. Ale z tempa czytania można to i owo wywnioskować ;)
    Teraz czytam „Czesałam ciepłe króliki”.

    Odpowiedz

  8. No tempo zawrotne, migrenowe wręcz;) Cierpliwie czekam i przeganiam wszelkie bóle:)

    Odpowiedz

  9. Książkę mam, film mnie zaciekawił. Koniec końców o żadnej wersji nie mogę się wypowiedzieć. Z tego, co piszesz, pewnie wersja filmowa bardziej przypadnie mi do gustu – jakoś nie pasuje mi do książki podobna fabuła…

    Odpowiedz

  10. Jestem w trakcie. I właśnie takie mam wrażenie (po ledwie jednej czwartej), że to jakoś donikąd nie prowadzi. W każdym razie retrospekcje. Łudzę się, że chociaż historia właściwa gdzieś mnie zawiedzie. O tyle jeszcze inne podejście miałam, że trafiłam przypadkiem, nawet do niedawna nie wiedziałam, że film z tego zrobili.

    Odpowiedz

  11. Oj, mam tę książkę od kilku lat już na półce i wcale nie czuję się zachęcona do tego, aby szybko za nią chwycić. Na szczęście do kina się nie wybieram, także nigdzie mi się nie spieszy ;)

    Odpowiedz

  12. To bardzo przykre, ponieważ po obejrzeniu zwiastuna wydawało mi się, że to będzie wspaniała komedia i wspaniała książka. Jeśli faktycznie opiera się na zwykłej komedii omyłek to zdecydowanie nie będę zabierać się ani za książkę, ani do filmu nie będzie mi spieszno.

    Odpowiedz

  13. Historię stulatka czytałam kilka miesięcy temu i bardzo mi się podobała.
    Więcej o tej książce tu: http://agnesssinafrica.blogspot.com/2014/06/historia-pewnego-stulatka.html

    Jak widać gusta są bardzo różne i dobrze, przynajmniej jest ciekawie :)

    Pozdrawiam!

    Odpowiedz

  14. A ja czytając Stulatka pękałam ze śmiechu. Kwestia poczucia humoru, każdego bawi co innego. Dla mnie historia Allana wpleciona w historię świata byłą niesamowicie zabawna. Piszesz, że z wyskoczenia przez okno przez pół książki nic nie wynika. Przecież wynika już na samym początku – Allan, który czuje się zniewolony w domu starców, ucieka i żyje tak, jak mu się podoba, a nie tak jak nakazują mu lekarze i pielęgniarki. Jedzie przed siebie, gdzie go poniesie, przy okazji nieświadomie plącze się w porachunki gangu, ma naprawdę mnóstwo przygód, a na koniec pokazuje co naprawdę jest w życiu ważne – wolność osobista, przyjaciele i radość z życia. Co do filmu, to jest on bardzo słabo zrobiony i bez znajomości książki wydaje się niespójny. Wiele scen zostało pominiętych, zakończenie jest inne, a oglądając ma się wrażenie, że ciągle czegoś brakuje. Nie da się upchnąć tak bogatej w wydarzenia książki w dwugodzinny film. Po prostu nie da.

    Odpowiedz

  15. zajrzałam tu do ciebie od „ivonek” i musze przyznać ze klimat mi odpowiada, dużo o książkach, a ja tez zapisuje trochę swoich wrażeń z tych przeczytanych, witaj ;)

,
5 comments on “Jonas Jonasson. Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął
  1. A ja przeczytalam, chyba zaraz po wydaniu, zdaje się , ze w 2012? bo nawet nie miałam pojęcia , ze to był bestseller w tamtym momencie. Zakupiłam w wersji anglojęzycznej , nie polskiej, i śmiałam się do rozpuku. Fajnie prowadzona narracja, dużo mowy zależnej ( tak to jest chyba po polsku , mam na myśli reported speech), co potęguje humor. Do tej pory trzymam na Kindle i czytam , jeśli chcę sobie poprawić humor, ale nie czymś bezdennie głupim. Jestem ciekawa czy polski przekład jest aż tak słaby , a dowiem się niedługo bo mój mąż zakupił audiobooka , zdaje się , że czyta Artur Barciś. Tego autora czytałam jeszcze The Girl Who Saved the King of Sweden ( jak komuś przypadł do gustu Stulatek, to będzie się prawdopodobnie dobrze bawił) i Hitman Anders ( no cóż … można przeczytać, ale autor wyraźnie w niższej formie). Lektura z rodzaju lekkich,ale nie takich , które zapomnisz po tygodniu…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *