Albo za mało, albo za dużo seksu, czyli biedna ta dzisiejsza młodzież. Część pierwsza

Już jako dziecko byłam nieustannie zakochana, a obiekty moich uczuć pomrą w błogiej nieświadomości. Poza realnymi fascynacjami pojawiali się oczywiście aktorzy (Kevin Bacon, Michael Praed, Kevin Costner) i piosenkarze (Paweł Stasiak, Thomas Anders) – proszę się nie nabijać, miałam maksymalnie 11 lat. Później kochałam się w wokaliście Guns ‚n’ Roses :D

Byłam też niesamowicie wścibska, przy czym stawiałam raczej na dowiadywanie się po kryjomu i podsłuchiwanie. Byłam mistrzem w udawaniu, że jestem bardzo zajęta swoimi sprawami – równoczesnym fingowaniem zajmującej zabawy i podsłuchiwaniem rozmów dorosłych. Nigdy nie pytałam wprost, wiedziałam że nie odpowiedzą. Zresztą jak miałabym wytłumaczyć pytanie o rozwód państwa X albo problemy pani Z, skoro w czasie gdy była o tym mowa, akurat bawiłam się w szkołę.


Napisałam „wścibska”, ale tak sobie myślę, że po prostu gromadziłam wiedzę o funkcjonowaniu świata dorosłych. Te wszystkie informacje i niuanse były mi potrzebne, żeby zdobyć rozeznanie w relacjach społecznych, zbudować sobie jakieś heurystyki, stworzyć stereotypy, opanować schematy. A że przy tym byłam nieco koszmarnym manipulującym dzieckiem, cóż…
To wszystko było mi potrzebne po to, bym w życiu dorosłym mogła wysłuchiwać nieustannie niechcianych zwierzeń jako ta rozumiejąca, co się do niej świetnie mówi mieć niezłe „oko” do relacji w grupie. Do dziś bardzo lubię stać nieco z boku i rozgryzać takie powiązania, a potem dziwić się, że ktoś może tych związków nie dostrzegać. O, gdybym miała kiedyś okazję, mogłabym być niezłym szefem. Tak sobie myślę, ale nie do tego zmierzam.

Pamiętam, że z otwartą buzią niemalże obserwowałam pod szatnią we wczesnej podstawówce relacje damsko-męskie w siódmej i ósmej klasie. Do dziś pamiętam te żarty (a proszę sobie wyobrazić te stroje i fryzury oraz ogólny klimat) i „końskie zaloty” w stylu: masz wodę w kolanie? nie? to idę do źródełka.
Patrzyło się na całujące się w parku pary z naszej podstawówki. Była też jakaś historia jak z filmu, bo ukochana córka z bardzo bogatego domu zakochała się na zabój w łobuzie, dla którego uciekała z domu. On jej robił jakieś sceny, chyba jej włosy chciał obciąć z zazdrości, a miała dziewczyna wielką blond szopę. Chłonęliśmy to wszystko jak serial (nie)dla młodzieży i opowiadaliśmy sobie na ucho najświeższe informacje, zaczynające się od a podobno i a słyszałaś, że.

Myślę, że na podstawie tego, z czym się stykamy przez całe dzieciństwo i młodość, budujemy nie tylko definicje męskości i kobiecości, ale też poczucie estetyki i wizję samego siebie, swojej przyszłości, roli, jaką chcemy odgrywać, a nawet spory bagaż absurdalnych pragnień, których później nie umiemy werbalnie wytłumaczyć, ale koniecznie musimy wypełnić. I czasem jest WOW, a czasem „hmm. zapomnijmy o tym. po prostu od zawsze czułam, że muszę to zrobić„.

pamietniki-fanny-hill-jo_17073aGdy miałam 11 lat i galopem weszłam w fazę dojrzewania, odkryłam wiele interesujących faktów. Na przykład ten, że książki na najwyższych półkach są ustawione w dwóch rzędach i w tym tylnym stoją Pamiętniki Fanny Hill. Byłam bardzo skoncentrowana na cielesności. W katalogach Otto, w których meblowałam swoje wyimaginowane przyszłe mieszkania oglądałam przez lupę modelki w bieliźnie, bo czasem przez koronkowe majtki prześwitywały włosy łonowe.
Dziwne rzeczy mnie wówczas poruszały.

Pamiętam Drakulę z 1979 roku. Tam jest taka scena, gdy Drakula przychodzi (przyfruwa niemalże) do swej ukochanej i mówi, że odtąd ona będzie mu służyć (czy coś w tym stylu), a potem bierze ją na ręce.
Matko, jak mi się to podobało!

Tu przypomina mi się profesor Janion:
Po prostu nie łączyłam swoich pasji z szkołą. Lekcje szkolne w ogóle nie zapadły mi w pamięć. Za to doskonale pamiętam, jak w kinie przy ulicy Zamkowej obejrzałam film ‚King Kong’. Zrobił na mnie niesłychane wrażenie i właściwie mam poczucie, że pierwsze moje jakieś poruszenie erotyczne popłynęło właśnie z inspiracji tym filmem. Nie rozumiem tego, nie wiem, dlaczego ten film tak strasznie zadziałał na moją wyobraźnię. (Janion. Transe – traumy – transgresje. 1: Niedobre dziecię. Rozmawia Kazimiera Szczuka. Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2012 )

Czasem rzeczy, które nas erotycznie poruszają są naprawdę przedziwne, jak ta scena w „Karate po polsku”, w której Roman (Zbigniew Buczkowski) spryskuje dziewczynie majtki zabawką na śmigus-dyngus. Nie pamiętałam filmu, aktorów i z odpustu zrobiłam bazar, ale scena została mi w pamięci na ponad ćwierć wieku.

Kiedy miałam jakieś 10 lat, mój pokój stał się miejscem, w którym zaczęłam spędzać większość czasu (w tym wieku, poza szkołą, skupiałam się tylko na książkach i odliczaniu dni do wyjazdów na wieś), za sprawą białego sprzętu firmy Unitra.

 

tva

Był czarno-biały, a w dużym pokoju mieliśmy już kolorowy, ale za to mogłam oglądać program po cichu na pojedynczej słuchawce. Wypas :)

Otworzyła się przede mną nowa kraina, nie musiałam liczyć się z tym, co chcą oglądać rodzice, mogłam karmić swoje fascynacje. Oczywiście na tyle, na ile pozwalał program telewizji publicznej.
Jasne że oglądałam jakieś głupoty, jakiegoś Benny Hilla, jakąś Dynastię ale prawdziwych przeżyć dostarczały mi bardzo konkretne filmy i seriale z młodzieżą w roli głównej.
Pamiętam zwłaszcza Footloose z 1984 roku z Kevinem Baconem w roli głównej.
Czyż nie był ujmujący?

Szukając tego fragmentu odkryłam ze zgrozą, że dwa lata temu nakręcono remake. Obejrzałam 1/3 i zadałam w przestrzeń retoryczne pytanie: po co robić coś, prawie tak samo, jak ktoś już zrobił, tylko gorzej?

Fame też lubiłam w oryginale. I też zrobili współczesną wersję kilka lat temu. Okrojoną z niewygodnych tematów, za to taką gładką i bez żadnej wybijającej się osobowości.
A przecież Gene Anthony Ray jako Leroy Johnson był niesamowity i taki uroczy, a przy tym rewelacyjnie tańczył.

Footloose tak mi się wówczas podobał, że dużą część, w tym wszystkie kawałki muzyczne, nagrałam. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby to nie były kasety magnetofonowe :) Słuchałam tego potem z lubością wspominając sceny z filmu. Nie, nie mieliśmy video.

Był jeszcze pewien serial, który odcisnął na mnie piętno.
Pamiętam, że latem był nadawany w piątkowe wieczory, ale raczej wczesne. Obie z kuzynką go wielbiłyśmy. Tamtego lata po wsi, w której spędzałyśmy co roku wakacje, wędrował święty obraz. No wiecie, rodziny brały do siebie z kościoła, przybyły ze świata do parafii, obraz Matki Boskiej, ludzie się spotykali, śpiewali w tych domach pieśni maryjne itd. itp. W któryś piątek kuzynka się zapomniała i poszła z babcią pośpiewać do jednej z rodzin. Później twierdziła, że jak sobie przypomniała w połowie którejś pieśni i nagle doznała olśnienia dlaczego ja nie rwałam się do wychodzenia z domu, miała ochotę się teleportować.
Na pewno wiecie o jakim serialu mowa.
Z piękną i zadziorną Audrey Horne (Sherilyn Fenn) i Jamesem (James Marshall), który wówczas wydawał mi się najbardziej pociągający z całego towarzystwa.

coffee-girl-twin-peaks-Favim.com-232538

Z takich skrawków układałam swoją ówczesną wiedzę o życiu nastolatków i dorosłych. Tak powstawała jakaś wizja. Powoli, czasem przypadkiem, sklejana dużą dozą wyobraźni.

Zbudowałam sobie świat z książek i filmów. Dziwne to były połączenia.
Pamiętam też bardzo wyraźnie scenę z „Przylądka strachu”, tę gdy De Niro spotyka się w ‚teatrze’ z młodziutką i głupiutką Juliette Lewis. Kiedy to oglądałam byłam pewnie w podobnym do (granej przez Lewis) Danielle wieku. Jak sobie przypomnę co miałam w głowie, włosy stają mi dęba.
Wszystkie te wizje miłości, która zwalczy całe zło, te założenia, że „przy mnie byłby inny, moja miłość by go zmieniła” i tak, to się tyczyło także De Niro w tamtym filmie.
Mając to jeszcze w pamięci, powinnam swoją przyszłą nastoletnią córkę zamknąć gdzieś w piwnicy, póki nie zmądrzeje. Problem w tym, że póki nie będzie miała wielu źródeł, wielu obrazów i wzorców, licznych scenariuszy, nie będzie świadomie wybierać. ScreenShot018

 

Im bardziej będziemy się starać, by nasze dzieci obcowały tylko z tym, co w naszym mniemaniu słuszne i właściwe, tym bardziej odrealnione będą (gdyby na przykład jakimś cudem miały sobie budować obraz związków tylko na podstawie wielkiej literatury) lub, co bardziej prawdopodobne, zainteresują się czymś z przeciwnej strony skali.

Myślę jednak, że współcześnie dzieci i młodzież mają w jednym aspekcie gorzej. 
Z jednej strony są zalewani lukrowaną szmirą, która jest często tylko nośnikiem dla produktu, z drugiej mają nieograniczony dostęp (w sieci np.) do pornografii, która też bardzo przekłamuje obraz seksu.
Kiedyś było lepiej. Trzeba było się postarać, żeby zebrać odpowiednią ilość obrazów do złożenia damsko-męskiej układanki. Nie mam tu na myśli zagadnienia „na czym polega uprawianie seksu”. Mówię o obrazie relacji, sposobie rozmowy, gestach, które zapadają w pamięć. O budowaniu części swojej tożsamości, dowiadywaniu się co nas interesuje, co się nam podoba – tak istotnej części życia nastolatka jak samopoznanie. Długo przed tym (miejmy nadzieję!) nim sprawdzą jak to jest się naprawdę całować, będą mieli okazję zobaczyć pocałunek na ekranie.

Świetnie to opisała Caitlin Moran: „Wkrótce wraz z milionami innych nastolatków dojrzewających w Wielkiej Brytanii na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych odkrywam, że najlepsze źródła nieprzyzwoitości są ukryte w „wielkiej klasy produkcjach filmowych na BBC2” oraz „nocnych programach dla młodzieży na Channel 4.” Trzeba tylko poszukać odpowiednich wyrażeń w ramówce. „Jenny Agutter” to jedno z nich. (…) gdziekolwiek pojawi się Agutter, tam można spodziewać się biustów, namiętnych pocałunków w szyję, ud rozchylanych rękami, a wszystko z towarzyszeniem ścieżki dźwiękowej westchnień i miłosnych jęków. (…) Ale nie samą Agutter człowiek żyje. ‚Mroczna historia miłosnej zdrady’ to zapowiedź, która zawsze dobrze rokuje.(…) Dzięki cyckom Jennifer Ehle w ‚Camomile Lawn’ wydaje mi się, że posiadanie cycków może być superfrajdą. No i wreszcie w roku 1990 Channel 4 nadaje filmową biografię młodej Cynthii Payne pod tytułem ‚ Wish You Were Here’. To dopiero było objawienie. (…) Obok głupawego panseksualizmu i anomalii filmu ‚Eurotrash’ – Lolo Ferrari, kobieta z największym biustem na świecie, skacze na trampolinie; drag queens ze sztucznymi penisami i korkami analnymi; odziani w lateksowe ubranka sadomasochiści na smyczy; lizanie płaskich tyłków znudzonym holenderskim gospodyniom – to cały seks, jaki udaje mi się zobaczyć przed osiemnastką. W sumie może jakieś dziesięć minut – seria pretensjonalnych, dziwacznych, czasem brutalnych obrazków, które łączę w całość i traktuję jako podstawę mojego życia seksualnego.(…) Po latach jednak dochodzę do wniosku, że tamta edukacja seksualna wcale nie była taka zła. Powszechnie dostępna, hardcorowa pornografia dwudziestego pierwszego wieku uderza w wyobraźnię seksualną kobiet i mężczyzn jak antybiotyk, zabijając całą tajemniczość, niepewność i wątpliwości – dobre i złe.” (Caitlin Moran Jak być kobietą, Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2012)

… c.d.n.

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *