BookTube, blogosfera książkowa i świat, który podobno głupieje

W ostatnich miesiącach przeczytałam kilka tekstów, których autorzy ubolewają nad tym, że blogosfera książkowa się kończy, umiejętność czytania umiera, wszyscy głupieją i wolą krótkie teksty albo filmy na Youtubie od długich analiz na blogach i recenzji prasowych.
Takie głosy słychać nie od dziś i zwykle pobrzmiewa w nich przekonanie o tym, że jest się w grupie tych mądrzejszych i lepszych.
A ja? No cóż, ja sobie z przyjemnością głupieję. Spędzam bez wyrzutów sumienia więcej czasu na YouTubie niż na blogach i gdy mi jedna z mam z klasy mojego dziecka mówi, że nie rozumie, dlaczego te dzieci tak tych youtuberów oglądają, uśmiecham się. Bo ja rozumiem.

Czytać wszystko, nikogo nie oszczędzać

Grupa czytających książki Polaków nie jest zbyt liczna – według badania czytelnictwa Biblioteki Narodowej ponad 60 procent naszych rodaków nie przeczytało w 2017 roku ani jednej książki – a należące do niej osoby też mają ograniczone możliwości przerobowe. Czasem mam wrażenie, że zdaniem autorów głoszących koniec blogosfery, odbiorcy powinni czytać wszystko, co dotyczy książek, a tak nieistotne rzeczy jak styl pisania blogera/dziennikarza czy znajomość tematu nie powinny mieć wpływu na liczbę czytelników. Ale przecież mają. Ludzie szukają w tekstach i filmach o książkach konkretnych rzeczy i idą tam, gdzie to znajdują.

Bycie sobą jest drogie

Gdy pracowałam w gazecie, nauczyłam się, że punktem wyjścia do tekstu powinno być zastanowienie się dla kogo się pisze i komu jest to potrzebne. Myślę więc, że nie ma co płakać nad końcem blogów książkowych i tym, że ludzie nie wiedzą, co dobre. Może i nie wiedzą, może nie doceniają, ale doskonale wiedzą, czego szukają i jeśli ktoś chce mieć szerokie grono odbiorców, lepiej by dał im, czego potrzebują. Jeśli jednak jest nieugięty i chce pisać jak dotąd, niech nie narzeka, że ludzie go nie czytają, tylko weźmie to na klatę, bo, jak głosi m.in. strona Polska w dużych dawkach, bycie sobą jest drogie. Nienaginanie się do potrzeb innych ma swoje konsekwencje.

Utalentowani i wyrobnicy

Mam wrażenie, że jednak jest na świecie miejsce na coś tak rzadkiego i nie do kupienia za żadne pieniądze, jak prawdziwy talent do pisania i mówienia do ludzi.
Mam trochę zaprzyjaźnionych blogów, na które zaglądam od czasu do czasu. Nie czytam każdego tekstu, bo nie wszystko mnie interesuje i nie zawsze mam czas. Są jednak dwie osoby, których teksty (zwłaszcza te o książkach) przeczytam niezależnie od tematu, okoliczności i pory dnia – mówię o Oldze Wróbel, która nie dość, że świetnie rysuje, jest mi bliska światopoglądowo – także dlatego, że ściąga do domu przeróżną zwierzynę – to jeszcze świetnie pisze. Drugą z wymienionych jest Aleksandra Zielińska, która na umarłym już Fochu miała świetny cykl o książkach. I o serialach. I o kuchni. Ona po prostu rewelacyjnie pisze, mogłaby mieć cykl o hodowli dżdżownic i też bym czytała.

Recenzje się kiepsko klikają

Na kanałach książkowych na YouTubie, czyli tak zwanym BookTubie, najlepsze wyniki oglądalności mają book haule (prezentacje książek, które osoba sobie kupiła), wrap upy (sprawozdania z przeczytanych w miesiącu/tygodniu lektur) i vlogi z czytania; czyli generalnie urozmaicone filmy z dużą liczbą pokazywanych „stosików”. Każdy booktuber wie, że najgorzej klikają się recenzje pojedynczych tytułów. Współpracującym wydawnictwom zaś na takich osobnych recenzjach najbardziej zależy, więc twórcy internetowi dwoją się i troją, by polepszyć statystyki i na przykład łączą taką recenzję z konkursem albo robią filmy w rodzaju: „recenzuję książkę X i podaję 5 innych tytułów, które mogą cię zainteresować”.
Jeśli komuś zależy na wielu odsłonach, musi się z tym pogodzić. Narzekanie na to, to jak obrażanie się, że Bestsellery Empiku to nie są nagrody dla najlepszej książki. Sama też rzadziej klikam w takie pojedyncze recenzje.
Ale są wyjątki. Dla mnie tym wyjątkiem, tym talentem, który naprawdę umie o konkretnych książkach opowiadać, jest Madri. I nieważne, że mamy dość odmienne gusta (wiem, bo kilka poleconych przez nią książek czytałam), kobieta kamień by przekonała. I wcale nie musi robić book hauli, by chciało się ją oglądać.

Opinie czy streszczenia

Pozostaje jeszcze kwestia omówień i streszczeń fabuły. Wiem, że profesjonalna recenzja nie zna pojęcia spojler. Recenzent ma prawo analizować całość dzieła, omawiać wszystkie wątki i objaśniać maluczkim, co autor miał na myśli. Pewnie jakiś promil czytelników takich analiz oczekuje, ale przypuszczam że większość chciałaby mieć po prostu z czytania przyjemność. A umówmy się, nie jest to łatwe, gdy dziennikarz/bloger zdradza nam całą fabułę.
Po tym jak we wstępie do recenzji książki o zbrodni dziennikarze zdradzili mi kto zginął, zaczęłam bardzo ostrożnie podchodzić do czytania o książkach. Wiem, że pokusa pokazania własnej erudycji, uwydatnienia wszystkich nawiązań, które się dostrzega (swoim wielkim umysłem oczytanego człowieka) jest duża, ale może zostawmy ją dla tych, którzy książkę czytali lub tych, których nie lubimy.

Zagraniczne książkowe kanały, które warto znać

Na koniec chciałabym Wam polecić kilka kanałów, które sama oglądam. Część z nich oglądam głównie ze względu na osobowość twórcy, ale niektóre są naprawdę warte poznania. Sprawdźcie, może znajdziecie kanał dla siebie na spokojne wieczory.

I to jest moja faworytka w tym składzie. Jest cudnie optymistyczna, czyta bardzo nieoczywiste i często niepopularne książki. Jej rodzimym językiem jest niemiecki, ale nagrywa filmiki po angielsku, a czytać próbuje jeszcze po francusku i rosyjsku. Jest młodziutka, ale zainteresowana sztuką i literaturą klasyczną. Fajnie mówi o książkach. I widać w jej filmach prawdziwą miłość do literatury i języka. Sami zobaczcie. Jest tu coś, czego brakuje tak wielu. PASJA!

3 Comments

  1. Bazyl Reply

    Jak to Dylan śpiewał, czasy się zmieniają, bo żeby we wpisie o kondycji blogosfery książkowej nie znaleźć śladu komentarza … :P

    1. zakurzona Post author Reply

      Prawda? :D
      Mam wrażenie, że jeśli jeszcze ktoś komentuje, to częściej na FB.
      A pamięta się te czasy, kiedy na blogach się dyskutowało…

      1. Bazyl Reply

        Jestem starej daty i jakoś na buniu nie bryluję. Prawda prawdą, że na blogach jakoś też nie specjalnie. Ale to chyba dlatego, że nie wydaje mi się, żebym miał coś ciekawego do powiedzenia. A lania wody internety są akurat pełne :D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *