J. K. Rowling Trafny wybór

IMG_4364aHistorie o Kopciuszku dobrze się sprzedają, nawet, a może zwłaszcza, wówczas, gdy w odmianie losu nie macza palców żadna dobra wróżka. Nie dziwię się, że dobrze się sprzedają, skoro nawet ja je lubię i kolekcjonuję, choć jestem cyniczna i podejrzliwa realistką.
Wiem, że w większości przypadków są to opowieści wymyślone lub mocno podkolorowane, ale nic nie poradzę, lubię. Jeśli zaś taka historia ma oparcie w faktach, pasę się nią długo i zachłannie, jak przełożeniem jakie miał życiorys Londona na Martina Edena, a nawet artykułami na temat przed i po u Katarzyny Grocholi, siłą rzeczy więc opowieść o ciężkim życiu J. K. Rowling także mnie zainteresowała.

(Tu mały apel do przyszłych wydawców: mój życiorys rewelacyjnie pasuje do takiej opowieści, nawet nie będziecie musieli specjalnie kolorować, tyle, że chyba na razie jest to cały czas ta część przed ;))

Przeczytałam całą serię Pottera jakieś pięć lat temu i miałam nadzieję, że następny będzie cykl dla dorosłych. Nie Potter dla dorosłych, tylko Rowling. Obyczajowa opowieść o małym miasteczku w kilku tomach byłaby świetna. Czy ktoś w ogóle pisze takie rzeczy na poziomie aktualnie?

Gdy sprawdziłam w księgarni wprowadzenie do Trafnego wyboru, uznałam że bardzo chcę przeczytać, co więcej, chcę sprezentować mamie.
Sprezentowałam. Mama, ten mistrz dyplomacji, na pytanie jak jej się książka podoba, stwierdziła że: „strasznie wolno się rozkręca, pierwsza połowa nudna, ale wiesz, ja to wszystko przeczytam, jak nie mam co”, czym mnie dobiła i wskutek czego stwierdziłam, że chyba nie będę jej książek wybierać.

Mimo pewnych obaw od których nie byłam wolna, Trafny wybór mi się spodobał.
Popełniłam błąd – nie wynotowałam sobie wniosków i ewentualnie cytatów krótko po lekturze i teraz nie mogę Wam nic wypunktować, ani przytoczyć, poza ogólnymi wrażeniami, bo książką nie dysponuję.
Cóż, musi wystarczyć.
Zresztą, skoro po kilku miesiącach nie pamiętam szczegółów lektur (przynajmniej wtedy, gdy bym chciała), muszę zapisywać chociaż całościowe wnioski, co niniejszym czynię.

Rowling zrobiła coś, co często u pisarzy szwankuje – wprowadziła całą grupę w zasadzie równorzędnych bohaterów w bardzo umiejętny sposób, tak że nie trzeba co chwila sprawdzać o kim mowa. To zmora wielu powieści (oczywiście teraz, gdy potrzebuję przykładów, pamiętam tylko jeden z kryminałów Marthy Grimes), w których przez pierwszych kilkadziesiąt stron człowiek co chwila sprawdza, czy John to mąż Mary, czy może tamten miał na imię Josh. U Rowling wszyscy są na tyle charakterystyczni i dobrze przedstawieni, że nie ma problemu z identyfikacją.

Nie będę streszczać fabuły, to możecie znaleźć wszędzie. Powiem, co mi się nasunęło po lekturze.

Słyszałam opinie, jakoby Rowling przejaskrawiła, pokazała wszystko w krzywym zwierciadle, cała młodzież u niej jest zdeprawowana i w ogóle nie ma normalnych ludzi i że tak nie może wyglądać rzeczywistość.
Hm.
Rozumiem, że pisarz musi czasem jakieś rzeczy uwypuklić, a pisanie o samych dobrych, porządnych i „miłych i sympatycznych” ludziach (jak zwykło się określać ciepłe kluchy bez charakteru.) byłoby potwornie nudne. Nie uważam też, że Rowling przesadziła.
Uważam natomiast, że od dobrej dekady ludzie stali się za bardzo poprawni. Tak bardzo uważamy, by nie nazwano nas zboczeńcami i deprawatorami, że najchętniej przestawiamy świat dzieci i młodzieży jako krainę czystą i nie znającą przemocy, gdzie eksperymentuje się najwyżej z kosmetykami mamy, na pewno z niczym więcej. (Od jakiegoś czasu tworzę w głowie tekst na ten temat – pojawi się niebawem.) Rowling zaś sposobem pokazania młodzieży wraca do normalności, według mnie. Pisze jak ktoś z lat 90-tych, gdy jeszcze można było zobaczyć w filmie nastolatka z papierosem i nie oznaczało to, że jest skrajnie zły i na końcu otrzyma nauczkę.

Podobała mi się ta książka. Bardzo dobrze mi się ją czytało i byłam naprawdę poruszona bardzo smutnym zakończeniem.
Myślę, że Rowling wcale nie pokazała ludzi z jak najgorszej strony, myślę, że nawet przesadziła nieco z dobrem – puszczanie tego kawałka na pogrzebie, było obliczone na wyciśnięcie łez i wcale nie było potrzebne.
Pokazała, że dobro i zło stale się zapętla. Osoby, które chcą zmieniać świat, nie poprzez odcięcie się od ludzi, którym w życiu nie wyszło („bo sami są sobie winni” i to jest bardzo aktualny problem, w czasie nachalnej promocji sukcesu i wmawiania ludziom, że chcieć to zawsze móc), ale poprzez pomaganie im w powrocie do normalnego życia, zawsze będą krytykowane i tępione przez tych, którzy woleliby zamykać w więzieniach i wyrzucać poza nawias społeczeństwa.
To się nigdy nie skończy. Raz zwyciężą jedni, raz drudzy, a od ich zwycięstw i tak nie będzie zależeć żaden konkretny przypadek ludzkiego nieszczęścia i nieporadności.
Widać w tym wszystkim ogromną przypadkowość ludzkiego losu, to od ilu drobnych incydentów zależy końcowy kształt życia.  To smutne, ale nie jest to katastrofizm. Raczej nieustający łańcuch przemian, gdzie na miejsce tych, co się wykruszają, przychodzą nowi. Z każdej strony i z bardzo różnym skutkiem. Nowi, którzy w identycznych warunkach jak ich poprzednicy, przełamią schemat, albo wcale nie. Cholernie to prawdziwe, smutne i proste. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i każdy z nas jest jakoś uwarunkowany.
Czekam na kolejną książkę Rowling, mimo że nie planuję prezentować jej mamie ;)

J. K. Rowling Trafny wybór, Znak, Listopad 2012

———————————————————————————————————-

15 komentarzy:

  1. Właśnie dziś sobie zamawiam.
    Przyklepałaś tą decyzję ;)
    I dzięki za namiary na ‚Jak być kobietą’ ( a wiesz, że zastanawiałam się, w których momentach się śmiałaś ;)

    OdpowiedzUsuń

  2. Tylko żeby potem nie było jak z moją mamą :)

    Usuń

  3. hm, no zobacz, teraz będę musiała przeczytać. dobrze że mam bibliotekę!

    OdpowiedzUsuń

  4. jako że ostatnio nie mam parcia na nowości, przeczuwam że w wakacje będę częstym gościem w bibliotece.

    Usuń

  5. „Obyczajowa opowieść o małym miasteczku w kilku tomach byłaby świetna. Czy ktoś w ogóle pisze takie rzeczy na poziomie aktualnie?”
    Co ja na to poradzę, że bardzo lubię opowieści o małych miasteczkach nawet jak nie są na wysokim poziomie ;) – jest taka seria o Mitford Jan Karon, cudna kraina, nieco utopijna oczywiście, jak to w takich powieściach bywa.

    OdpowiedzUsuń

  6. ja w ogóle bardzo lubię obyczajówkę, także filmową :)
    Mitford sprawdzę, dzięki :)

    Usuń

  7. Zdaje się, że na etapie typowania prezentu dla Twojej mamy stawiałam na tę pozycję (mojej się bardzo podobało), mogę więc wziąć część winy na siebie:)
    Ja ciągle jeszcze nie przeczytałam, ale wszyscy którzy przeczytali i z którymi rozmawiałam, mają ten problem co Ty – po dwóch, góra trzech tygodniach, nie pamiętają szczegółów. Rowling powinna to porządnie przemyśleć!:P
    A o zapętlaniu dobra i zła, i o tym jak cienka jest czasem granica między jednym a drugim, i jak wiele zależy od przypadku, to mogłabym bardzo długo. Widzę to niestety niemal codziennie, i coraz mniej mi od tego wesoło.

    OdpowiedzUsuń

  8. hehe, ja się na tę pozycję, jako prezent dla mamy, uparłam od początku, więc moja bardzo wielka wina, jakby co ;)
    Pamiętam większość szczegółów, ale na przykład imion już nie.
    Z tym zapętlaniem dobra i zła to taka „życiowa” bardzo jest Rowling…

    Usuń

  9. Niezmiernie bylam ciekawa Twojej opiniii o tej ksiazce :)

    Wg mnie ma jedna wielka zalete – doskonale oddaje ducha malego angielskiego miasteczka, „stiff upper lip” wyzszych klas, niewyszukane rozrywki tych ponizej, beznadzieje tych, co na samym dnie. Opowiesc nie jest w zadnym momencie przejaskrawiona, tak samo jak nie bylo przejaskrawione „Raz w roku w Skirolawkach”, z ktora to pozycja bardzo mi sie „Casual Vacancy” kojarzy. Moim zdaniem Rowling jako autorka dla doroslych sie sprawdzila i czekam na wiecej, a to ze po kilku tygodniach nie pamieta sie szczegolow, to tylko zaleta ksiazki, nie wada.
    P.S. Tlumaczenie tytulu beznadziejne, ale to w odniesieniu do ksiazek i filmow norma, niestety.

    OdpowiedzUsuń

  10. a poza wszystkim, ja bardzo lubię opowieści o małych miasteczkach. moje ulubione seriale z dawniejszych lat dzieją się w takich :) (miasteczko twin peaks, przystanek alaska, gilmour’s girls, dawson creek…)
    w sumie to zastanawiam się czego oczekiwali ci, co twierdzili, że ludzie naprawdę nie są „aż tak” źli, jak w tej książce? :)

    Usuń

  11. Oczekiwali rom-comu = zycia jak z okladki „Twojego Stylu”, „Gali” czy innego „Sukcesu”. Kalicinskiej, Grocholi i kto tam teraz jeszcze na topie.
    A tu blood, sweat & tears. I jeszcze rzygi.
    Fuj!

    Usuń

  12. Bardzo trafne spostrzeżenia. Podoba mi się Twoja wyważona recenzja, moją pisałam na gorąco, skończyłam książkę dziś po południu i od razu chciałam o niej napisać.

    OdpowiedzUsuń

  13. ja przez to, że czekałam, zapomniałam połowę z tego, co mi do głowy w trakcie lektury przyszło :)

    Usuń

  14. Skończyłam wczoraj, napisałam własną recenzję i z przyjemnością poczytałam Twoją :) W zupełności się z nią zgadzam i tez czekam na kolejna książkę Rowling :)

    OdpowiedzUsuń

  15. Nie dałam rady i rzuciłam po setnej stronie, może kiedyś…

    OdpowiedzUsuń

,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *