e-Migranci. Pół roku bez internetu, telefonu i telewizji

 

20140622_154151aKsiążkę „Walden” Thoreau kupiłam, gdy jasne stało się, że to biblia ludzi zmęczonych konsumpcjonizmem i na wzmianki o niej będę trafiać w większości tekstów, które mnie zainteresują.
O tym, że amerykańska dziennikarka, mieszkająca w Australii z trójką nastoletnich dzieci, postanowiła na pół roku odciąć swoją rodzinę od internetu, telefonu i telewizji, przeczytałam 3 lata temu w WO.
Odtąd czekałam aż książka, która powstała jako wynik eksperymentu, zostanie wydana po polsku.

Susan Maushart źródeł swojego eksperymentu także szuka w lekturze Thoreau.
Przede wszystkim jednak martwiła się o swoje dzieci. Były także inne przyczyny. „Jedną z nich był wywiad jaki przeprowadzałam (…) z pewną rodziną, której sześcioro dzieci, w wieku od dwóch do dwunastu lat, wychowywało się całkowicie bez elektroniki. (…) A dzieci były niesamowite – tryskające energią i pomysłami, pochłonięte zbieractwem szpargałów i ręcznymi robótkami”.
Już chyba jasne, dlaczego tak mnie ta lektura zainteresowała.

Towarzyszymy autorce, gdy przymierza się do ogłoszenia rodzinie swojego planu. Towarzyszymy, gdy pod nieobecność syna próbuje wynieść z jego pokoju ogromny telewizor.
„Telewizor Billa, który spokojnie mógł ważyć tyle co ja (…) miał być sporym wyzwaniem. Rozpaczliwie chciałam się go jednak pozbyć, zanim syn wróci z treningu (…) Dobra wiadomość była taka, że odbiornik stał na komodzie dokładnie na wysokości pasa. Z punktu widzenia ergonomii był to fakt pomyślny, bo nie musiałam uginać nóg, żeby go podnieść. Z łatwością można go było opasać rękami – jeśli tylko było się gorylem. Ja nie byłam (…) Może taczki? (…) Po wyłożeniu starą końską derką taczki zmieniły się w zdatną do użytku rykszę. Okrążyłam dom i podjechałam do tylnego wejścia, zaledwie o krok od drzwi pokoju Billa. Zdołałam nawet chwycić telewizor i dźwignąć go z komody, nie mogłam się tylko obrócić ani zrobić kroku. Ani oddychać. Stałam unieruchomiona, gorączkowo zastanawiając się, co zrobić, zanim przedramiona wyskoczą mi ze stawów jak ludzikowi lego, kiedy z głębi przedpokoju z impetem nadszedł Bill owinięty ręcznikiem kapielowym, który powiewał mu wokół kostek jak peleryna na wietrze.
– Mamo! Co ty, do k… nędzy wyprawiasz?
O Boże, nie cierpię, kiedy uzywa wulgaryzmów.
– Co ty, do cholery, wyprawiasz? – powtórzył gniewnie. – Daj, ja to zrobię”
Towarzyszymy, gdy najmłodsza córka się buntuje i wyprowadza do ojca, żeby nie brać udziału w eksperymencie. Widzimy też jak wraca. I jak powoli cała rodzina przechodzi przemianę.
Nie żadne tam nagłe nawrócenie, ale drobne kroki w dobrym kierunku. Poznają samych siebie i siebie nawzajem.

O reszcie wspominam na filmie.

Przeczytajcie książkę Susan Maushart, bo warto.

Susan Maushart
„e-Migranci. Pół roku bez internetu, telefonu i telewizji”
Wydawnictwo Znak
Kraków 2014

, , ,
One comment on “e-Migranci. Pół roku bez internetu, telefonu i telewizji
  1. Bez telewizji, żyję, mam się lepiej niż dobrze, i nie narzekam, bez dostępu do Internetu bywało żyć, no nie powiem, ale da radę, ale bez telefonu nie mogę, i nie chodzi o jakiś tam wypas, ale o normalne odbieranie/ wysyłanie smsów (połączeń).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *