Dlaczego zdradzamy? Pameli Druckerman, czyli: czy Jezus by to robił?

IMG_4905aZmęczona nieco poważną tematyką, a także poniekąd niesiona falą zachwytu inną dziennikarką, sięgnęłam po „Dlaczego zdradzamy?” Pameli Druckerman. Autorka jest amerykańską dziennikarką, mieszka w Paryżu i mogliście trafić na rozmowę z nią w Wysokich Obcasach z 8 czerwca 2013.
Wybierając tę lekturę sądziłam, że zapewnię sobie nieco rozrywki, a przy okazji może będzie to przyczynek do dyskusji.

No cóż. Caitlin Moran to to nie jest.
Na próżno szukałam w tej książce lekkości i humoru. Równocześnie, mimo bogatej bibliografii i całego wysiłku włożonego w zbadanie tematu – „Odwiedziłam ponad dwadzieścia miast w dziesięciu krajach. Po drodze czytałam rubryki porad osobistych, ogłoszenia towarzyskie i prasowe doniesienia o romansach w rozmaitych językach, rozmawiałam z czołowymi historykami, psychologami i seksuologami. Jeśli tylko istniały jakieś badania naukowe dotyczące zdrady małżeńskiej – z pewnością je znałam. No i oczywiście przeprowadziłam wywiady z dziesiątkami cudzołożników i ich partnerek bądź partnerów.*„-  nie jest to książka stricte naukowa.

Przyznaję, od dłuższego czasu kompletnie nie kręcą mnie zagadnienia w stylu: dlaczego mężczyźni kochają zołzy, co zrobić, żeby faceci za tobą szaleli oraz kto jest z Marsa a kto z Wenus.
Myślę, że jest ze mną trochę jak na świetnym rysunku Olgi Wróbel, który zobaczyłam wczoraj.

(Tu cały blog, który wzbudza moją zazdrość wielką, jako że nigdy nie będę tak rysować.)

Pierwsze sto stron z okładem czytałam przez kilka tygodni. Jakoś nie mogłam się w tę książkę wciągnąć. Później pojawiło się trochę konkretnych przykładów, historii związków i czytało się to całkiem nieźle.

Według Druckerman Amerykanie stosunkowo lekko podchodzą do kwestii wierności w związkach nieformalnych – podobno nawet po wielu randkach z tą samą osobą, nie czują się do niczego zobligowani póki nie dojdzie do oficjalnej rozmowy i ustalenia, że od tej pory żadne z nich nie będzie umawiać się z nikim innym. Jest więc w tych relacjach ciągła niepewność, a wszystko zmienia się diametralnie z chwilą zawarcia małżeństwa. Od tego momentu zdrada przestaje być czymś, co się zdarza w życiu, a zaczyna być zbrodnią rzutującą często na inne dziedziny życia (na przykład karierę zawodową).

Kojarzycie serial Grey’s Anatomy? Pojawia się w nim wiarołomna żona Dereka. Później nakręcono tzw. spin-offPrywatna praktyka„, w którym ta żona (Addison) jest główną bohaterką.
I wyobraźcie sobie, że przez kolejne sezony (tak, wiem, powinnam pisać „serie”), a aktualnie oglądam czwarty, Addison tłumaczy się nieustająco, że tak, zdradziła dekadę** wcześniej męża, ale nie jest TAKIM człowiekiem. Tak jakby problem z monogamią był skorelowany ze wszystkimi jak najgorszymi cechami osobowości i zdradzający był zwyrodnialcem i potworem.
Dziwiłam się, co za bzdury wymyśla scenarzystka, ale okazuje się, że oglądałam jakąś tam obyczajową prawdę.

Druckerman twierdzi, że amerykańskim sposobem na życie po zdradzie jest nieustające zadręczanie siebie i wiarołomnego małżonka, co ten musi przyjmować z pokorą i cierpliwością i do końca życia udowadniać, że nie jest KIMŚ TAKIM. (Rozumiecie, dzieckiem Lady Makbet i Kuby Rozpruwacza)
Winy trzeba wyznać z najdrobniejszymi detalami, zrobić z (nawet jednorazowej) zdrady oś swojego związku, co z czasem może przekształcić się w całkiem opłacalny biznes np. pisanie książek i prowadzenie kursów w stylu „jak sobie poradzić ze zdradą”.
Choć zdrada jest często niszcząca dla związku i niesie ze sobą wiele nieprzyjemnych emocjonalnych (dobrze jeśli tylko) konsekwencji, ne umiem sobie logiczne wytłumaczyć tego „sposobu amerykańskiego”.
Jedyne co mi się nasunęło, to myśl, że może chodzi o związki, w których naprawdę nic się nie dzieje. Związki ludzi bez zainteresowań, bez pomysłu na codzienność, układy w których wcześniej nie było niczego interesującego i oto mają wspólny temat. Będą te role (potwora i ofiary) odgrywać do grobu, bo brak im pomysłu na coś innego.
Druckerman opowiada o tym, że małżeństwa po fakcie rozmawiają o zdradzie „tysiące godzin”, a rozdrapywanie ran trwa latami.

Przyznaję, że raz się nad tą książką zaśmiałam. Przy opisie podejścia amerykańskiego. Gdzieś w okolicach: „…Nancy Anderson (…) radzi czytelnikom, by zadali sobie pytanie: ‚czy zrobiłbym to na oczach mojej żony/czy zrobiłabym to przy moim mężu?’ A jeśli nadal nie jesteś pewny, zapytaj sam siebie: ‚Czy zrobiłbym to na oczach Boga?’*” lub: „Na spotkaniach uczestnicy modlą się i wykonują ćwiczenia z (…) podręcznika. (…)często powtarzane przesłanie brzmi: ‚Moje ciało należy do żony i do nikogo innego.’ W kwestiach, w których Biblia nie daje jasnej odpowiedzi, członkowie organizacji stosują własny papierek lakmusowy: – Zwykle stawiamy sobie pytanie: ‚Czy Jezus by tak zrobił? czy Jezus by się masturbował? Nie sądzę.*”

Jak wspominałam, druga połowa książki jest interesująca. Czasem różnice kulturowe okazują się nie do pojęcia (dla mnie. dla mnie!). Na przykład przedziwne relacje między małżonkami w Japonii. Już abstrahując od podejścia do zdrady, ale „nie przynosi się seksu i pracy do domu”??
Podejście do wierności w RPA okazuje się jeszcze bardziej niezrozumiałe, zwłaszcza że jest to kraj, w którym z powodu rozpowszechnienia AIDS niewierność można przypłacić życiem.

„Dlaczego zdradzamy?” zawiera sporo ciekawych obserwacji socjologicznych, podpartych badaniami, do których miała dostęp autorka, mam jednak wrażenie, że zabrakło tu jakiejś myśli przewodniej, tezy do udowodnienia, sprecyzowania pod jakim kątem to wszystko będzie analizowane i tej analizy, właśnie.
Całość sprawia wrażenie jakby Druckerman stwierdziła: „przytoczę dane, do których dotrę, pojeżdżę po świecie, wysłucham opowieści z życia cudzołożników i samo jakoś wyjdzie. Wszystko powyższe wymieszam i będę mieć książkę”.
Nie chcę być złośliwa, zwłaszcza że to nie jest zła książka, ale przy takim rozmachu (miesiące podróży po całym świecie itd.), odkrycie na koniec, że stereotypy nie zawsze odzwierciedlają realia, zaś największy wpływ na podejście człowieka do zdrady ma otoczenie, w którym żyje, to trochę mało.
No ale seks się dobrze sprzedaje, podobno.

Możliwe też, że w pewnym wieku, zwłaszcza że media i marketing pełne są seksu, tematyka zdrad nie jest już dla człowieka tak interesująca. A może, jak na rysunku, po prostu jestem już SKOŃCZONA.

* Pamela Druckerman Dlaczego zdradzamy? Wydawnictwo Literackie, 2013

** Może przesadziłam. Może od zdrady upłynęło zaledwie 7 lat ;)

 

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *