Boskie szaleństwo. Geniusz i psychoza wielkich twórców. Jefrey A. Kottler

boskie-szalenstwo-Jefrey A. Kottler
Boskie szaleństwo. Geniusz i psychoza wielkich twórców
Wyd. Bellona
Warszawa 2007

Jak nie ulec urokowi autora, który w przedmowie pisze:” Oto mój największy sekret: jestem szaleńcem. Od kiedy pamiętam, zawsze bałem się, że pewnego dnia po prostu wpadnę w obłęd, stracę kontrolę nad życiem i już nigdy nie wrócę z krainy marzeń czy też stamtąd, gdzie przebywają ludzie umysłowo chorzy.”
Autor wydaje mi się niepokojąco bliski, może również dlatego że w okresie studiów maniakalnie czytał biografie twórców dotkniętych szaleństwem. A może dlatego, że studiował psychologię.

Książka zawiera dwanaście rozdziałów: dziesięć historii cierpiących psychicznie artystów i dwa rozdziały będące analizą powiązań szaleństwa i twórczości oraz sensu takiego życia.
Kottler podszedł do tematu poważnie, zbadał obciążenia rodzinne opisywanych osób, rozrysował drzewa genealogiczne, określił powiązania, zarysował wpływy.
Poznajemy z nieco innej strony historie wielokrotnie opowiadane (Woolf, Plath, Monroe), dowiadujemy się o smutnym, samotnym mimo posiadania tysięcy fanów, kompletnie eksploatującym i odczłowieczającym życiu w Hollywood (Monroe, Garland), wnikamy w życiorysy malarza, tancerza, pisarza, muzyków i obscenicznego komika. Tylko jedna historia, po ciężkim długotrwałym spadaniu, pozwala nam się na koniec wznieść. Tylko jeden z dziesiątki po latach staje na nogi. Może choć on się uratuje?

Opisy przypadków konkretnych twórców obfitują w detale. Czasem całkiem zabawne.
Najbardziej rozbawił mnie jeden fragment dotyczący relacji Hemingwaya z wydawcą.
Hemingway(…)nie był też łatwym klientem dla swojego redaktora, Maxa Perkinsa, z wydawnictwa Scribner. Perkins przypominał ojca Hemingwaya, Eda, pod względem moralizmu i dość purytańskich przekonań, z racji których raził go prostacki język i szczery sposób bycia pisarza. Był zbyt onieśmielony, żeby bezpośrednio mu o tym powiedzieć, ale w jedo kalendarzu znajduje się zapisek „srać, lać, pieprzyć, psioczyć”. Miał mu przypomnieć o poruszeniu tego tematu przy okazji następnego spotkania redakcyjnego. Kiedy dyrektor wydawnictwa, Charles Scribner, przyszedł do gabinetu Perkinsa i zobaczył ową notatkę, stwierdził, że redaktor musi być z pewnością wyczerpany oraz przepracowany i zaproponował mu parę dni urlopu.”

Z „szalonymi” twórcami jest trochę tak jak z katastrofami lotniczymi. Więcej osób ginie w wyniku wypadków drogowych, ale katastrofy samolotów są na tyle spektakularne, by wykreować fałszywy obraz niebezpieczeństwa. Analogicznie: mimo istnienia wielu niezaburzonych twórczych osobowości, nagłośnienie przypadków Hemingwaya czy Monroe, wpływa na odbiór artystów jako jednostek dziwnych i niedostosowanych.
To, co w tym wszystkim interesujące – poza nietuzinkowymi życiorysami przedstawionych tam osób – to próba rozróżnienia, gdzie kończy się natchnienie twórcze, a zaczyna szaleństwo, co okazuje się niewykonalne.
Jest mowa o intensywności przeżyć i (nad)wrażliwości takich twórców, napadach twórczego szału, dążeniu do samotności. Nie uważam się za wybitnego artystę, ale jako że jest mi to wszystko znane z autopsji, tym ciekawsza to była dla mnie lektura.
Złapałam sie na tym, że zbyt wiele chciałabym zacytować. Wnioski odnośnie sensu w życiu genialnych twórców sa na tyle interesujące, a przy tym dobrze uzasadnione i sprawnie opisane, że odsyłam Was do lektury.
Może tylko jeszcze jeden cytat, odnośnie ceny tworzenia: „Z całą pewnością wszelkie krańcowe odstępstwa od normy spotkają się w najlepszym razie z oporem, a zwykle – ze sporą dozą zawiści i zazdrości. Oczywiście doświadczamy tego, gdy tylko oznajmiamy światu nasze wspaniałe pomysły. Jesteśmy wtedy zdumieni, że ludzie nie są nam wdzięczni, jak się tego spodziewaliśmy. (…) Dotyczy to (…) momentu, kiedy to odkrywamy całkiem nową domenę, czasami nawet niezrozumiałą dla pozostałych osób. Historia ludzkości dowodzi, że ludzie wciąż byli zatruwani (Sokrates), więzieni (Kopernik), paleni na stosie (Joanna d’Arc) czy doprowadzani do szaleństwa, jak Lenny Bruce, gdy tylko za bardzo się oddalili od oczekiwanych norm.”

Gorąco polecam. Warto.

 

 

,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *