Albo za mało, albo za dużo seksu, czyli biedna ta dzisiejsza młodzież. Część druga

Nie znoszę podejścia: „za moich czasów tego nie było”, nie lubię gdy „zapomina wół jak cielęciem był” ani westchnień: „ach ta dzisiejsza młodzież”.
Może dlatego, że nie wyparłam jeszcze wszystkich niewygodnych wspomnień z dzieciństwa i czasów nieco późniejszych. A może dlatego, że nie lubię generalizować.
Zastanawiało mnie zawsze skąd się w ludziach bierze ta tęsknota za staniem na cokole, choćby tylko dla własnych dzieci. My zawsze zjadaliśmy brukselkę do końca, słuchaliśmy się rodziców i trzymaliśmy rączki na kołdrze. Z jednej strony chcemy być takim kryształowym wzorem, chcemy by nasze dzieci takie były, a równocześnie dopatrujemy się w ich niewinnych często zachowaniach jakichś niestosowności.
W moich się doszukiwano i doskonale pamiętam niedorzeczność tych sytuacji – bo byłam w wieku, w którym naprawdę seks był ostatnią rzeczą, o której chciałabym myśleć.

Pisałam „chcemy być wzorem”, ale tak naprawdę mnie to nie dotyczy. Nie oszukuję swoich dzieci i się nie wybielam. Nie widzę potrzeby.

Syn zaczyna dorastać i strasznie się kłócimy, grozimy nawzajem wyprowadzką (ja w cholerę, zaczynać nowe życie bez odrabiania matematyki, a on się do dziadków wiecznie wyprowadza) jesteśmy dla siebie niemili i drzemy japy, ale nigdy Młodego nie okłamałam i gadamy na poważne tematy. W tych chwilach, gdy nie mamy ochoty się wymordować, albo on mnie nie dręczy: „mamo, przeczytam ci ten interesujący fragment”. Ostatnio kupił sobie na wakacjach to i czyta. Jestem pełna podziwu. Mam nadzieję, że będzie czuł, że może ze mną zawsze pogadać, a ja nie będę zgorszona i pełna potępienia.

Ostatnio Mała po powrocie z przedszkola narysowała tyłek na kartce i rżała aż się ściany trzęsły. „hahaha to tyłek hahaha och to takie zabawne hahaha tyłek”.
Zaprezentowała twórczość radosną bratu, u którego był akurat kumpel i brat, zgorszony, kazał jej zamalować rysunek. No to zamalowała. Domyślilibyście się, że tu były takie „bezeceństwa”? ;)
IMG_6040a

Kiedy słyszę oburzenie starych ciotek (to zwrot taki tylko. nie o moje ciotki chodzi. moje są młode i piękne:)), które o żadnych sprawach związanych z płcią nigdy nawet nie pomyślały, choć urodziły po kilkoro dzieci, zawsze przypomina mi się pani ginekolog, która mojej ulubionej koleżance (to pani ginekolog była? dobrze pamiętam?) mówiła: „wie pani, tam na dole”, co miało określać pochwę albo macicę.

Jakiś czas temu trafiłam na taki wpis i naprawdę się zdziwiłam:

ScreenShot006I poza niebezpiecznym przechodzeniem pomiędzy balkonami, nie wiem czym tu się oburzać, serio.
No chyba że dziewczynka zachowywała się jak Miley Cyrus na MTV Video Music Awards, pocałunek był bardzo francuski, a całość wyglądała na coś więcej niż próbę zaszpanowania/wygrania jakiegoś zakładu.

Ale doprawdy, oburzać się na disco polo na dyskotekach kolonijnych? Wystarczy zajrzeć na przeciętne polskie wesele. Słodycze? Tym wszystkim twierdzącym, że te biedne dzieci dlatego to kupowały, bo w domu miały tylko od święta, zdradzę pewną tajemnicę: dzieciaki uwielbiają słodycze i śmieciowe żarcie. Nie oznacza to, że mamy ich tak karmić na co dzień, ale oznacza, że chętnie się nim uraczą we własnym towarzystwie od czasu do czasu.

Zastanawiam się skąd się biorą teorie, że kiedyś tego nie było. Drodzy Państwo, kiedyś dziewczyny wychodziły za mąż jako szesnastolatki! Nie mówię, że to dobre, bo nikomu nie życzę ślubu w tym wieku, ale przestańmy bredzić, że „za waszych czasów”. Jak dobrze pokopać, każda „stara ciotka” ma znajomą, która ją pamięta z „tamtych czasów” i może służyć kilkoma interesującymi opowieściami.

Zastanawiam się jak dzisiejsze dzieciaki mają budować pojęcie o normalnym życiu, skoro wmawia im się, że kiedyś niczego nie było. Kiedyś ludzie żyli ascezą, modlitwą i nauką. Co młody człowiek ma o sobie sądzić, skoro on „o takich rzeczach” myśli?
Może więc próbować poszukiwać odpowiedzi w popkulturze. Ja szukałam w serialach i filmach. Choć przyznaję, że było kilka książek, które „dawały radę”. Może nie z uwagi na jakieś intensywne opisy życia seksualnego bohaterów, ale ze względu na to, że w ogóle dopuszczały możliwość, że dzieciak może się zakochać lub mieć jakieś problemy. Pamiętam „Kwiat kalafiora” Musierowicz, pamiętam „Statki, które mijają się nocą” Chądzyńskiej. Była też cała seria książek, których tytułami były chłopięce i dziewczęce imiona. 

Nie mówię tu o okresie liceum, bo wtedy już człowiek był traktowany prawie jak dorosły. My od skończenia 18. roku życia (w 3. klasie L.O. większość) mogliśmy sami pisać sobie usprawiedliwienia i zwolnienia z lekcji. Chciałam być wówczas dorosła i najbardziej nie znosiłam, gdy próbowano mi się w cokolwiek wtrącać. Do dziś mam ogromną potrzebę niezależności i odrębności, dlatego z niedowierzaniem słucham opowieści o tym, że rodzice przychodzą w imieniu swojego dziecka robić awantury profesorom o brak zaliczenia na studiach. Podobno są też tacy, co wydzwaniają do zwierzchników „dziecka” w pracy. 
Co jest nie tak z tymi rodzicami, że nie umieją żyć własnym życiem?
Co jest nie tak z tymi upupionymi dziećmi? Przecież ja najpierw umarłabym ze wstydu, a potem się odcięła i wyniosła daleko. Jak chora atmosfera musi być w takich relacjach?

Ale wróćmy do tej mojej podstawówki.

W 1991 pojawił się film „Moja dziewczyna„. Miałam wówczas lat 12, a bohaterka ponoć 11. Filmu nie widziałam (możliwe, że fragmenty, dużo dużo później), ale pamiętam że w niemieckim bravo były kadry z tego filmu. (tu wyjaśnię młodszym czytelnikom, że  kiedyś nie było jeszcze polskiego wydania tej gazety i sprzedawano w kioskach wersję niemiecką. dzieciaki kupowały, nawet wówczas gdy nie znały tego języka -jak ja- spragnione zobaczenia jak jest w innym świecie. podobnie się zachwycałam programem tv, który był w gazecie przywiezionej przez wujka z Niemiec. Tyle kanałów i zdjęcia!) I byłam strasznie wkurzona, że tam jakieś pocałunki są, a aktorka wygląda na ośmiolatkę najwyżej. No bez przesady. 

Nieco później widziałam film, który sprawił, że zapragnęłam prowadzić audycje radiowe. Potem nagrywałam swoje „audycje” na magnetofon marki unitra. Chyba dobrze, że żadna się nie zachowała ;)
Mówię o „Więcej czadu” (Pump Up the Volume) z 1990 roku z Christianem Slaterem i Samanthą Mathis.

Jakież było moje zdziwienie, gdy  niedawno odkryłam, że nakręcono remake.

Nazywa się to cudo „Bunt Fm” (Radio Rebel), a główną rolę gra w nim Debby Ryan.
Zastanawiam się czy w roli głównej obsadzono dziewczynę, z tego samego powodu, w którym w jednej z dobranocek z Kubusiem Puchatkiem i Tygryskiem też biegało dziewczę, zamiast Krzysia?

Ja się wychowałam w czasach, gdy podkradało się ojcu koszule w kratę i nosiło z lekka punkowo. Nikt nie był do końca wykrochmalony i ometkowany – poza jakimiś „kujonami”, ubieranymi przez mamę.
Coś zawsze musiało być lekko podniszczone, naderwane, krzywe, przerobione osobiście i udziwnione, żeby wyrażało charakter właściciela. Mąż mój nosił wówczas wielki budzik na łańcuchu przypiętym do spodni i, jako że był utalentowany plastycznie, robił wszystkim przypinki – także oparte na kapslach od butelek.
Pamiętam, że gdy przepisywałam śpiewnik ogniskowy do nowego zeszytu, specjalnie robiłam na nim plamy i deptałam brudnym glanem, bo to wstyd, żeby był taki nieużywany i bez charakteru.
I do dziś mi został w głowie taki obraz młodzieży. Eksperymentującej, poszukującej tożsamości, próbującej wyrazić siebie poprzez zamalowanie ścian pokoju na czarno, dziwne fryzury i ubrania. Prowokującej.

Niedawno widziałam gdzieś fotki z juwenaliów. I zobaczyłam ładnie uczesanych chłopców i dziewczynki, w dobrze dobranych ciuchach – takich, w jakich mogliby od razu udać się do pracy w biurze. Siedzieli w kawiarni, pili jakieś piwo chyba, ale to wszystko było takie zaprasowane w kancik…
Zacukałam się strasznie.
Bo choć lubię jak jest ładnie i chciałabym wiele rzeczy w swoim najbliższym otoczeniu wymienić na nowe (podłogi, szafę w przedpokoju, całą łazienkę – szukam sponsora. mogę potem non stop umieszczać fotki z łazienki, podłóg i szafy z logo, ale żaden market budowlany ani ikea nie chcą mi zrobić tej przyjemności ;)), to nigdy nie miałam ciągot do rzeczy i ludzi przyciętych jak od szablonu.
I gdzieś tam z tyłu głowy mam zdanie, które sobie zanotowałam jeszcze w liceum. Było w nim coś o szlifowaniu i o tym, że „człowiek naprawdę wybitny, nie może być ani równy ani gładki”.

Zaś młodzież z filmu Bunt Fm jest wypomadowana, ometkowana i prosto z fabryki. Z błyszczykiem na ustach.

Któregoś dnia Zazie, powiedziała coś, co mi idealnie pasuje do filmu Bunt Fm:

ScreenShot005

Poza tym zastosowano ten idiotyczny zabieg, co w polskim odpowiedniku serialu „Brzydula”, czyli wzięto ładną laskę, ubrano jej na stałe czapkę, co miało obrazować nieśmiałość i schowano nieco włosy oraz założono luźną bluzkę – żeby pokazać, że jest brzydka. Pod koniec filmu rozpuści się jej włosy, ubierze obcisłą sukienkę i obcasy i już TADAM wielka metamorfoza; śmiechu warte.
Film jest pełen idiotycznych gagów i cała ta młodzież mogłaby za kilka lat zagrać w serialu „Miłość na bogato”.
Przejaskrawione relacje w szkole i traktowanie odbiorcy jak kretyna, dla którego oglądanie popisów rodziny Bundych jest szczytem dobrej zabawy. Brakuje tylko śmiechu spoza kadru. (teraz się zaczęłam zastanawiać czy aby na pewno tego śmiechu tam nie ma)
Nie ma tam żadnych realnych problemów, poza tym gdzie zorganizować bal. Głupie, że aż boli.
Nikt nie przeklina, nikt nie pali, nikt nie jest chamski, nikt nie świntuszy. A to młodzież, bliska pełnoletności. Zaprawdę, bardzo realny obraz.
Nawet w buncie przeciwko zakazowi puszczania muzyki w szkole, musi im pomagać stacja radiowa, która dowiezie muzyczkę pod budynek. Taki to bunt współczesny właśnie. Powinni jeszcze poczekać, aż jakaś korporacja im koszulki zrobi z hasłami. Smutek, smutek i żal, jak się człowiek nad tym obrazem zastanowi.
Puszczajmy to na zmianę z „Siódmym niebem”, gdzie wszyscy się za wszystko przepraszają i dyskutują z ojcem-pastorem na temat problemów w relacjach.

Tymczasem Więcej czadu miało klimat. Slater był wkurzający, żałośnie udawał że się masturbuje, palił, wymądrzał się, dawał złote rady, miał syf w pokoju i był jako całość tak wkurzający, jak potrafią być inteligentni nastoletni chłopcy. ALE TO BYŁO JAKOŚ PRAWDZIWE.
A kiedy się zakochał, nawet pojawił się kawałek nagiego ciała. Bardzo niewinna i fajna scena, która mnie-nastolatkę zahipnotyzowała.

Zastanawiam się dlaczego tak usilnie upupiamy te nasze dzieci?
Czy chodzi o to, że jeśli uznamy ich prawo do dorastania (w każdym aspekcie), sami poczujemy się staro? Czy też może fajnie jest hodować takich głupawych i nigdy-nie-dość-dojrzałych obywateli, bo to świetny materiał do sterowania nim?
Dlaczego im więcej pokus i zagrożeń pojawia się we współczesnym świecie, tym głębiej chowamy głowę w piasek? Jeśli nastolatek będzie oglądał filmy o tym, że największym problemem jest szkolny bal i zakupy, te sprawy będzie uważał za najistotniejsze? A jeśli mu nie pokażemy na filmach niechcianych ciąż (w oryginalnym „Fame” jest, we współczesnej wersji nie), papierosów (dawny „Footloose” i „Pump Up the Volume” -są, we współczesnych ani śladu), samobójstw wynikających z samotności i poczucia niezrozumienia („Pump Up the Volume”, ale już nie w wersji nowszej), te problemy znikną i nie będziemy musieli o nich z dzieciakami rozmawiać? Będziemy udawali latami, że jeszcze nie czas i chowali przed młodzieżą (choćby i tą 12-letnią) oryginalne wersje książek i filmów?

Ostatnio mi polecano „Małomównego i rodzinę” Musierowicz, ale podobno mam szukać starej wersji, bo przy reedycji została dokumentnie przerobiona i „częstują się miętuskami, a nie papieroskiem na ten przykład„. Czyli to, co kiedyś młodzież mogła czytać normalnie, dla każdego późniejszego pokolenia musi być przerabiane na grzeczniejszą wersję?

Z drugiej strony jest to, o czym pisała Moran (cytowałam pod koniec tego tekstu) bezproblemowy dostęp do twardego porno.
Nim moje dzieci trafią na coś takiego (i oby jak najpóźniej), chciałabym, by miały pojęcie z iloma emocjami się to wiąże w realnym życiu. Żeby wiedziały jak związek dwojga ludzi – także fizyczny – może wyglądać (jak czasem fajnie, a kiedy indziej fatalnie).
Ale nie oszukujmy się, nie o wszystkim się gada z matką czy ojcem. Ja szukałam gdzie indziej. Dlatego bardzo bym chciała, żeby filmy i książki dla młodzieży były naprawdę dla młodzieży, a nie dla 6-latków.

zzupyitd1a

Z w miarę współcześnie nakręconych filmów, (ale wiecie, mi się nadal wydaje, że rok 91 był dekadę temu) w których pojawia się zauroczenie między bardzo młodymi ludźmi lub naprawdę poważne problemy, kojarzę głównie Kochanków z księżyca (2012) i Przekleństwa niewinności.(polska premiera w 2001) Żeby było ciekawiej, w tym pierwszym scenariusz współtworzył Roman Coppola, w drugim scenariuszem i reżyserią zajmowała się Sofia Coppola.
Ale o ile „Kochankowie z księżyca” to film, który w zasadzie można by obejrzeć z dzieciakami, o tyle „Przekleństwa niewinności„, choć prawdziwe, klimatyczne i wspaniałe, są filmem tak ciężkim i przeczołgującym emocjonalnie, że niektórzy dorośli muszą się długo przygotowywać, nim go obejrzą.

——————————————————————————————————

29 komentarzy:

  1. Twoje przemyślenia przypomniały mi, że czytałam kiedyś bardzo ciekawy tekst o seksualności dzieci w dzisiejszych czasach – biologicznie to nieco przyspieszyło, ale kulturowo jeszcze bardziej. Pani, która badała dzieciaki pod kątem ich wiedzy o seksie, doszła do wniosku, że już z dziećmi w wieku 7/8 lat da się „normalnie” i „poważnie” o seksie porozmawiać, bo one już sporo mogą wiedzieć. Tylko trzeba dzieci obserwować i słuchać. Niby takie proste, a jak rozmawiam z rodzicami na szkoleniach o seksie w Sieci, to się rumienią.

    OdpowiedzUsuń

  2. to się może wydawać mało związane, ale zaczynam się zastanawiać czy dzieciakom telewizora nie załatwić jakiegoś jednak. to znaczy głównie Młodemu. gdyby miał pokój sam, pewnie bym załatwiła. Jest w takim wieku, że pewnie chciałby czasem obejrzeć coś bez nas nad głową. na przykład takich „Kochanków z księżyca”. Wiesz, żeby uniknąć tego, co zrobił mój ojciec jak z siostrą przeżywałyśmy śmierć głównego bohatera: http://jutrofutro.blogspot.com/2013/07/ogniu-krocz-ze-mna-i-takie-tam.html

    Usuń

  3. Wydaje mi się, że to, o czym piszesz można zamknąć w jednym słowie: powierzchowność. A za tym idzie wygodnictwo i lenistwo intelektualne.
    To się produkuje, co się sprzeda. Nie tylko młodzież zachłysnęła się tym blichtrem.

    OdpowiedzUsuń

  4. mam wielkie problemy ze zwięzłością chyba, skoro to można jednym słowem ;)))
    to nie młodzież się zachłysnęła, przecież to dorośli wyprodukowali ten świat. a najgorsze, że to wszystko jest cholernie cyniczne w swej świętoszkowatości.

    Usuń

  5. Oj :-)))
    Wiesz, o co mi chodzi :-)
    Jest cyniczne i obłudne.
    Ale zobacz, jak szybko gwiazdki tych cukierkowych wypocin dorastają, i w jaki sposób…

    Usuń

  6. jak Miley Cyrus, nie? straszne.
    zobacz, ale to akurat zawsze było chore. weź te wszystkie dziecięce gwiazdy jak Judy Garland – grały słodkie dzieciątka w czasach cenzury, a poza planem były szprycowane prochami i wpadały w alkoholizm w wieku nastu lat. że nie wspomnę o zainteresowaniu obleśnych panów, chętnych by zostać impresario. na ekranie sama niewinność, żeby nie gorszyć odbiorcy (a raczej rodziców odbiorcy i starych ciotek, mam wrażenie), a poza planem …

    Usuń

  7. „Moją Dziewczynę” pamiętam, oglądałam, kiedy miałam jakieś 5 lat (teraz mam 20) i długo chodził mi po głowie ten film, nie mogłam go nigdzie znaleźć (nie pamiętałam tytułu, oczywiście), w końcu przypadkiem wpadłam na niego w telewizji. Zapadła mi w pamięć jedna scena: pogrzeb Thomasa i jak Vada krzyczy „on żyje, żyje, tylko dajcie mu jego okulary”. Nigdy później żadna scena w jakimkolwiek filmie tak mnie nie poruszyła, dalej mam gęsią skórkę na samo wspomnienie.

    Poniekąd uczestniczę w tym procederze „dezerotyzacji” i „czesania” wszystkiego wokół i trochę wiem, skąd się to bierze: to taka – z mojego punktu widzenia – trochę naiwna próba zapewnienia obecnym młodym „lepszego życia”. Nie będzie słyszeć o papierosach, narkotykach – nie sięgnie po nie. To trochę jakby chiński rząd mówił, że Facebook u nich nie funkcjonuje dla dobra narodu (mniej prokrastynacji!).

    Miałam pewnie z 9, może 10 lat, kiedy pierwszy raz z wypiekami na twarzy dorwałam „Claudię” albo inną gazetę i czytałam kilkustronnicowy artykył o historii antykoncepcji i o pozycjach seksualnych. Z drugiej strony moja matka dotąd (!) nie jest w stanie mówić ze mną o seksie jako o temacie – to jest tabu, „zakazane”, tratatata. A jednak kiedy w 5-6 klasie podstawówki czytałyśmy obie „Sagę o Ludziach Lodu” (47 tomów grafomanii, ale szybko się czytało i wciągające było) to nie zabroniła mi, chociaż gzili się tam często i opisy były cokolwiek dokładne. O książkach Sapkowskiego nie wspominając, bo seria o Wiedźminie była moją ukochaną.

    I co się okazuje? Od czytania takich książek erotomanką nie zostałam, a mamine „zakazane rzeczy” weszły mi do głowy i długo sprawiały problemy. Największa krzywda, jaką można dziecku wyrządzić, to pozamiatać pod dywanik i udawać, że nie ma. A jak dziecko ma alergię na kurz, to co?

    OdpowiedzUsuń

  8. od samego początku bardzo otwarcie rozmawiam z moimi dziećmi – oczywiście w formie dostosowanej do wieku – mam wrażenie, że nie uznałyby żadnego pytania za niewłaściwe, więc może unikniemy „alergii na kurz” ;)

    a ta dezerotyzacja wcale nie zapewni im lepszego życia, niestety. mam wrażenie, że to wszystko ma jakieś inne podłoże, inne założenia.
    właśnie jakieś cyniczne takie.

    Usuń

  9. Przyznaje, ze tez nie rozumiem wielu rzeczy.
    Z jednej strony dzieciaki maja dostep do smyrafonow czy komputerow, gdzie moga sobie sciagnac dowolne filmiki, ze wszystkimi mozliwymi pozycjami, a z drugiej w domu sie „o tym nie rozmawia” a a na PDZ obejrza „Niemy krzyk” i beda sie uczyc o dziewictwie i kalendarzyku.
    W dodatku mam wrazenie, ze dzieciaki lepiej zniosa prawde niz klamstwa, zwlaszcza ze prawda o cnotliwej mamusi potrafi wyjsc w najgorszym momencie i w efekcie dzieciak przezywa szok, niejednokrotnie gorszy niz sama wiadomosc, no i traci zaufanie do rodzicow.
    Jasne, moze nie trzeba im mowic, ze sie uprawialo seks z piecdziesiecioma facetami, ale moze wystarczy nie moralizowac, lub moralizowac rozsadnie.
    Teraz bedzie w dodatku gorzej dla rodzicow, bo jak koledzy pokaza dzieciakowi film z tatusiem czy mamusia z lat mlodosci, moze byc marnie.
    BTW jak rozumiem Tola w przedszkolu podlapala faze na skatologie i proby „oburzenia” rodzicow, niczym maly Sam Vimes w „Niuchu”? ;)

    OdpowiedzUsuń

  10. myślę, że ona w ogóle nie uznaje tego za niewłaściwe, ani nie sądzi, że moglibyśmy się oburzyć. chyba nigdy nie widziała mnie oburzonej :)
    ją to bawi.
    tak, podłapała po pierwszych dniach w przedszkolu.

    Usuń

  11. Daleka jestem od „za moich czasow”, ale naprawde nie przypominam sobie z wlasnego dziecinstwa/mlodosci dziewczynek ponizej 10 r.z. w makijazu i na obcasach. Nawet na I Komunie byly najwyzej loki na walkach, a na twarzy nic.
    A teraz widuje i to wcale nie wyjatkowo rzadko – dziecinstwo konczy sie teraz szybciej jakos.
    Co do „tam na dole” to moje – zwlaszcza leciwe – pacjentki tak mowia, no ale oni tu mieli krolowa Wiktorie ;)

    OdpowiedzUsuń

  12. ja pamiętam młode dziewczynki na obcasach „kaczuszkach”(?). zresztą, może po prostu trzeba zaakceptować, że w niektórych aspektach świat się zmienia.

    Usuń

  13. Mam dokładnie odwrotne wrażenie, że to dzieciństwo teraz się później kończy, a dzieci się dłużej maminej spódnicy trzymają. Makijaż i obcasy wyznacznikiem dorosłości nie są, a odpowiedzialność i owszem.

    Usuń

  14. Zaakceptowac pelen mejkap, ubrania i zachowania podkreslajace seksualnosc u malolat ponizej 10 lat? Uznac to za norme powszechnie obowiazujaca?
    To ja wysiadam i dziekuje za taki kierunek zmian swiata.

    Usuń

  15. wiesz, te dzieci mają rodziców. jak dla mnie to ich sprawa. może mi się nie podobać, ale często, jak wspomina odwodnik, jest to połączone z wielką niechęcią do dorastania.
    i potem mamusia idzie na uczelnię o wpisy się wykłócać ;)

    Usuń

  16. Brawo, nieźle Ich podsumowałaś;)
    A „Więcej czadu” to był taki młotek po głowie. Widziałam go w liceum, widział go mój 5 lat młodszy brat, który nieco później pracował w lokalnych rozgłośniach radiowych… Dla mnie ten film to Leonard Cohen i „Everybody Knows”…

    OdpowiedzUsuń

  17. och tak, jak ostatnio wróciłam do tego filmu, potem namiętnie słuchałam Cohena :)

    Usuń

  18. Wsiąkłam, Zakurzona, w Twój blog. Dałaś czadu – tak to się mówiło „za moich czasów”. Moja Nastolata zaczęła właśnie sześcioletnią podróż do szkoły plastycznej, gdzie obciachem jest (to też słowo sprzed dekady) chodzić w markach. Mamo? Kupisz mi książkę z przekleństwem w tytule? Kupię.
    Nie rozumiem tylko pomysłu z „dezerotyzacją”, przecież erotyka spływa zewsząt. Chociaż nie – nie erotyka – sexyzacja (nie to samo). Gadajmy.

    OdpowiedzUsuń

  19. :))) miło mi bardzo.
    właśnie, to przedstawianie cukierkowych światów w filmach dla młodzieży jest co najmniej nie przystające do rzeczywistości – wystarczy że człowiek się przejedzie przez miasto i zobaczy mnóstwo wielkoformatowych reklam z gołymi cyckami.

    Usuń

  20. Czasem słyszę jak za ścianą młócisz;), tak po sąsiedzku.
    Niżej pojawił się problem pornografii w necie, że dzieciaki oglądają to wiem. I właśnie dlatego trzeba gadać swoje, że to nie jest dobry namiar na wiedzę o życiu erotycznym.
    Ugładzanie, spłaszczanie i koloryzacja mnie wkurza. Takie jabłka na przykład czy marchewki to kostropate były i są (ale czy będą?).

    Usuń

  21. …bo widzisz w dzisiejszych czasach liczy się tylko kasa. Nawet tak kultowy film Więcej czadu w swoje łapki wzięły wielkie koncerny i przerobiły na disnejowski nie daj Boże musical (nie wiem, nie widziałem). Czas pędzi z zawrotną prędkością i nie patrzy w tył, więc dlatego trzeba coś szybko wyprodukować, narzucić jakiś styl (ubierania – nawet Levis swego czasu się skancikował) aby jak najwięcej mamony wyciągnąć. Wszystko dookoła jest biberowate, disnejowskie jakby to mogło zmienić zło na świecie i poglądy ludzi. ..

    …kiedy słyszę ja w twoim wieku lub podobne to chce mi się śmiać, dobrze wiem jak się pięknie dziecku rodzice wybielają, ale dziadkowie i znajomi potrafią sprowadzić ich do parteru ^^…

    …podoba mi się Twój sposób na stosunki z dziećmi, szkoda że tak wielu z nas o prawdzie dowiadywało się ukradkiem i zazwyczaj na świadectwach rodziców nie było samych piątek…

    OdpowiedzUsuń

  22. tak, seriale będące głównie product placement uwielbiam pasjami:/

    ze szkołą to kiepsko mają, bo ostatnio Młody dorwał moje świadectwa z podstawówki i odkrył, że na wszystkich był czerwony pasek, a na większości same piątki :D
    co więcej, wczoraj o tym myślałam i nie mogę sobie przypomnieć czy kiedykolwiek w życiu dostałam jedynkę (bo jak była skala 2-5 to żadnej 2 nie miałam na pewno) no i nie pamiętam żadnego takiego przypadku :D
    ale już na studiach, owszem, bez problemu szłam po wpisanie dwói, jak nie czułam się przygotowana, by zdawać.

    Usuń

  23. zawsze młodzież była różna – kwadratowa i podłużna i tak zostało. Czyli. Za moich czasów ;) nie tylko się nosiło glany, moro i czytało hłaskę na zmianę z harasymowiczem. były także osoby, które nosiły kowbojki, biegały na dyskoteki i słuchały madonny na zmianę z pet shop boys. w międzyczasie modern talking. Za tamtych czasów nie było tylko srodków masowego przekazu tak rozbuchanych więc jak człowiek wsiąkł w jakieś środowisko to mniej zauważał inne i wydawało mu się że to jego jest dominujące.

    a Twoja szczera wiara że Tymek nie zetknął się jeszcze z pornografię szczerze mnie zadumała ;) moje dziecko się zetknęło mając lat 12 -ście. Do tego się przyznał. Że oglądali z chłopakami. I prawdę mówiąc nie wierzę żeby w innych przypadkach było inaczej. Tak jak my w piątej klasie ściągaliśmy Wisłocką z górnej pólki tak oni grzebią w sieci. I coż tam mogą wygrzebać. Wiec sadzę że raczej lepiej jest założyć że tak – oni już to wygrzebali i gadać raczej żeby nie grzebali zbyt często. Ja z moim się umówiłam, że kupuję mu Playboya w zamian za niegrzebanie. Mam nadzieję, że działa ;)

    trudno jest być rodzicem. i trudno jest się nie mądrzyć. ale czasami myślę, ze oni potrzebują odrobinę cokołu. Do rozwoju potrzebują buntu przeciwko starym i drętwym rodzicom. a przecież tylko dretwusy w ich wieku były grzeczne. i ja tam się ugrzeczniam. przecież nie powiem dziecku, ze paliłam w podstawówce a wódkę piłam w wieku, który on już ma za sobą. nienie. DOPIERO NA STUDIACH ;)))

    OdpowiedzUsuń

  24. Młody ma 11 lat. Nie wiem czy się zetknął, możliwe że gdzieś u kumpla, ale znam go i… nie, w sumie nie będę tu tego roztrząsać, bo to co chciałam napisać, konkretnie dotyka mojego dziecka, więc to są ich sprawy. Nie będę tego omawiać na blogu.
    Potrzebują cokołu, ale też zrozumienia dla własnych prób buntu i eksperymentów. Mam nadzieję, tak ogólnie, że w domu mu dobrze. Poza tymi chwilami, gdy się wyprowadza do dziadków ;))

    Usuń

  25. Moim zdaniem spt trafiła w sedno. Młodzież jest i grzeczna i buntownicza i zawsze taka była i pewnie zawsze taka będzie:). Czasy się zmieniają, technika się rozwija, możliwości inne więc zestaw środków wyrazu nieco inny.

    Usuń

  26. Niemieckie Bravo w kioskach? Naprawde? Kiedy? Jak?
    Za moich czasow… :-) po niemieckie uzywane Bravo szlo sie na straganowy rynek, miedzy tureckie swetry i pirackie kasety magnetofonowe.
    Tam jegomoscie, co zwozili fanty z wystawek sprzedawali Bravo, albo pojedyncze plakaty z Bravo, albo (tu miejsce na estetyczny orgazm), nalepki z Bravo :-)
    Poczulam sie bardzo stara.

    OdpowiedzUsuń

  27. ale tylko kilka numerów pamiętam. potem już mieli po polsku. to mógł być 91 lub 92 rok.
    :))
    haha, taaak nalepki z bravo! (też jestem stara)

    Usuń

  28. a dodam jeszcze coś nie na temat. dobrze piszesz felietonowo Zakurzona, bo tekst długi, merytoryczny i tylko trochę o seksie ;) – a nie męczy. To spory talent jest :)

    OdpowiedzUsuń

  29. dziękuję Ci bardzo!
    mąż mi to samo powiedział, ale jemu mniej wierzę w takie teksty.
    Tobie bardziej. z Tobą nie sypiam :)))

    Usuń

 

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *