Dalej na czterech łapach. Dorota Sumińska

IMG_3288aKilka lat temu kupiłam siostrze pod choinkę „Autobiografię na czterech łapach” Doroty Sumińskiej.
Gdy wieczorem dotarłam z książką do domu, pomyślałam, że zobaczę jak jest napisana. Jak „zobaczyłam”, tak skończyłam czytać o czwartej rano, nie bacząc na to,  że następnego dnia miałam iść do pracy.
Pisałam już o niej tak: Książka jest świetnie napisana, łyknęłam ją od razu. Pełna fajnych, ciepłych historii, przepełniona miłością do zwierząt. Śmiałam się i zanosiłam płaczem, na przemian. W zasadzie połowę książki przeczytałam Pitowi na głos (pracował w tym czasie i po tym jak mu przeczytałam pierwszy fragment, nie dawał mi przestać). Kiedy czytałam rozdział o praktykach weterynaryjnych w tuczarni świń, trzy razy podchodziłam do zakończenia i głos mi się łamał. Zryczana spojrzałam na Pita i odkryłam, że on też nie wyszedł bez szwanku :)

Potem kupiłam tę książkę sobie i jeszcze mojej ówczesnej szefowej, która bardzo lubi zwierzęta.
Polecałam wszystkim, którzy wydawali mi się wrażliwi i „z mojej bajki”. Pożyczyłam znajomemu Pita, po tym jak wspomniał, że uratował kury z fermy. Przywiózł takie łysawe wypłosze, które nie umiały prostować skrzydeł, zaczął im komponować karmy, kupować kukurydzę i teraz ma najpiękniejsze kury w okolicy. I najszczęśliwsze, zwłaszcza w chwilach, gdy poza karmą wysypuje im organiczne domowe resztki. Pożyczyłam Tygryziołkowi, która przywiozła nam Rudzię ze schroniska, choć wcale nas nie znała. Po prostu dobra dusza z internetu i do tego miłośniczka kotów. Dopiero później okazało się, że do tego naprawdę fajna.
Starałam się zarazić tą książką jak największą ilość osób, bo według mnie, można by ją przepisywać na receptę.

I oto… TADAM! ukazała się część druga: „Dalej na czterech łapach
Czy mogłam jej nie przeczytać? Czy zarwałam kolejną noc? To naprawdę pytania retoryczne.
Mam wielką słabość do Doroty Sumińskiej. Czuję, że to dobry i mądry człowiek i jak dla mnie mogłaby opowiadać nawet o ćmach, których bardzo nie lubię (niech sobie żyją, ale daleko od mnie), a nie mogłabym się oderwać. Pani Dorota ma bowiem poza wiedzą, wielki dar opowiadania. W książce nie ma skomplikowanej składni i wyszukanych metafor, nie ma takiej potrzeby. O rzeczach ważnych i wartych rozpropagowania dobrze jest mówić prosto.

W drugiej części autobiografii pojawiają się nowi bohaterowie, ludzcy i zwierzęcy. Niestety są też wzruszające pożegnania, które już po kilkunastu stronach wywołują łzy. Jest samo życie, a życie kogoś tak bardzo zainteresowanego przyrodą i opiekującego się stale prawie dwudziestką zwierząt, jest naprawdę zajmujące.
Widać też fantastyczne podejście autorki do ludzi, na których jej zależy. Nie wprost, bo Dorota Sumińska nie pisze sobie samej laurek, ale jeśli ktoś czyta między wierszami, przynajmniej przez chwilę będzie żałował, że nie znajduje się w jej najbliższym otoczeniu.
Są podróże i dobroczynny wpływ szkolenia psów w więzieniu, jest też dużo codziennych spraw, których wielki niedosyt miałam po przeczytaniu pierwszej części. Są zwykłe poranki i zasikane gniazdka elektryczne, paskudne cechy zwierzęcej części rodziny, którą się czasem kocha pomimo.
Jest wielka akceptacja dla drugiej istoty, przyjmowanie jej z „dobrodziejstwem inwentarza” i zgoda na niedoskonałości.

Jest też zaduma nad działalnością człowieka i tym, jak ona wpływa na środowisko.
Jest sporo zdjęć, żałuję, że nie w kolorze.
I jest to, co najfajniejsze, poczucie szczęścia w codzienności.
Jest też, niestety, poczucie niedosytu u czytelnika. Za krótka ta książka, Pani Doroto! :)

Podobno po spotkaniu w jakiejś szkole, w czasie którego autorka opowiadała maluchom o swoich domownikach, jedna z nauczycielek była nieco zniesmaczona i zapytała, czy ludzie nie omijają domu, w którym jest tyle zwierząt („mogą się bać lub brzydzić”). „Odpowiedziałam jej zgodnie z prawdą, że goście stoją w kolejce do naszych drzwi. Lubią nie tylko wpaść na herbatę, ale nocować i spędzać dni wolne od pracy. Nie wiem czy uwierzyła” – pisze autorka.
Ja wierzę. I chociaż pewnie nigdy nie będę w tym domu gościem osobiście, mam cichą nadzieję, że stworzę podobny. I wkrótce przeczytam, obszerniejszą, część trzecią autobiografii.

Warto.
Jak Wam się uda, kupujcie obie, zwłaszcza w prezencie dla ludzi, których kochacie.
Dla wrażliwców, zwierzolubów, ale i tych, których chcecie nauczyć empatii.
Także dla siebie.

Dorota Sumińska. Dalej na czterech łapach. Wydawnictwo Literackie.

,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *