Dziewczynka w czerwonym płaszczyku. Roma Ligocka

IMG_3549aW latach 90-tych Roma Ligocka, jako jedna z Ocalałych dostaje zaproszenie na premierę filmy Spielberga. Wcale nie chce tam być. Przez lata nauczyła się omijać te wspomnienia. „Nie patrz tam, patrz w niebo” – mówiła jej w najstraszniejszych momentach babcia, która pewnego dnia zginęła, zrzucona przez Niemców ze schodów. Roma ukrywa się wówczas pod stołem. Dziewczynka ma kilka lat, a stół stoi w mieszkaniu z krakowskim getcie.
Wiele lat późnej, na wiosnę ’94 zobaczy na ekranie to getto i dziewczynkę w czerwonym płaszczyku. Wspomnienia wrócą ogromną falą, a Ligocka zobaczy siebie w tej małej dziewczynce.

„Dziewczynka w czerwonym płaszczyku” to opowieść dziecka Holokaustu. Wspomnienia z getta, ucieczki, ukrywania się poza dzielnicą żydowską. To nie jest lekka książka, ale jednak jest w tych opowieściach pewna delikatność. Może dlatego, że to opowieść dziecka. Narratorka nie jest od razu dorosła, nie opowiada o zamierzchłej przeszłości. To dziewczynka, która jest w niej nadal, zdaje relację ze swojej teraźniejszości i będzie rosnąć i dojrzewać wraz z chronologią opowieści.

To nie jest jedynie opowieść o dramatach wojny.
„Dziewczynka…” to także dowód na to, jak bardzo Holokaust odcisnął się na życiu tych, którzy przeżyli. Jeśli ktoś interesuje się tym zagadnieniami, znajdzie w tej historii potwierdzenie tego, co czytał u innych Ocalałych, kolejny dowód na to, że po takich przejściach nie da się prowadzić zwykłego „mieszczańskiego” życia. Lęk i trauma przenoszą się na kolejne pokolenia.

Dzieci, które w czasie okupacji przeżyły to, co niewyobrażalne, widziały śmierć najbliższych, wiedziały że w każdej chwili mogą zginąć, a przy tym nie mogły tych tragedii opłakać, nie mogły o nich opowiedzieć. Przez całe lata udawały, że nie są Żydami, wyrzekały się nazwisk, rodzin, wspomnień, tożsamości. Musiały być grzeczne i ciche, bo każdy fałszywy krok mógł oznaczać zgubę dla nich i tych, którzy jeszcze pozostali.

Od tych samych dzieci wraz z końcem wojny wymagano, by zapomniały o tym, co przeżyły. By nie martwiły dorosłych swoimi lękami, nie druzgotały przywoływaniem wspomnień.
Tymczasem odnajdujący się dorośli nocami opowiadali sobie wszystko, co przeżyli. Najdrobniejsze detale z obozów i getta. Wylewali to z siebie nieprzerwanie, nie bacząc na to, że dzieci to wszystko słyszą, aż do końca, do ostatniego szlochu, do wyczerpania.
Potem nagle przestawali mówić. Ten temat nie istniał, próbowali żyć „normalnie” i chcieli mieć „normalne” dzieci. Nie dostrzegali problemów swoich dzieci, może w ogromie własnego bólu po prostu nie mieli siły na zajmowanie się „psychoterapią” potomków.
Woleli udawać, że wszystko może być zwyczajne, choć przecież nic zwyczajne nie było.

Te przedwcześnie dojrzałe dzieci będą wykorzenione. Marzące o tym, by gdzieś przynależeć. Skoro „naszych” już nie ma, to może by pójść do komunii, jak reszta dzieci, które odkrywszy pochodzenie koleżanki, mówią jej na przerwie, że jest przeklęta, bo Żydzi zabili Jezusa.

Potem ten moment oddechu, gdy wyprowadzono religię ze szkół. Gdy mimo terroru i koszmaru czasów stalinizmu, przestano wreszcie na jakiś czas piętnować Żydów. Gdy część z nich, zwłaszcza dzieci, tak bardzo podatnych na indoktrynację, poczuła że wreszcie nie są obywatelami drugiej kategorii, mogą gdzieś przynależeć.
Gdy czerwona chusta i pochód pierwszomajowy pozwalały pierwszy raz od bardzo dawna (lub w ogóle pierwszy raz, jeśli nie zaznało się normalnego życia przed wojną) stanąć z wypiętą piersią i czuć się częścią grupy.
Roma Ligocka nie jest odosobniona. W opowieściach innych dzieci Holokaustu można znaleźć podobne doświadczenia.

Ligocka mówi też o czasach późniejszych. O próbach  ułożenia sobie dorosłego życia. O lękach, które będą jej towarzyszyć latami, siedzieć tuż pod powierzchnią i aktywować się w najmniej oczekiwanych momentach – na dźwięk okrzyku w języku niemieckim, na widok martwego gołębia, zapach, który się z czymś kojarzy i uparcie powraca w snach.

Na okładce znajduje się zdanie podpisane „Glamour”, Favourite Books 2001, brzmiące: Poruszająca relacja. Dziecięce wspomnienia dają tak wiele siły.
Zastanawiam się, czy ktoś upadł na głowę.
Ligocka, jak i inne dzieci Holokaustu, nie może normalnie żyć przez te „dziecięce wspomnienia”. Jej przeszłość ją hamuje i dławi, czasem zupełnie realnie nie pozwala oddychać. „Tak wiele siły” – dziękuję bardzo. Jedyna siła, jaka czasem płynie z tych doświadczeń, objawia się w wypowiedziach Ocalałych i daje się ująć w zdaniu: „nic gorszego już mi się chyba nie może przytrafić”.

W „Dziewczynce w czerwonym płaszczyku” autorka pisze o odnalezieniu w sobie tamtego dziecka, o próbie pogodzenia się z nim. Ligocka nie może się z tą małą pożegnać, próbuje więc opowiedzieć jej historię i tym uciszyć jej lęki.

Bardzo dobrze napisana, trudna historia życia interesującej kobiety. Po prostu trzeba to przeczytać, bo, poza wszystkim innym, to bardzo ważne świadectwo.

Roma Ligocka. 
Współpraca Iris von Finckenstein.
Dziewczynka w czerwonym płaszczyku.
Wydawnictwo Literackie.

 

, ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *