Gavin Extence. Wszechświat kontra Alex Woods

 

20140610_203044AKiedyś w księgarni uśmiechnęłam się na widok mężczyzny niosącego do kasy stos książek z fantastyki, a ten szepnął do mnie usprawiedliwiająco: „to jedyna literatura, która nie udaje że nie jest fikcją”.
„Wszechświat kontra Alex Woods” to co prawda nie fantastyka, ale także smakowity kawałek fikcji.

Na wstępie jesteśmy konfrontowani z nieco zaskakującymi faktami – oto nastolatek zostaje zatrzymany przy próbie przekroczenia granicy. Wygląda na to, że był poszukiwany, a na siedzeniu obok przewozi urnę z prochami.
Od tego miejsca Alex snuje swoją retrospektywną opowieść. Żeby jednak być bardziej precyzyjnym, cofnie się aż do …”Na dobrą sprawę mógłbym się cofnąć aż do momentu mojego poczęcia. Mama zawsze była wyjątkowo otwarta, jeśli chodzi o ten aspekt mojej egzystencji*”. Tak głęboko w przeszłość głównego bohatera sięgać nie będziemy. Może na szczęście.
Alex zacznie od wypadku, w którym uczestniczył w wieku dziesięciu lat. A nie była to żadna prozaiczna stłuczka na drodze, ale „wypadek bez precedensu w historii ludzkości*”, jak zwykła go opisywać prasa. Wypadek, który zmienił całe dalsze życie chłopca i naznaczył go na lata.

Gavin Extence jest młodszy ode mnie interesuje się astronomią i sporo swoich zainteresowań oddał bohaterowi książki, którą stworzył. O dziwo nie jest to jednak nużące; może dlatego że skrojone na potrzeby nastolatka-samouka i dzięki temu laik niezainteresowany tematem czyta to wszystko bez przegrzewania zwojów.

Jedyne co mi w książce zgrzyta to fakt, że choć narrator jest młodym człowiekiem, często brzmi nieco naiwnie i podkreśla swoją nieświadomość, robi to równocześnie z perspektywy kogoś wszechwiedzącego. Brzmi to jakby autor nie bardzo mógł się zdecydować jak prowadzić tę narrację.
Ale to naprawdę drobiazg.

„Wszechświat kontra Alex Woods” jest przyjemnie napisaną, zajmującą ciepłą historią o dorastaniu, nietuzinkowej przyjaźni i tak niepopularnych zjawiskach jak lojalność i zaufanie. Bardzo dobrze się czyta i mimo śmierci, która wisi nad tą opowieścią od pierwszej sceny, naprawdę daje nadzieję.
Czy nad tą książką unosi duch Irvinga i Vonneguta – jak pisali w Guardianie? Chyba coś w tym jest. Ja jednak jestem ciekawa co jeszcze pokaże nam sam Gavin Extence. Oby pozostał sobą, bo jest w tym, co robi zawodowo BARDZO przyzwoity.

 

*  Gavin Extence „Wszechświat kontra Alex Woods” strona 23.

Gavin Extence „Wszechświat kontra Alex Woods”, Wydawnictwo Literackie, 2014

,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *