Dariusz Zaborek. Czesałam ciepłe króliki. Rozmowa z Alicją Gawlikowską – Świerczyńską

SAM_2329Coś mi się wydaje, że teraz pojawi się kilka bardzo krótkich notek.
Przez ostatnie miesiące przeczytałam trochę książek, nie zapisywałam wrażeń na bieżąco i teraz mam za swoje. W większości przypadków pamiętam tylko ogólne wrażenie po lekturze. Spróbuję więc zanotować choć te wrażenia, nim całkiem zapomnę co czytałam.

Mariusz Szczygieł polecał tę książkę w Dużym Formacie. A że Szczygłowi wierzę, kupiłam krótko po ukazaniu się felietonu. Przeczytałam w zasadzie od razu, z jakąś taką łapczywością – człowiek lubi się karmić tymi, co kipią optymizmem.

Pani Alicja ma za sobą niezwykłe 92 lata. Trudne to były lata i pełne okoliczności które niejednego by złamały. Alicja Gawlikowska – Świerczyńska nie dość że się złamać nie dała, nawet w najcięższym okresie pielęgnowała w sobie radość życia.

Nie pamiętam gdzie o tym czytałam, być może u profesora Obuchowskiego, że nawet w najtrudniejszych warunkach są ludzie, którzy znajdują powody do radości. Ktoś przetrwał obóz, bo obmyślał i analizował teorie matematyczne, żeby nie oszaleć (przed wojną był matematykiem), ktoś inny na zesłaniu, mimo potwornego mrozu i fatalnych warunków, potrafił wyjść na zewnątrz, patrzeć na skrzący się w słońcu świeży śnieg, korony drzew i cieszyć się, że żyje. Pani Alicja Gawlikowska należy do takich osób.

Dawniej bardzo mnie interesowały opowieści o wojnie i obozach. Nie dlatego, że należę do poszukiwaczy sensacji, ale dlatego że uważam, że obowiązkiem następnych pokoleń jest wiedzieć. Z każdą kolejną historią wspomnieniową jest mi jednak trudniej. Chyba przedawkowałam tę tematykę. Najciekawsze wydało mi się to, w jaki sposób p. Alicja mówi o pewnych sprawach. Przyznaję, że potraktowałam ją jak obiekt do obserwacji, ale każdy opowiadający publicznie o swoim życiu musi się liczyć z taką możliwością.
Obserwowałam więc w jaki sposób bohaterka tej rozmowy radzi sobie z przeszłością. Bo trzeba przyznać, że opowiada w bardzo specyficzny sposób… Gdy mówi o więźniarkach, które nie chciały już żyć i pierwszym objawem pogorszenia ich stanu psychicznego był kompletny brak potrzeby bycia schludnym: „Siedziały zagłodzone i obdarte i już wiedziałam, że przenoszą się na tamten świat. A takie obdartusy, brudasy to tylko bić, więc od razu ręka Niemców swędziała, żeby przyłożyć”(s.45).
Gdy opowiada o innych nacjach, z których rzekomo wszystkie kobiety były brudasami i nie radziły sobie z higieną w trudnych obozowych warunkach. Polki były najlepsze, najbardziej poważane. Kilka zdań później okazuje się jednak, że „Cyganki też były czyste, bo przyzwyczajone w życiu do różnych warunków”(s.47) i „Niemki wyglądały schludnie” Norweżki i Holenderki też itd.

To, jakich słów używa bohaterka w tej narracji jest dla mnie szalenie interesujące. Jak trzeba sobie tłumaczyć tamtą rzeczywistość, by móc żyć dalej.

Świetnie poprowadzona rozmowa. Wcześniej trafiłam chyba tylko na jeden przypadek tak sprawnie spisanych rozmów, idealnie oddających klimat wywiadu – to byli „Ocaleni z XX wieku” Mikołaja Grynberga. Muszę kiedyś o nich napisać, bo warto.

Te wszystkie opowieści bohaterki o przyjęciu dla koleżanek z klubu, potrawach, zmarszczkach, pytania o kieliszeczek czegoś mocniejszego, a wśród tego wszystkiego rozmowy o codzienności, o rzeczach trudnych, śmierci najbliższych.

Sama pani Alicja mówi w pewnym momencie: „Jakoś muszę umrzeć, ale na razie traktuję to nierealistycznie. Bo przecież mam dopiero dziewięćdziesiąt dwa lata”(s.193). I oby żyła jak najdłużej, bo należy do osób, które życie doceniają jak mało kto.

 

Dariusz Zaborek
Czesałam ciepłe króliki. Rozmowa z Alicją Gawlikowską – Świerczyńską
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014

,
4 comments on “Dariusz Zaborek. Czesałam ciepłe króliki. Rozmowa z Alicją Gawlikowską – Świerczyńską
  1. Mam tę książkę. Nabyłam ją trochę w ciemno, bo ktoś mi polecił.
    I muszę przyznać, że nie wiedziałam, do momentu przeczytania Twojego tekstu, że ta książka będzie tak wartościowa, iż będzie dotykała takiej tematyki.
    Osobiście, jakkolwiek to brzmi, fascynuje mnie czytanie o II wojnie, o obozach, Holocauście. Nie przejadły mi się jeszcze takie historie, tak jak Tobie. Może to kwestia tego, iż rzadko napotykam na swej drodze na naprawdę ciekawą lekturę. A tylko takie faktycznie pozostają w mojej pamięci na dłużej.

    Tym bardziej cieszę się, że mój zakup nie był złym wyborem. I mam nadzieję, że lektura ta będzie jedną z tych, które pozostają ze mną dłużej.

    Pozdrawiam!

  2. Też czytałam sporo literatury wojennej i obozowej. Teraz też zresztą czasem sięgam. Zastanawiałam się, dlaczego? Może chodzi o to, że są to jednak koniec końców historie ludzi silnych, bardzo ludzkich, niekiedy heroicznych? Są to też historie cudów, niezwykłych przyjaźni, niespodziewanych odruchów serca. Może w tym tkwi ich siła?

    O „Ocalonych z XX wieku” pisałam na blogu http://proczyliza.blogspot.com/2014/06/mikoaj-grynberg-ocaleni-z-xx-wieku.html. Przypuszczam, że Mikołaj Grynberg jest tak dobrym rozmówcą, bo jest ciepłym, empatycznym człowiekiem. Widać to też w jego fotografiach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *