Baśniobór. Plaga cieni. Brandon Mull

IMG_1958aTrzecią część Baśnioboru kupiłam w zeszłym miesiącu. Uradowana przyniosłam do domu i rzuciłam synowi na żer. Jakież było moje zdziwienie, gdy porzucił lekturę po kilkunastu stronach, na rzecz znanego na pamięć „Tytusa”. Od kilku tygodni zresztą nieco mnie nasze dziecko starsze przerażało, skupiało się bowiem na wyczytanych już komiksach i grach komputerowych. Bałam się, że tak mu zostanie, ale odpuściłam, choć oczywiście próbowałam hipnozy wizerunkiem rudej kury i rzucania zaklęć nad miską pomidorówki.
Nie ma jednak tego złego, bo dzięki temu znów udało mi się pierwszej sięgnąć po książkę, a kiedy skończyłam, Młodemu minął kryzys. Zaangażował się w lekturę i do łóżka udało mi się go wygonić dopiero w okolicach pierwszej w nocy, a i to tylko dlatego, że następnego dnia szedł do szkoły na rano. Nie obyło się bez jęczenia, że on przecież nie może teraz przerwać czytania, a nawet chwilowej zdrady Gwiezdnych Wojen (mamo, to jest nawet lepsze od Star Warsa!).

A co w samym Baśnioborze?
Od straszliwych wydarzeń z drugiego tomu nie minęło zbyt wiele czasu. Trwają te same wakacje. (Na okładce napisano „trwają kolejne wakacje”, ale według mnie osoba, która to pisała, jest w błędzie.) Widać jednak, że rezerwaty magii mają się coraz gorzej – między pierwszym a drugim tomem minął cały rok szkolny Setha i Kendry, a tu proszę, kilka tygodni później kryzys goni kryzys i opiekunowie Baśnioboru znów będą musieli stanąć do walki z ciemnymi mocami.
Dzieciaki są coraz dojrzalsze, a Seth, choć nadal próbuje handlować z satyrami, zacznie w końcu dopuszczać do siebie myśl, że wiedza zawarta w książkach, którymi dotąd pogardzał (czyli wszystkimi) może być czasem przydatna. Oczywiście nadal jest irytujący jak typowy nastolatek, ale może uważam tak, bo jestem za stara, by się tą postacią zafascynować.
W końcu, na bogów czytelnictwa, to książka dla dzieci powyżej dziewiątego roku życia ;)
Z czasem okaże się, że choć popędliwy i nadal niezbyt rozsądny, poprzez pokonanie ożywieńca zyskał coś więcej, niż podniesienie i tak wysokiego poczucia własnej wartości.
Zresztą Kendra również dowie się o sobie kilku nowych rzeczy.
Brandon Mull wprowadza nowe gatunki baśniowych stworzeń, o których poprzednio najwyżej wspominał, a także takie, o których nie pisał wcale. Będą pomocne, lub krwiożercze, ale zawsze interesujące.
Będziecie mieli możliwość poznania kilku Rycerzy Świtu i rozszyfrowania prawdy o Sfinksie, nawet ci, którzy polubili jedną z najad, będą usatysfakcjonowani.
Przeczytacie opis spektakularnej wyprawy po artefakt, będą ofiary i zdobycze, ale przede wszystkim wiedza, która pobudzi apetyt i sprawi, że niecierpliwie będziecie wyglądać tomu czwartego opowieści.
Wreszcie będzie wielka bitwa, starcie, które zadecyduje o tym, czy Baśniobór nadal będzie ostoją dla magicznych stworzeń, a wierzcie mi, to nie takie pewne, zwłaszcza gdy nawet Dziadek zaczyna się zastanawiać, czy nie jest już za stary i zbyt nieudolny na sprawowanie opieki nad terenem o takim znaczeniu.
Dziewczęta będą zaś pewnie zainteresowane wątkiem związanym z Kendrą i pewnym młodym człowiekiem…
Trochę zazdroszczę tym, co mają całą tę historię jeszcze przed sobą. Mi pozostaje wyczekiwanie na następny tom – pociesza mnie tylko fakt, że każda kolejna część jest obszerniejsza.
Oczywiście, że to opowieść dla dzieci i młodzieży, ale jeśli tylko zrzucimy z siebie cały sceptycyzm i powagę, odnajdziemy w Baśnioborze wiele emocji, o które czasem trudno przy poważniejszej lekturze.
Ba, o które trudno na co dzień.
Czytajcie i bawcie się tym. Warto.
, ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *