Jeszcze dzisiaj nie usiadłam. Agnieszka Drotkiewicz

20131215_105343aOto po miesiącu przerwy przymierzam się do tekstu o książce.

Agnieszkę Drotkiewicz znałam najpierw tylko ze słyszenia. Gdy byłam przed trzydziestką, każda młodsza ode mnie osoba wydająca książki, zapadała mi w pamięć. Potem się z tego wyzwoliłam – nie marzę już o napisaniu powieści a i młodszych ode mnie autorów pojawia się więcej. Coraz młodszych. Coraz więcej.

Później przeczytałam zbiór rozmów z pisarkami „Głośniej„, stworzony przez Agnieszkę Drotkiewicz i Annę Dziewit. To było niezłe.

Do „Jeszcze dzisiaj nie usiadłam” przymierzałam się od dawna, bo lubię Drotkiewicz, lubię interesujące rozmowy, no i wreszcie – urzekł mnie tytuł.
Książkę rozpoczyna rozmowa z Bellą Szwarcman-Czarnotą. To tu pada tytułowa fraza. „Gdy przychodziłam do najmłodszej siostry mojej mamy, ona wypowiadała sakramentalne zdanie, zanim jeszcze zamknęła za mną drzwi: „Jeszcze dzisiaj nie usiadłam.” Z jednej strony było w tym poczucie krzywdy, że musi tak ciężko harować, a z drugiej strony był w tym triumf, że jest taka pracowita, jak nikt.

20131222_234645aDalej mamy bardzo interesującą rozmowę z Moniką Richardson. Zabrzmi to, jak zabrzmi, ale nie podejrzewałam pani Moniki o takie pokłady zdrowego rozsądku. Bardzo przyjemnie się tę rozmowę czytało.
Poza tym, jak wiadomo, zwraca się uwagę głównie na to, co  bliskie.
I tak wynotowałam na przykład:
1. Z rozmowy z Moniką RichardsonJa jestem niewylewna, nieszczególnie serdeczna, nie mam kręgu przyjaciółek, z którymi spotykam się na kawkach jak w „Seksie w wielkim mieście”. Paplanie koleżaneczek wydaje mi się głupotą(…)

2. Z rozmowy z Rochem SulimąNie można się przebić przez „sytuacyjny”, przelotny tryb egzystencji drugiego człowieka. Przez te żółte karteczki naklejone na lodówce, stanowiące nierzadko jedyne domowe spoiwo. Jesteśmy ciągle w stadium wzmożonej „samopromocji”, nieustannej prezentacji siebie, ale już nie słowo, nie rozmowa rozstrzyga o rezultatach. 
i dalej
Chciałoby się znaleźć taką przyjaźń, która byłaby obroną przed namiastkami, przed psychicznym pasożytnictwem. Nie znoszę, jak ktoś psychicznie na mnie pasożytuje: przychodzi i demonstruje oznaki przyjaźni, a w zamian chce, żebym przejął odpowiedzialność za jego orientację życiową, żebym zapełniał mu czas, wyręczał w decyzjach. Być może zachowuję się egoistycznie i co gorsza – nieetycznie, ale nie znoszę psychicznych pasożytów.
Drotkiewicz: Ja też nie lubię osób, które umawiają się ze mną po to, żeby zająć sobie czymś godzinę. Podbić pieczątkę. Bo co miałoby wnosić takie spotkanie?
Sulima: W tym kontekście zawsze wolę obcego niż znajomego – obcy zawsze jest dla mnie wyzwaniem, pobudza mnie do aktywności. A jeśli ze znajomym nie mam wspólnego języka, tego samego słownika, to naprawdę się męczę. Tęsknię za bezinteresowną rozmową o świecie. Taką, która nie ma natychmiastowego praktycznego zastosowania. Zdarzało się nierzadko, że przychodził do nas Wiesław Myśliwski i od późnego popołudnia do grubo po północy mówiliśmy o wszystkim. I to było już w epoce telewizyjnej.

3. Z rozmowy z Sylwią Chutnik
Myślę, że takie nieprzykładanie swojej miary do innych ludzi jest bardzo trudne, a dla mnie jest bardzo ważne. (…) Każda kobieta ma swoją własną jazdę. I myślę, że w życiu trzeba się bardzo pilnować z tym, że nawet jeśli się miało trudne przeżycia i wyszło z nich obronną ręką, to nie można czuć, że ma się dzięki temu prawo do tego, by traktować potem ludzi „na pogardkę”.
Drotkiewicz: To jest właśnie przemoc obecna w wielu wywiadach w kolorowych pismach, przemoc opowieści typu: „Byłam biedna…
Chutnik: …ale teraz jestem bogata!” (śmiech)
Drotkiewicz: Albo: „Byłam gruba, jestem piękna” – w domyśle: „Też byś tak mogła”(…)
Chutnik: (…) udało mi się z czegoś beznadziejnego zrobić coś dobrego dla samej siebie. I miewam w życiu takie sytuacje, kiedy na jakichś spotkaniach autorskich, czy też na warsztatach fundacyjnych, podchodzą do mnie dziewczyny i mówią: „Boże, jak ty to robisz, masz tę fundację, masz dziecko, piszesz książki, jesteś taka spełniona, taka hej do przodu”. A ja wtedy myślę sobie: „Tak jest, ale to była robota, którą cały czas robię, to jest nieustanna praca, nie wpadnij w pułapkę tego, że to jest proste” (…) Uważam, że zbyt mało mówi się o kobietach, które stoją z papierosem na balkonie, a zbyt dużo o szklanym suficie.

Tę myśl o kobietach na balkonie Chutnik mistrzowsko rozwinęła w „Cwaniarach„. Choć dochodzę do wniosku, że o wiele bardziej lubię tę Chutnik z artykułów i wywiadów niż z jej twórczości – obraz wspólnoty kobiet, które mają dość i palą nocami fajki na balkonach był przedstawiony genialnie.

Od kilku lat naprawdę cenię swój czas, co wiąże się także z tym, że nie doczytuję tekstów, które mnie nudzą. Dwóch rozmów w tym zbiorze nie dokończyłam. Nie interesowali mnie rozmówcy, ani to, co mieli do powiedzenia. Mogę czytać wywiad z kimś, kto mnie średnio interesuje jako osoba, jeśli mówi bardzo zajmujące rzeczy. Może zaś mówić cokolwiek, jeśli interesuje mnie jako człowiek. I tak przeczytam. Dwa przypadki nie spełniły żadnego z tych warunków, ale nie płakałam. Pozostałe teksty wynagrodziły mi to z nawiązką.

Każda z tych rozmów dotyczyła podobnych zagadnień, w końcu Drotkiewicz chciała się dowiedzieć „jak żyć”, a jednak niewiele w tej książce powtórzeń i zapisane dialogi są zwyczajnie ładne. Chciałoby się im przysłuchiwać na żywo. Podobało mi się także to, że tego wszystkiego nie odczytuje się jeden do jednego. Nie odkłada i nie zapomina błyskawicznie. Pobudzanie do przemyśleń to jedna w głównych zalet tej książki.
Zaczynam się zastanawiać, czy nie powinnam mieć jej w domu na stałe. To jedna z tych pozycji, do których się wraca. Jeśli nie po to, by czytać całość, to w poszukiwaniu nawiązań do konkretnych tematów i, jak widać wyżej, cytatów do poparcia własnych tez.

Agnieszka Drotkiewicz
Jeszcze dzisiaj nie usiadłam
Wydawnictwo Czarne
Wołowiec 2011

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *