Denise Kiernan. Dziewczyny atomowe

IMG_5506aPoczątek września okazał się cięższy niż przypuszczaliśmy. Nie tylko finansowo.
Kiedy do tego człowiek wstanie rano, a za oknem 10 stopni, deszcz i zawierucha (kalendarzowe lato, Chuda, cieszysz się? ;)), można by mieć ochotę na rozwalenie wszystkiego w drobny mak.

A skoro tak, to bombowa lektura będzie jak znalazł.

Wydawnictwo Otwarte wydało niedawno książkę „Dziewczyny atomowe”, z której możemy się dowiedzieć:

1. jak łatwo jest ukryć w budżecie ogromne wydatki na tajemniczy cel
Kiedy więc Roosevelt zapytał ponownie: ‚Czy może pan ukryć dwa miliardy dolarów, dzięki którym wygramy tę wojnę?’, senator McKellar (przewodniczący komisji budżetowej – dopisek mój) odparł: ‚Oczywiście, że mogę, panie prezydencie. A gdzie konkretnie w Tennessee mam je ukryć?‚”

2. jeśli brakuje ci miedzi, możesz wziąć trochę srebra.
A konkretnie 12300 ton srebra, pożyczonego z Departamentu Skarbu, po to by użyć go do konstrukcji dwumetrowych elektromagnesów.

3. że kobiety są często pomijane w świecie nauki i w najlepszym wypadku przedstawiane jako asystentki, zaś ich prace bywają lekceważone. Tak było w 1934 roku z Idą Noddack, która wysnuła teorię o podziale jądra atomowego. Enrico Fermi ją wyśmiał (cała reszta fizyków też, nie był jedyny), to zastanawiające u kogoś, który cztery lata później odebrał Nagrodę Nobla z fizyki.
A Noddack nie była jedyną niedocenioną kobietą w (tej) historii.

4. jak wyglądała technika wzbogacania uranu, do czego służyły kalutrony i jak zbudować w domu bombę atomową (ha! chcielibyście co? o tym akurat nie ma ani słowa :))
Chciałam napisać, że to wzbogaci Waszą wiedzę ogólną, a im człowiek wszechstronniejszy, tym bardziej interesujący i już prawie widziałam jak na przyjęciach, pomiędzy „co słychać” a „świetnie wyglądasz”, zaczynacie opowiadać o oddzielaniu izotopów uranu. Przemyślcie to. Gdybyście wystarczająco często o tym mówili, moglibyście stać się dla niektórych bardzo interesujący. Z akcentem na niektórych.

mail.google.comDenise Kiernan odwaliła kawał dobrej roboty. Przez siedem lat zgłębiała temat, badała materiały, rozmawiała z ludźmi, wiedząc że musi się spieszyć, bo za chwilę nie będzie już z kim rozmawiać o projekcie Manhattan.
Opowiedziała tę historię z perspektywy kobiet pracujących przy projekcie.

Ameryka, czas II wojny światowej, krótko po wielkim kryzysie. Wyobraźcie sobie że ktoś wybiera dogodną lokalizację, „czyści teren”, usuwając dotychczasowych mieszkańców, wyburza część domów, a potem stawia w tym miejscu ogromne zakłady (do których ciągle coś dojeżdża, a nic nie wyjeżdża), a wokół prowizoryczne budynki. Domy tymczasowe, baraki, przyczepy… to wszystko nie musi być trwałe, miasteczko ma przetrwać do końca wojny. Nikt chyba nie myślał, co będzie potem.

Potworna ilość błota i coraz więcej ludzi ściąganych do pracy z całego kraju i podkradanych okolicznym zakładom pracy. Ustawa ograniczała takie podkradanie, nie pozwalając zwalniającym się na podejmowanie pracy w ciągu miesiąca od zwolnienia, ale ten projekt miał specjalne przywileje.

Pracujący przy nim ludzie godzili się na zachowanie tajemnicy oraz niedoinformowanie. Ci, którzy za bardzo interesowali się celem swoich działań na terenie zakładu, dziwnie szybko znikali z miasta.
To znaczy, nikt ich nie mordował. Po prostu stawali się niebezpieczni, więc trzeba było ich odsunąć. (choć jest tam również mowa o eksperymentach na ludziach. przerażające i interesujące zarazem)

Niesamowita mieszanina ludzi o różnym pochodzeniu i kolorze skóry. Wszyscy wierzący, że dzięki ich pracy wojna szybciej się skończy.
Rozrastające się błyskawicznie miasto, ciągle zwiększające się koszty całego przedsięwzięcia, atmosfera lekkiej paranoi (wróg słucha! nie rozmawiaj o swojej pracy nawet z mężem! plus cenzurowanie listów opuszczających miasteczko), ciężkie warunki, kolejki, praca na zmiany obejmujące całą dobę, a w tym wszystkim młodzi ludzie, którzy wyrwali się z rodzinnych domów i bardzo chcieli się bawić.

Gdzieś w tekście pada sugestia, że to miasto było od początku zaplanowane tak, by były w nim dzielnice biedy. Niestety segregacja rasowa była tam także bardzo widoczna.
Ludzie jednak zjeżdżali do Oak Ridge, wabieni dobrymi zarobkami, szlachetnym (choć mglistym w szczegółach) celem i możliwością rozpoczęcia czegoś od nowa.
W tym wszystkim historie kilku kobiet zaangażowanych w projekt.

Przedziwne, szkodliwe warunki, nie tylko ze względu na możliwe promieniowanie: „Ciasne lokale mieszkalne w połączeniu z izolacją oraz atmosferą tajemniczości sprawiły, że wiele osób żyło w stanie nieustannego krańcowego wyczerpania. Niedozwolone były wszelkie rozmowy z małżonkami czy współlokatorami o tym, jak minął dzień w pracy. Zwierzanie się bliskim ze swoich zmartwień nie wchodziło w grę, ponieważ większość tych zmartwień wiązała się właśnie z wykonywanymi obowiązkami.”
Kiedy jednak udało się wyprodukować i zastosować bombę atomową i nagle ujawniono cel powstania całego miasta, większość mieszkańców była niesamowicie poruszona. Czy można się dziwić, że jeden z mężczyzn, duszący się wcześniej tajemnicami, podobno jeździł samochodem po okolicy i darł się na całe gardło: „UUUURAAAN”?
Jedni byli z siebie dumni, drudzy mieli mieszane uczucia co do efektów, jakie ostatecznie przyniosła ich praca…
Ta książka to poważny kawałek non-fiction, pokazujący, że Wielka Historia rzadko kiedy dba o tłumy, które ją tworzą.

Denise Kiernan.
Dziewczyny atomowe. Nieznana historia kobiet, które pomogły wygrać II wojnę światową.
Wydawnictwo Otwarte, Kraków, 2013.

—————————————————————————————————–

10 komentarzy:

  1. Przeczytałam, mam podobne wrażenie – zgrabnie napisane, połączone „wyobrażam sobie, jak to było” ze słowami bohaterek.

    OdpowiedzUsuń

  2. chwilami może za bardzo się wgłębia w sam proces rozbijania atomu może, ale poza tym widać, że autorka poświęciła na to kupę czasu.

    Usuń

  3. …oj chyba trzeba będzie przeczytać, zapowiada się ciekawie…

    OdpowiedzUsuń

  4. Otóż nie miałam wcale a wcale ochoty sięgać po tę książkę. Po tej notce chyba jednak chcę :)

    OdpowiedzUsuń

  5. Tak piszesz, że się chce przeczytać!!! A za 2 tygodnie wyląduję nad Wisłą i wizyta w księgarni stoi na liście zdań obowiązkowych. Dopisuję Atomowe. Czy powinnam wiedzieć o książkowych „must-have” polskiej produkcji wydanych w ostatnich 5 latach?

    OdpowiedzUsuń

  6. must-have? och, sama nie wiem. dla każdego chyba inne. czytam to, co do mnie trafia :)

    Usuń

  7. Mówili w Trójce (Michał Nogaś:) o tej książce, ale nie zdążyłam zapisać, a potem mi uciekło. Dzięki za przypomnienie:)

    OdpowiedzUsuń

  8. Jestem przewodniczką po Krakowie. Oprowadzam wycieczki także po Nowej Hucie. Ta notka BARDZO przypomina to, co usiłuję wyjaśniać moim turystom: początkowa atmosfera paranoi… czyszczenie terenu z dotychczasowych mieszkańców… nie rozmawiaj o swojej pracy nawet z mężem… cel uświęca środki… tłumy ludzi gotowych na poświęcania, gotowych rzucić wszystko w imię końca wojny, ale i w poszukiwaniu lepszego, spokojnego jutra… Może to ja popadam w przesadę, ale widzę podobieństwa. Zaskoczyło mnie to. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

  9. nad lekturą zastanawiałam się jeszcze czy taka tajna operacja byłaby możliwa w dzisiejszych czasach. i już pomijając komórki i internet, czy ludzie po prostu byliby chętni do uczestniczenia w czymś takim. nie znając konkretów.

    Usuń

  10. Chcę wierzyć, że nie… Ale oglądałam (mnóstwo razy) film propagandowy o Nowej Hucie, i nie wątpię że są ludzie którzy nie maja nic do stracenia. Pewna, dobrze płatna, spokojna praca, utrzymanie dla całej rodziny, żłobki, szkoły, przedszkola – generalnie „święty spokój” za cenę milczenia i za cenę niewiadomej. Obawiam się, że zagłuszyć wyrzuty sumienia jest łatwiej niż sądzimy.

, ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *