Ciemno, prawie noc. Powieść, której za żadne skarby nie przeczytam ponownie

20140107_230809aNależę do tych ludzi, którzy mieli problem z czytaniem „Naszej szkapy”, czy „O psie, który jeździł koleją”.
Nawet początek „Zbrodni i kary” kartkowałam z powodu sugestywnej metafory, w której występuje męczony, zabiedzony koń. Scena z Janem Himilsbachem i psem w „Trzeba zabić tę miłość” (film z 1972) też zawsze mnie denerwowała i nie mogłam patrzeć.
Do dziś mam problem z przyjmowaniem takich historii, więc robię co mogę, by ich uniknąć. Odkąd zostałam matką, omijam też wszelkie nieszczęśliwe opowieści o dzieciach.
Nie czytam tabloidów, nie zaglądam na strony serwisów informacyjnych, które chętnie pokażą mi zdjęcia osób po wypadkach i będą grzebać w bolesnych tematach nie z poczucia misji i chęci pomocy, a w pogoni za oglądalnością, klikalnością, kasą.

W sobotniej Wyborczej jest artykuł o tym, że tvn24 poszedł tą samą drogą co Sky News (UK) i Fox News (USA) i  zaczął emitować program będący mieszaniną wiadomości lokalnych, polityki i skandalu, czyli czymś co „pozwala przyciągnąć przed ekrany nie tylko widownię zainteresowaną informacjami i analizami sytuacji w kraju i na świecie, ale i masowego widza szukającego emocji„*. No więc ja za takie emocje dziękuję bardzo. Mnie to boli.

Są jednak historie, w które wchodzę mimo bólu. Uważam, że ofiarom należy się pamięć, czytam więc po kawałku publikacje o holokauście, starając się wybierać te bez zdjęć. I tak mam zbyt wybujałą wyobraźnię i pewność, że niektóre fakty będą mi się śnić po nocach.
Miałam znajomą, która rzucała się z wielką fascynacją na książki o złu i zbrodniach nazistowskich. Są więc ludzie, których to fascynuje. Ja wolałabym, by temat nigdy nie zaistniał.

W książce „Ręka” składającej się z opowiadania kryminalnego i dodatków dla prawdziwych fanów Wallandera, Henning Mankell pisze: „Jakieś piętnaście lat temu zacząłem pracę nad nową książką, której Wallander miał być głównym bohaterem. Napisałem może ze sto stron, co stanowiło zasadniczy moment: wówczas zaczynałem wierzyć, że powstanie z tego powieść. Jednak tak się nie stało. Po napisaniu jeszcze kilkunastu stron przerwałem pracę i spaliłem – dosłownie – wszystko, co zostało wydrukowane. Poza tym usunąłem plik z tekstem i gdy krótko potem zmieniłem komputer, zniszczyłem stary twardy dysk. (…) Nigdy nie dokończyłem tej książki, ponieważ pisaniu towarzyszyły bardzo nieprzyjemne uczucia, co mnie przerosło. Tematem fabuły miało być molestowanie dzieci. Dzisiaj czuję, że powinienem był ją dokończyć. Molestowanie dzieci to jedno z najpotworniejszych przestępstw, jakie istnieją„**

Po przeczytaniu książki Joanny Bator miałam ochotę zrobić z własnym mózgiem to, co Mankell zrobił z komputerem.
Nim sięgnęłam po „Ciemno, prawie noc” wiedziałam, że to nie będzie lekka opowieść, ale nie sądziłam że pozostawi po sobie tak dojmujący smutek i poczucie bezsilności. Opisy wszystkich tych okropnych sytuacji nie są rozległe, ale i tak kilka scen czytałam bardzo pobieżnie, wiedząc czego będą dotyczyć. Przez kilka dni nie mogłam się z tej opowieści otrząsnąć.
To bardzo sprawnie skonstruowana powieść, nieoczywista, mroczna i rewelacyjna językowo. Do tego zbudowana na motywie, który bardzo lubię – główna bohaterka po latach wraca do małego miasta, w którym spędziła dzieciństwo.
Wciąga.
Gdyby tylko temat przewodni był inny, myślę że wracałabym do tej książki wielokrotnie, ale nie wrócę.

Przyznaję też, że praktycznie ominęłam strony, które miały być zapisem rozmów na jakimś forum lokalnym. Skoro w prawdziwym życiu omijam ten bełkot i ktoś musiałby mi dużo płacić, bym siedziała na jakimś podrzędnym, pełnym frustratów czacie, który odwiedzają chyba sami internetowi trolle (jak ten czat z książki Bator), nie wiem dlaczego miałabym czytać coś takiego w ramach rozrywki.

W trakcie lektury przypomniał mi się tekst z bloga pani Kalicińskiej, dotyczący tematów poruszanych przez nagradzane i cenione polskie powieści.
Przypomniał mi się, choć niespecjalnie się z nim zgadzałam.
Ciemno, prawie noc” zawiera jednak jakieś dziwne nagromadzenie tematów związanych z chorymi relacjami i seksem. Kiedy człowiek zaczyna się głębiej jakąś kwestią interesować, nagle wszędzie dostrzega nawiązania i analogie, więc rozumiem że tak mogło być z autorką, jednak za dużo tego.

I tak jak broniłam Rowling przed zarzutem, że epatuje złem i zepsuciem, mówiąc że „pisarz musi czasem jakieś rzeczy uwypuklić, a pisanie o samych dobrych, porządnych i „miłych i sympatycznych” ludziach (jak zwykło się określać ciepłe kluchy bez charakteru.) byłoby potwornie nudne.”, tak sądzę że Bator mogła trochę odpuścić. Jeśli potrzebowała mroku i zła, miała do dyspozycji spory wachlarz zachowań – ludzie są pod tym względem niezawodni, niestety.
Wiem, że sytuacje wykorzystywania dzieci przez dorosłych zdarzają się częściej niż nam się wydaje (a nie powinny zdarzać się wcale i niech ich wszystkich piekło pochłonie), ale przy tej lekturze człowiek odnosi wrażenie, że całe zło świata, wszystkie chore układy i wszelkie tajemnice rodzinne zawsze ocierają się o seks. Gdzie się nie obrócisz, trafiasz na wykorzystywane dzieci, które gdy dorosną będą krzywdzić kolejne pokolenia i to się nigdy nie skończy.
Choć kiedy czytałam kolejne strony, uwięziona w tej książce, przyszpilona, obolała i zła, ale nie mogąca się oderwać, kompletnie tego nie zauważałam. Powieść jest bardzo, bardzo dobra, mimo kilku naciąganych scen, których nie mogę opisać, nie zdradzając fabuły. I boli.

*Gazeta Wyborcza 11-12.01.2014, Vadim Makarenko „TVN po raz drugi chce zarobić na informacjach”

**”Ręka” Henning Mankell, WAB, 2013

Joanna Bator 
Ciemno, prawie noc
Grupa Wydawnicza Foksal
Warszawa, 2013

,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *